E. M. Forster „Maszyna staje” – przypadkowo odkryta perełka

Interpretacja ponad stuletnich tekstów jest całkiem prosta, a daje wiele satysfakcji – zwłaszcza gdy tekst jest naprawdę trafny w swych przewidywaniach.

Zupełnym przypadkiem trafiłam na Maszyna staje, opowiadanie E.M. Forstera z 1909 roku. Jak podaje w komentarzu redakcyjnym James Gunn – słynny redaktor fantastyki – to tekst, który można uznać za jeden z najważniejszych w nurcie dystopijnym.

Zacznijmy od tego, że James Gunn w tym roku kończy 95 lat – a i tak jest młodszy niż to opowiadanie. Jego najsłynniejszy zestaw antologii, sześcioczęściowa Droga do science fictionto gigantyczny zbiór bardzo wczesnej, wczesnej i w miarę współczesnej fantastyki naukowej. W Polsce ukazały się tylko 4 z 6 tomów (w latach 1985-1988), pozostałych dwóch musicie szukać po angielsku. Tym, co bardzo istotne, jest fakt, że każdy tom i każdy tekst poprzedzone są całkiem obszernym redakcyjnym, historycznoliterackim wstępem. Gunn odwalił kawał świetnej roboty w tym zakresie – umieścił każde kolejne opowiadanie czy fragment powieści w kontekście historii SF, ale też historii danego twórcy.

good

Maszyna staje – Wellsowi w gardle

W przypadku Maszyna staje wspomniał o tym, jak Forster stanął w opozycji do Wellsa. Sam Wells to postać całkiem nieźle znana fanom w Polsce – w 2012 roku Rebis wydał jego fabularyzowaną biografię Który stawał na wysokości zadania, prezentującą fantastę jako błyskotliwego, ale niezbyt sympatycznego bawidamka, lubującego się w politykowaniu i intelektualnych dysputach. Jako postać wyłaniająca się z kart biografii budził we mnie wystarczającą antypatię, że nie dziwię się, że wielu autorów krytykowało jego dzieła niekoniecznie merytorycznie, ale nawet z czystej przekory i na złość. Jednak Forster podszedł do tematu inaczej: wziął idee Wellsa, których optymistyczna wiara w postęp i naukę niezachwiana jeszcze była doświadczeniami wojen światowych, i doprowadził je do absurdu.

maszyna-staje-okladka.jpg

Maszyna staje odmalowany jest świat dalekiej przyszłości: Ziemia jest spustoszona, a ludzkość mieszka głęboko pod powierzchnią. Nikomu to jednak nie przeszkadza: każda jednostka ma swój pokój, komórkę wręcz jak w pszczelim roju, a w niej przyciski zapewniające jej dostęp do wszystkiego. Chce spać? Wzywa przyciskiem łóżko. Chce jeść? Kolejnym przyciskiem wzywa pożywienie. Kontakty międzyludzkie ograniczone są niemal wyłącznie do elektronicznej sieci komunikacji. Wszystkim zaś steruje Maszyna, dbająca o potrzeby swoich podopiecznych, ich rozmnażanie, eutanazję, komfort.

Brzmi całkiem jak internet i social media powiększone o pulę ekologicznego postapo.

Forster wyolbrzymił groteskowo wręcz podejście nowych ludzi do życia jako takiego. We wszystkim poddają się Maszynie z niemal religijną czcią i zaufaniem. Maszyna decyduje, które niemowlęta powinny przeżyć i kto może umrzeć ze starości. Ludzie mają skupiać się na rozwoju duchowym i szukać nowych pomysłów – jednak w praktyce nie są w stanie stworzyć nic oryginalnego. A jak to się skończy? Cóż, przeczytajcie.

Albo posłuchajcie:

Jak on to zrobił?

Najbardziej zdumiewa mnie to, jak Forster zbudował bardzo ciekawy, realistyczny obraz społeczeństwa, który tak trafnie przewidział rozwój technologii i komunikacji. Pamiętajmy: to był rok 1909. W Polsce najdnioślejszym wydarzeniem tego roku było zwodowanie Daru Pomorza, wtedy bardzo nowoczesnego żaglowca, a na świecie właśnie kończyła się nieudana wyprawa na biegun południowy (wtedy jeszcze nikt go nie zdobył), w Kanadzie z ziemi poderwał się pierwszy samolot, którym dało się sterować (fot. niżej), po raz pierwszy udało się użyć sygnału SOS, istniały jeszcze Austro-Węgry i Imperium Osmańskie, Rosja była jeszcze caratem, a niejaki K. Prószyński opatentował pierwszą ręczną kamerę. Gdzie tam do internetu, ba, do elektroniki w ogóle, jeśli samoloty wyglądały tak:

AEA_Silver_Dart.jpg
Samolot „Silver Dart”, fot. domena publiczna.

Maszyna staje opiera się upływowi czasu z jednej strony dzięki świetnemu pióru Forstera, którego język nie jest nawet teraz, po niemal 11 dekadach, archaiczny – w czym pewnie też zasługa tłumaczki, Hanny Kobus. Z drugiej strony autor bardzo rozsądnie nie wdawał się w szczegóły techniczne Maszyny. Wiemy, że działa i widzimy przejawy tego działania: podajniki, komunikatory, pojazdy itp., ale żadnej wskazówki na temat systemów obsługujących Maszynę. Dzięki temu zyskała wymiar nieco uniwersalny: w latach 70. odbiorcy zapewne porównywali ją do systemów próżniowych rur, telefonicznych kabli i mechanicznych wysięgników, dzisiaj widzimy jasną analogię w internecie i social mediach.

Jednocześnie tak trafne przewidywania co do sposobu, w jaki społeczeństwo techniczne może się rozwinąć, świadczą o sprawności twórczej Forstera. Jako pisarz koncentrował się na socjologii i jej różnych aspektach przykładanych do Europejczyków. Prywatnie interesował się także filozofią, erystyką i retoryką, dużo podróżował po świecie – od Infii po Egipt – i odebrał klasyczne wykształcenie. Był erudytą, na dodatek błyskotliwym. Nadal jednak dokładność jego wizji jest zdumiwająca. Przewidzieć tendencje komunikacyjne, technologiczne i społeczne na wiek do przodu – to sztuka!

 

Nie znalazłam wersji polskiej z legalnym dostępem online. Jeśli czytacie po angielsku – znajdziecie ten świetny tekst np. na stronach uniwersytetu Illinois. Podają go też Wikiźródła. Po polsku, niestety, do dorwania w papierze, o takim:

droga-do-science-fiction.JPG

Fot. główne – plakat spotkania SOUTHEND ~ POP-UP ESSEX WRITERS HOUSE: The Big Book Club Get Together

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś nowszą książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 🙂

6 myśli w temacie “E. M. Forster „Maszyna staje” – przypadkowo odkryta perełka

  1. >rok 1909. W Polsce najdnioślejszym wydarzeniem tego roku było zwodowanie Daru Pomorza<

    Tak i nie 😀 Dar Pomorza faktycznie zaczęto budować w 1909 roku (został zwodowany w 1910), ale wtedy nie miał nic wspólnego z Polską – to był niemiecki statek "Prinzess Eitel Friedrich". Po I wojnie dostał się Francuzom. A dopiero od niech został kupiony przez Polskę w 1929 roku i stal się Darem Pomorza.

    Mam "Drogę do science fiction" – jeżu, jak to było fatalnie wydane. Tomy rozlatywały się podczas czytania. Dopiero bodaj ostatni podzielili na dwa woluminy i te były solidniejsze. "Maszyna staje" utkwiła mi w pamięci, ale także – nie pamiętam już tytułu i autora – opowiadanie o wyprawie na Marsa, gdzie żyły inteligentne istoty strusiopodobne (+ inne, oparte nie na węglu, jak my, tylko na krzemie). Nawet nie wiedziałem, że były jeszcze dwa tomy niewydane po polsku.

    Polubienie

    1. Tom 3 był dzielony 🙂 Ale tak, wydanie jest fatalne, można powiedzieć – typowe dla tego okresu.

      Co do Marsa – może chodzi o „Szachistów Marsa”? Zgaduję, bo jeszcze nie czytałam, ale brzmi jak ten autor 🙂

      Polubienie

      1. Nie, już mi się przypomniało, to była „Odyseja marsjańska”, a jej autor to Stanley G. Weinbaum. Napisał jeszcze bodaj dwa opowiadania w tym cyklu, całość wyszła u nas w zeszyciku wydanym przez Iskry w latach 80.

        Natomiast z opowiadań typu człowieki i maszyny było jeszcze takie coś: „Bunt pieszych” Davida Kellera.

        A „Szachiści Marsa” to fragment powieści Burroughsa z jego słynnego cyklu marsjańskiego (teraz wydaje to Solaris).

        Polubienie

  2. Bardzo ciekawe znalezisko i to podwójne. Taki bowiem ze mnie laik, że nie wiedziałem o tej serii. Spojrzałem sobie na ceny wersji anglojęzycznych, ale prezentują się średnio zachęcająco. Na początek jednak posłucham sobie w chwili wolnej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s