Odetchnijmy – czyli trochę guilty pleasure: komedie romantyczne i za co je kochamy [Myśli Luzem]

Ostatnio, żeby nieco odpocząć od coraz mocniej kopiącego po żebrach roku 2018, oddaję się rozrywkom wręcz skrajnym: czytam teksty naukowe oraz przekopuję się przez gros filmów, komiksów i tekstów, które nie wymagają myślenia wcale: komedii romantycznych.

Temat tym bardziej przypadł mi do serca, że koledzy z Movies Room niedawno kłócili się zażarcie o najlepsze filmy 2018 (nie żebyśmy mieli dopiero marzec – gorące głowy :P), przez co wyciągnęli listy swoich polecanek i rankingi „the best off”, w tym zestaw zawierający ponoć najlepsze komedie romantyczne. Skoro naczytałam się całkiem uroczych redakcyjnych przepychanek o filmy, które część nazywała dennymi, a część „arcydziełami gatunku” – cokolwiek by to miało znaczyć w tym kontekście – uznałam, że sama chcę sprawdzić, jak to wygląda 😉

Ok, ale co z tymi komediami romantycznymi?

W romansach tego typu mamy zwykle bardzo prostą fabułę, która zdaje się powstawać poprzez wybranie motywów z bardzo ograniczonej puli. Zazwyczaj bohaterowie przeżywają po kolei odpowiednie wydarzenia:

  • spotkanie
  • kłopoty
  • rozstanie
  • wielka miłość na zawsze

Spotkanie na ogół odbywa się w dziwnych okolicznościach:

  • dziennikarka musi napisać przebojowy artykuł o zniechęcaniu faceta, więc postanawia poznać się bliżej z pewnym przystojnym dupkiem (Jak stracić chłopaka w 10 dni);
  • zwyczajna, ciężko pracująca prostytutka poznaje szarmanckiego klienta, który nie chce jej przelecieć, ale za to ładnie ją ubiera (Pretty Woman);
  • główny amant to zombie i trwa apokalipsa (Ciepłe ciała);
  • głównego bohatera rzuca żona, więc oddaje się hedonistycznym praktykom pod okiem przystojnego mentora-playboya, który zaczyna umawiać się z jego córką (Kocha, lubi, szanuje);
  • bohaterka chce wyjść za mąż za losowego faceta, żeby móc rozwieść się, przełamać klątwę ciążącą nad jej rodziną, a potem poślubić swojego partnera (Wyszłam za mąż, zaraz wracam);
  • superprzystojny prezes firmy zostaje porwany, ale ucieka, przypłacając to ranami; budzi się na podłodze biednej kliniki weterynaryjnej prowadzonej przez roztrzepaną laskę (Noble, my love).

noble-my-love-komedia-romantyczna.jpg

I tak dalej, i tak w kółko. Podałam nieco skrajne przykłady filmów, ale ten sam schemat powtarza się w książkach i komiksach z niewielkimi derywacjami. Czasami spotkanie bywa mniej dramatyczne (czy też głupie), np. w Amelii bohaterowie spotkali się w kawiarni, a w Bezsenności w Seattle dziennikarka w podróży słucha audycji, w której mały chłopiec prosi o pomoc dla swojego taty i reaguje na nią. Potem jednak zawsze nadciąga romantyczna „karuzela śmiechu”, czyli kłopoty. Na ogół polegają na tym, że on chce, a ona nie (lub odwrotnie), albo oboje chcą, ale pojawia się „ten trzeci”, względnie bohaterka uznaje, że bohater ją zdradza, więc rzuca go z hukiem. Zdarzają się też sytuacje, w których na jaw wychodzi tajemnica dotycząca spotkania – On poderwał Ją, bo założył się z kolegami na przykład, albo Ona ma narzeczonego, co do którego ma wątpliwości, ale nie powiedziała o tym Jemu.

 

komedia-romantyczna-27-dresses.jpg
Tu „kłopotem” jest artykuł prasowy, który Amant pisze o Bohaterce, ale jej nie mówi.

Standardowo problemy tych rom-comowych par są życiowe tylko powierzchownie: podkręcone przez scenarzystów stają się tak idealnie bzdurne i naiwne, że zwykle widz nawet nie próbuje doszukiwać się w nich większego sensu (bo raczej by nie znalazł). Można też szybko dojść do wniosku, że większości z nich dałoby się zapobiec wyjątkowo prosto: rozmawiając z partnerem. To chyba taki uniwersalny morał z tych wszystkich filmów i komiksów.

Kiedy już bohaterowie rozstaną się z jakiegoś bzdurnego powodu („Bo sąsiadka mojej koleżanki widziała, jak wchodzisz do mieszkania innej kobiety, a mi mówiłeś, że byłeś wtedy u weterynarza z Pimpusiem!” na przykład; modny jest też motyw „jesteśmy z różnych światów, ty bogaty, a ja biedna”), następuje etap żalu: bohaterka płacze nad butelką wina, bełkocząc do przyjaciółki „Ale ja go nadal kochaaaam”; bohater ponuro wlepia się w przestrzeń nad kuflem piwa. Oczywiście jedno z nich błyskawicznie, drugie trochę wolniej dochodzi do wniosku, że popełniono tu błąd i generalnie oni MUSZĄ być razem, następuje wielkie pojednanie, a na końcu zwykle scena pocałunku/zaręczyn/ślubu.

friends-with-benefits.jpg
Scena z „Friends With Benefits”, w której Justin Timberlake zdaje sobie sprawę z tego, że był dupkiem wobec kumpeli, z którą sypiał.

Do tego dochodzi fakt, że czas, który upływa od spotkania bohaterów po zakochanie się na śmierć i życie zwykle wynosi w tego typu historiach kilka dni: standardowe oświadczyny po tygodniu znajomości nikogo nie dziwią, wręcz przeciwnie. Miłość jest tu dosłownie jak uderzenie pioruna i przewraca do góry nogami życie bohaterów w maksymalnie skróconym czasie.

Tak przedstawia się typowa (stereotypowa wręcz) komedia romantyczna – z naciskiem na komedia. Nie znajdziemy tego typu rozwinięć i zwrotów akcji w produkcjach na poziomie Przeminęło z wiatrem albo P.S. I love you, które są raczej dramatami. Taki schemat powtarza się też głównie w zachodnich filmach i serialach, azjatyckich dramach romantycznych i, co ciekawe, komiksach na podstawie Harlequinów. Dla porównania w mangach josei – dla dorosłych kobiet – czy seinen – dla dorosłych w ogóle – wątki romantyczne nawet w komediach są rozłożone zupełnie inaczej, a uczucie zwykle przedstawia się bardziej realistycznie.

Czemu to sobie robisz?

Filmiszcza tego typu wymagają minimalnego zaangażowania. Włączam je sobie jako szum tła i oglądając, planuję zakupy. Kiedy czytam mangi tego typu, zwykle zajmuje się kontemplacją kreski (która na ogół jest śliczna), bo przebieg akcji jestem w stanie określić po trzech stronach. To generalnie swego rodzaju SPA dla mózgu: odprężasz się, sprawdzasz, czy dobrze zgadłeś/zgadłaś, w której minucie nastąpi dany zwrot akcji (można z tego zrobić punktowaną gierkę), a w międzyczasie podziwiasz śliczne aktorki i przystojnych aktorów (względnie wyobrażasz sobie bohaterów książki).

mangi-romantyczne-harlequin.jpg
Wybaczcie, ale tego typu tytułów nie da się brać na pważnie 😀

Na dodatek, jak zdążyłam zauważyć, zdarzają się miłe zaskoczenia. W swoich poszukiwaniach filmiszczy rodem z cukierkowo-różowej krainy Wiecznej Miłości trafiłam na takie perełki, jak: Arszenik i stare koronki – nie tyle romantyczną, co czarną komedię z Carym Grantem, świetnie zagraną, przy której obśmiałam się jak norka w cyrku; Życie od kuchni, w którym grają prześliczna Catherine Zeta-Jones, brzydki Aaron Eckhart oraz jedzenie (yup); w końcu mało zabawne P.S. Kocham cię, które w cudowny sposób podjęło temat żałoby.

Nadal jednak, mimo powyższego, uważam, że nie ma nic lepszego na zresetowanie mózgu niż rom-com z oceną 5,5 na Filmwebie. Tych filmów w większości nawet nie zapamiętamy, ale uczynią cuda dla naszego zdrowia psychicznego 😉

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 🙂

2 myśli w temacie “Odetchnijmy – czyli trochę guilty pleasure: komedie romantyczne i za co je kochamy [Myśli Luzem]

  1. Mam dwa romcom które uwielbiam: The Truth about Cats and Dogs oraz Must Love Dogs ^-^ bardzo urocze, równie durne, ale jakoś tak mnie kupują całą ^-^ (no i te niehetro ale już romanse, minus komedia, jak Latter Days, Shelter czy Watercolors)

    Polubienie

  2. Oj tam, oj tam. Popełnię tu męski faux pas, ale nie wszystkie romantyczne komedie tragiczne są. Ogólnie najbardziej irytuje mnie to, gdy nachalnie próbuje się forsować przekonanie, że kobiecie do szczęścia potrzebny jest mężczyzna. Bez tego ani rusz. Tragedia i dramat. Dlatego lubię takie, które odchodzą od tego schematu.

    Podobała mi się np. „Miłość i inne nieszczęścia”, „Kocha, lubi, szanuje” też było spoko. „Przeboje i podboje”, „Czas na miłość”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s