Greg Weisman „Traveler. Wędrowiec”, czyli lekko, łatwo i przyjemnie [recenzja]

Przeznaczona dla dzieci książka, osadzona w uniwersum World of Warcraft? Nie brzmiało to dobrze, a jednak jej lektura sprawiła mi naprawdę pozytywną niespodziankę.

Premiera Travelera poprzedzona była szeroko zakrojoną kampanią promocyjną. Zapewne na wszelki wypadek: z jednej strony książki oparte na WoWie są u nas stosunkowo popularne, z drugiej – to pierwsza pozycja przeznaczona stricte dla najmłodszych czytelników. Można więc było żywić pewne obawy co do jej poziomu. Na szczęście nie ma się o co martwić: Wędrowiec jest przyjemny, lekki i wciągający – powinien przypaść do gustu dzieciakom.

Akcja kręci się wokół Arama Thorne’a, dwunastoletniego syna kapitana okrętu. Chłopak jest skonfliktowany z ojcem, który porzucił rodzinę sześć lat wcześniej, po czym pojawił się znikąd i zabrał młodzika na roczny termin na pokładzie Falośmigłego. Sytuacja zmienia się, gdy załoga zostaje zaatakowana – Aram i Makasa, służąca na statku jako oficer, ledwo uchodzą z życiem. Wyruszają w drogę do domu chłopca, ale za nimi podążają wrogowie, którzy, wedle wiedzy Arama, zatopili Falośmigłego i zabili ich towarzyszy… Czego chcą od uciekinierów i jak skończy się ta niebezpieczna przygoda?

traveler recenzja
Jak nazwa wskazuje, Travelera dobrze czyta się w podróży. Nawet autobusem do pracy

Tak prezentuje się fabuła w ogólnym zarysie. Podczas lektury widać jednak wyraźnie, że Greg Weisman, postanowił wpleść w nią inne treści, znacznie poważniejsze, niż to zwykle ma miejsce w przygodach młodocianych bohaterów. Wydarzenia rozkręca ją się powoli, bo czytamy przede wszystkim o trudnej relacji Arama z ojcem – o niezrozumieniu, jednostronnej niechęci, nieumiejętności rozmowy. Oczywiście podano to w atrakcyjnej formie – poznajemy tryb życia załogi okrętu i przeszłość chłopca, nie zabraknie informacji o krainie Azeroth czy walk i przepychanek, więc nudy nie uświadczymy. A kiedy już wędrujemy przez kontynent, akcja jeszcze się zagęszcza – dołączają nowe postaci, a pościgi czy porwania stają się realnym zagrożeniem na co dzień.

Dzięki takiemu dwutorowemu prowadzeniu fabuły – podzielonej na wątek przygodowy i obyczajowy – z przyjemnością obserwujemy wędrówkę Arama po Azeroth. Chłopiec bardzo zmienia się na przestrzeni pierwszego tomu i wyraźnie widać, że nie jest to koniec ewolucji jego postaci. Gdy dodamy do tego ciekawą menażerię towarzyszy, których spotyka po drodze – z murlokiem i elfickim druidem włącznie – otrzymujemy barwny obraz świata gry. Są też oczywiście złole – ci, którzy zaatakowali Falośmigłego i tropią Arama. Tu autorowi trochę nie wyszło: bohaterowie negatywni w tym momencie opowieści są niezbyt groźni, za to dość komiczni, momentami do przesady.

well

Co ważne, Traveler. Wędrowiec nie wymaga od czytelników znajomości realiów WoWa. Akcja poprowadzona jest tak, by nie-gracze też znaleźli w książce jak najwięcej dla siebie, a wszelkie wątpliwości wyjaśniono w opisach lub… ilustracjach – Aram jest małym artystą i rysuje swoich towarzyszy, więc całkiem ładne ryciny kolejnych ras i bohaterów pojawiają się co kilkanaście stron. To rozwiązanie z pewnością ułatwi lekturę młodocianym czytelnikom, którzy z grą zapewne nie mieli wiele do czynienia.

Book - World of Warcraft: Traveler by Greg Weisman
Amerykańska okładka jest brzydsza. Dziękuję, pan Insignis, za inną

Traveler okazał się powieścią doskonałą dla dzieciaków, które lubią baśniowe, fantastyczne historie o ich dzielnych rówieśnikach. Nie jest idealnie, ale dostajemy tu sprawne pióro, ciekawy morał, do tego ładnie zarysowany świat przedstawiony – wiele więcej od książki dla dziesięciolatków wymagać nie trzeba. W porównaniu z innymi pozycjami fantasy dla młodych czytelników – takimi jak średni Eragon czy bardzo dobre Skrzydła Ognia – wypada naprawdę nieźle i bardzo sympatycznie.

Recenzja pierwotnie ukazała się w portalu Polter.pl.

6 myśli w temacie “Greg Weisman „Traveler. Wędrowiec”, czyli lekko, łatwo i przyjemnie [recenzja]

  1. Ciekaw bardzo jestem, jak to im się sprzedało. Jakoś nie wydaje mi się, że Warcraftowe uniwersum jest jakoś specjalnie atrakcyjne dla czytelników w tym wieku. Sama gra to raczej domena graczy nieco starszych (jak na graczy).

    Polubienie

    1. Właśnie to jest ciekawe. To ich pierwsza książka dla „maluchów” – myślę, że liczyli na to, że starsze rodzeństwo/rodzice grający w WoWa kupią ją swoim dzieciakom. I dlatego pewnie książka jest bardzo delikatnie osadzona w lroe – przynajmniej tak twierdzi mój brat, bo ja nie gram 😀 – głównie dzięki światowi przedstawionemu, nie elementom fabuły. Ale chyba słabo się sprzedało, bo na Goodreads są tylk odwa tomy – pierwszy z 2016 i kontynuacja w 2018. Brak zapowiedzi kolejnych.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s