Jak zajebiście być recenzentem, czyli kilka słów o pisaniu [MYŚLI LUZEM]

Recenzuję książki, komiksy i czasem też inne teksty kultury od 10 lat. Raczej po cichu, w czynie społecznym, ku chwale fantastyki i darmowych egzemplarzy recenzenckich. Często słyszę od znajomych na żywo i mniej znajomych w internecie, że to świetna sprawa i też by chcieli, bo tyyyle czytania za darmo. Powiedz, Matko Przełożona, jak zostać recenzentem? Bo ja będę w tym super! Otóż nie do końca. 

W swojej „karierze” recenzowałam różnego rodzaju rzeczy, głównie książki, na 4 dużych portalach i okazjonalnie w mniejszych. Moje półki zapełniały się błyskawicznie, bo poza egzemplarzami do recenzji portale wynagradzają swoich redaktorów prezentami, gratisami i bonusami, które często sprowadzają się do paczek książek i innych wziątek, co może być zachęcające na początku i nie powiem, dotąd daje mi sporo radochy. Im dalej w las, tym jednak było mniej zabawnie.

za-duzo-ksiazek
Tak może wyglądać mieszkanie recenzenta portalowego.

Przez lata przeszłam różne etapy współprac – od zarządzania całym potężnym działem z kilkudziesięcioosobowym zespołem po zwykłe pisanie newsów i okazjonalnych recenzji bez większych zobowiązań. Za każdym razem powtarzało się kilka punktów – jeśli chcesz być recenzentem, rozważ je naprawdę uważnie.

1. Chcesz recenzować książki – a czy umiesz pisać?

Przez moje ręce przeszło kilku pretendentów do bycia recenzentami, którym brakowało jednak podstawowej umiejętności: składnego pisania po polsku. Nie tylko przecinki, ortografia i podstawy gramatyki są istotne; jeśli tworzysz tekst, musisz umieć go skomponować i nadać mu stylistyczną oprawę. Szybko przekonałam się, że jakkolwiek pierwsze problemy można łatwo wyćwiczyć i poprawić, tak druga część jest już bardziej problematyczna.

Należę do tych szczęśliwców, którzy stylistykę ogarniają instynktownie. Koleżanki i koledzy z redakcji mówili, że lubią mnie sprawdzać, bo moje zdania płyną: nie zdarzają się potworki w rodzaju „książka jest cudowna, piękna i wspaniała, a autor grafik zrobił świetną robotę z kolorowaniem”; forma jest dopasowana do odbiorcy i rodzaju tekstu; składnia nie woła o pomstę do nieba. Teksty przeciętnej długości potrafię skomponować bez planu, pisząc na żywca, jeśli jest taka potrzeba. Nie jestem w tym wybitna, po prostu nie sprawia mi trudności bycie poprawną; uznajmy tu poziom średni rzemieślniczy. To mój fuks wsparty edukacją filologiczną: najwyraźniej odpowiednie partie mózgu mam lepiej „okablowane”, kosztem tych odpowiedzialnych za robienie całek i nie gubienie kluczy oraz kart płatniczych.

poprawność-podręczniki-pisania
Zestaw małego recenzenta – polecam chociażby przejrzeć

Są jednak osoby, które mają tu wyczucie zerowe i mimo pracy z redaktorem nie potrafią, po prostu nie są w stanie napisać tekstu nadającego się do czytania. Operują utartymi kalkami i frazeologizmami, nie mogą wyjść poza ramy wykutych w szkole form rozprawki czy charakterystyki postaci. Ich teksty są najeżone błędami do tego stopnia, że po trzecim odesłaniu z poprawkami redaktor najczęściej zaczyna sam przepisywać je od początku, nadając im nową formę. Notorycznie składają się z 4 akapitów: wstęp – streszczenie – opinia – podsumowanie, bez argumentów, uzasadnienia, rozwinięcia części recenzenckiej. Nie chcę rzucać przykładami, żebyście nie googlali autorów, ale zdarzyło mi się podziękować pełnemu zapału chłopakowi, który po prostu sobie nie poradził: mimo niemal rocznej współpracy nie zrobił niemal żadnych postępów, a praca nad jego tekstami trwała tygodniami i nie przynosiła efektów.

Zastanów się więc: czy umiesz pisać? I nie pytaj o to kumpla z ławki czy ulubionej cioci, wrzuć swój tekst na forum tematyczne, żeby obcy ludzie w internecie ocenili i wydali werdykt.

Przeczytaj też: Grzechy recenzentów. Te wywołują u mnie wysypkę na tle nerwowym

2. Czy masz czas i umiesz sobie z nim radzić?

To drugi największy problem, z którym borykają się redaktorzy portali i recenzenci. Gdy prowadzisz bloga, jesteś panem/panią swojego czasu: recenzujesz co chcesz i kiedy chcesz, a jeśli podejmujesz współpracę, ustalasz terminy z wydawcą.

Na portalach jest nieco inaczej. Standardowym terminem oddania pierwszej wersji tekstu są 2-3 tygodnie, w przypadku komiksu nawet 1-2, a jeśli mowa o gorącej premierze – to nawet szybciej. Recenzje przedpremierowe muszą ukazać się do dnia premiery. Tu już nie piszesz dla siebie, ale działasz w zespole – i moment, w którym zawalasz terminy jest momentem, w którym wszyscy dostają po uszach. Jeśli na danym portalu sytuacje z opóźnieniami pojawiają się często, wydawca ogranicza liczbę egzemplarzy, rodzaj materiałów (np. zamiast papierowej książki proponuje PDF lub daje mniej tytułów do wyboru) czy wręcz rezygnuje ze współpracy – koniec z recenzjami, barterem, z którego dostaje się potem książkowe „wynagrodzenie”, dobrą opinią wśród znajomych i współpracowników danego marketera/PR-owca. I to nie tylko dla Ciebie, ale też dla innych na portalu. Oczywiście wydawcy są raczej cierpliwi – niektórzy pozwalali na opóźnienia kilkumiesięczne, zanim sytuacja robiła się nieprzyjemna.

Znalezione obrazy dla zapytania memy książki

Nieterminowość ma jednak także efekt czysto marketingowy. News w internecie nie żyje za długo, podobnie książka najlepiej „klika się” w okolicy premiery, a potem to już musztarda po obiedzie. Recenzja, którą oddajesz długo po terminie, zanim zostanie zredagowana i trafi na stronie często jest już po prostu nieaktualna: nikt nie będzie jej szukał, jest mniejsza szansa, że nowy czytelnik trafi na portal. Co za tym idzie, lekko spada liczba odwiedzin na portalu, a w konsekwencji – zainteresowanie reklamodawców i wydawców podsyłających książki i komiksy maleje. To oczywiście nie działa natychmiast, ale po pewnym czasie różnica będzie widoczna.

Myślisz, że 2-3 tygodnie na napisanie recenzji to dużo? Wszyscy na początku tak uważają. Notorycznie jednak okazywało się, że delikwent(ka) brał(a) 4 książki do obrobienia, po czym pierwszy tekst trafiał do korekty dopiero po 4-5 tygodniach, a kolejne w podobnych odstępach czasu. Wytłumaczenia były różne: od rzeczywiście problematycznych (sesja, obrona, wydarzenia w pracy), poprzez wymówki „ciężko się to czyta”, „są wakacje i nie miałem czasu” itp., aż po „tak jakoś mi uciekł ten czas, haha”, ignorowanie wiadomości od redakcji i wysyłanie potem tekstu bez słowa. A potem trzeba od autora wyciągnąć jeszcze poprawki… Często też takie osoby znikały bez słowa – odsyłały jakiś tekst po czym kontakt się urywał. Niepoważne? Owszem. Ale może lepiej, że taki współpisacz szybko znikał z redakcji.

Znalezione obrazy dla zapytania memy książki

Jeśli nie jesteś dobry w organizacji czasu, masz sporo zajęć dodatkowych, wymagającą pracę lub po prostu systematyczność nie jest Twoją dobrą stroną: nie zabieraj się do recenzowania poza blogiem. Na blogu grasz do własnej bramki, na portalu – musisz współpracować i dostosować się do zasad.

3. Jak pisać recenzje – co umiesz i co wiesz?

Ok, załóżmy, że zrobiłeś/zrobiłaś rachunek sumienia i okazuje się, że piszesz poprawnie, a czas jednak znajdziesz w zakresie wystarczającym. Rozważ teraz trzeci problem: czy wiesz, jak pisać o książkach/komiksie?

Wiele recenzji – nie ukrywam, że u mnie czasami też – pisanych jest na zasadzie „podobało mi się, bo bohaterowie są fajni i autorka dobrze pisze”. To jednak nie wystarczy. Super, że zachwyciło cię Ostrze Abercrombiego – ale wyjaśnij, dlaczego. Co wyróżnia tę książkę na tle gatunku czy podgatunku? Wiesz w ogóle, do których gałęzi literackiego drzewka taksonomicznego ją porównać? Motywy, którymi bawił się autor – skąd je wziął i dlaczego piszesz, że się nimi bawi? Wspominasz o stereotypie umięśnionego wojownika-brutala, ale skąd ten stereotyp? I czy to standardowe dla tego autora, czy może ta książka to dla niego gatunkowy skok w bok albo zabawa formą?

Clipboard
Takie książki nie są trudne, za to są tanie i przydatne, gdy chcemy mieć coś mądrego do powiedzenia w kontekście literatury 😉 Jeśli interesują nas mniej ogólne, też się znajdą.

Skracając: książkę musisz osadzić w kontekście. Dopiero wtedy jesteś w stanie wiarygodnie ją ocenić. Dlatego też dwie zupełnie różne poziomem powieści mogą dostać taką samą ocenę; przykładowo recenzowana przeze mnie niedawno nowa część MetraPiter. Wojna, w kontekście serii może dostać solidne 7,5/10, mimo że porównana do takiej literatury pióra Houellebecqa czy Lema spada stanowczo niziutko; absolutnie świetna moim zdaniem książka Dukaja Czarne oceany porównana do Lodu czy Innych pieśni spadnie z piedestału na takie samo 7,5/10. Jeśli nie masz umiejętności czy wiedzy, żeby pozycję odpowiednio umieścić w kontekście, musisz to nadrobić, inaczej nie dasz rady wiarygodnie recenzować.

Swoją drogą, świetnie robią to np. Pożeracz albo Zwierz Popkulturalny.

I to nie wszystko. Swoje zdanie na temat tekstu kultury, o którym piszesz, musisz uzasadnić. Jeśli piszesz, że „Szeptucha Miszczuk jest absolutnie genialna, a autorka ma niezwykły talent” – poproszę argumenty. Co jest genialnego w tej książce, która przecież jest pospolitym czytadełkiem w słowiańskich realiach, miłym i niewymagającym, ale nie wybijającym się specjalnie ponad poziom? Oczywiście poza tym, że Ci się podobała. Z drugiej strony, gdy sugerujesz czytelnikowi, że „Ja, robot jest klasykiem, który każdy powinien znać” – musisz mu powiedzieć, dlaczego. Co ważnego jest w tej książce? Jakie ma miejsce w historii gatunku, że tak ją wywyższasz?

Ale przede wszystkim: musisz nauczyć się odróżniać grafomanię od dobrze skonstruowanego tekstu, żeby móc napisać wprost, czy książka Katarzyny Michalak jest dobra, a jeśli tak/nie, to czemu. I nie znaczy to, że nie możesz dobrze ocenić słabej książki; literatura wagonowa jest po to, żeby ją czytać i czerpać z tego przyjemność, tak jak jedzenie lodów czy oglądanie komedii romantycznych. Nie powinno się jej jednak zrównywać w recenzji do powieści Zadie Smith czy Murakamiego. I co ważne: nie potrzeba do tego pełnej wiedzy filologicznej, ale konieczny jest research, nauka i odrobina pokory, gdy redaktor odsyła tekst z prośbą o ponowne zastanowienie się nad sobą.

W tym momencie recenzowanie – nawet hobbystyczne – nie wydaje się już takie proste, co? 😉


Znalezione obrazy dla zapytania bad writing

Jeśli nie masz czasu szukać informacji, czytać opracowań, poszerzyć wiedzy w zakresie chociażby podstawowym dla danego gatunku – zastanów się, czy to ten moment, żeby zabrać się za współpracę. Lepiej poczekaj chwilę, a w międzyczasie poczytaj odrobinę; w internecie znajdziesz masę wiedzy akademickiej w przystępnej formie, np. tu taki prosty tekst o kulturze popularnej 🙂 

4. Rzeczy, o których nie mówią recenzenci

Współpraca z portalami wiąże się jeszcze z paroma rzeczami, o których zwykle „świeżynki” nie wiedzą, a mało kto mówi głośno. Poza terminami, których naprawdę należy się trzymać, są to na przykład dodatkowe materiały do recenzji czy polityka publikacji tekstów.

Widzicie, zdarza się, że w ramach współpracy wydawnictwo podsyła paczkę książek, jednak nie tylko tytułów „zamówionych”, ale też paru nowości. I na te nowości nikt się nie zapisywał ani nie jest chętny. Portal i wydawca mogą mieć różne stosunki: jeśli przyjazne, to jakoś się dogadają w tej kwestii, jeśli raczej mniej, to rozwiązania są różne. Czasami udaje się książki odesłać, czasami trafiają do gratisów, a czasem wydawca naciska lub dogaduje się z naczelnym, żeby jednak zrecenzować, bo bardzo mu zależy. I wtedy trzeba znaleźć ochotnika. Tym sposobem do recenzenta z paczką tytułów, które zamówił, trafiają czasem książki i komiksy, które niekoniecznie chce, ale dla dobra ogółu i zmiękczony szczenięcym spojrzeniem naczelnego – a czasami wyciągniętą starą przysługą do odebrania, przypomnieniem wybaczonych zaległości czy bardzo chcianych książek wycyganionych z trudem od niechętnych wydawnictw – bierze. I czyta, chociaż średnio mu to leży, a taki prezent ocenić trzeba uczciwie, czyli wykonać research, uzupełnić braki w wiedzy, jeśli to cykl itp. I nie zawsze są to książki dobre.

Znalezione obrazy dla zapytania memy książki

I to łączy się z drugą sprawą: nie każda recenzja ostatecznie się ukaże. Część portali – nie każdy i nie zawsze, zastrzegam z miejsca – ma z wydawcami specyficzne umowy. Ponieważ wiele fantastycznych stron działa non profit – cała załoga to ochotnicy – środki na utrzymanie serwera, opłacenie domeny i wysyłki materiałów są dość niewielkie. Dlatego gdy pojawi się wydawca, który poza barterem zgodzi się zapłacić np. za banner albo inną formę reklamy, zdarza się, że ma wpływ na ukazanie się negatywnej recenzji. Jeśli więc dostaniesz znienacka do obrobienia taką, ja wiem, Joannę Kowalską, której książki są napisane raczej słabo… Ok, bardzo słabo (uznajmy, że to paranormalny romans erotyczny o wampirze i duchu Białej Damy na śląskim zamku z wątkiem kryminalnym w tle – brzmi wystarczająco upiornie? 😉 ), ale wydawca na podstawie umowy z portalem sypnął środkami i może przyblokować negatywną recenzję. Wtedy tekst jest rozliczany zwykle jako zaistniały i wydawca odfajkowuje portal, ale się nie ukazuje – nie trzeba pisać pozytywnej laurki, ale nie ma negatywnej prasy. To raczej domena układu duży wydawca <-> mała strona, ale nie zawsze.

laugh_sad

Jeśli tego typu wydarzenia budzą w Tobie niechęć, dowiedz się najpierw dokładnie, jaka jest polityka portalu w temacie. Unikniesz rozczarowania lub nawału pracy, a portal – problemu z terminami, brakiem tekstów czy obrażonym wydawcą, który grozi zerwaniem współpracy. 

5. Chcę recenzować książki – na pewno?

Jak widać, recenzowanie jest zajebiste, ale tylko gdy ma się sporo mocy przerobowych. Jeśli po przeczytaniu tego tekstu nadal chcesz recenzować książki i uważasz, że masz kompetencje, to cała naprzód 🙂 Recenzenci i newsmani (zwykle to funkcja łączona) są na portalach potrzebni i chętnie witani, a ci terminowi i ogarnięci w temacie to prawdziwy skarb. Jeśli układ „książka za recenzję” Ci odpowiada – to rozwiązanie idealne. Jeśli jednak wolisz działać całkowicie na własnych zasadach, nie masz czasu, a systematyczność to dla Ciebie raczej trudne słowo widywane w ogłoszeniach o pracę niż styl życia, ale nadal chcesz po prostu pisać – zawsze możesz założyć bloga i recenzować swoje aktualne lektury 🙂

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 🙂

Reklamy

9 uwag do wpisu “Jak zajebiście być recenzentem, czyli kilka słów o pisaniu [MYŚLI LUZEM]

  1. Bardzo ciekawy wpis, przydatny szczególnie dla początkujących recenzentów. Mam nadzieję, że w przyszłości opowiesz więcej o współpracami z portalami. Na razie jestem na etapie tworzenia i udoskonalania swoich recenzji. Od pierwszej z nich minęło już trochę czasu i mam wrażenie, że mój warsztat się trochę poprawił, ale mam chęć zasięgnięcia opinii specjalistów. Czy istnieją jakieś fora, na których autorzy umieszczają swoje recenzje i oceniają teksty innych? Które z nich polecasz?

    Polubienie

    1. Hej 🙂

      Portali tego typu dla recenzentów jest niewiele. Możesz spróbować uderzyć do tych dla piszących w ogóle, np. forum Weryfikatorium – na pewno znajdzie się ktoś, kto Ci pomoże. Możesz też spróbować swoich sił na portalach, gdzie nie ma wysokiego progu wejścia, np. rekrutacji – Fantastyka.pl, Polter – i wszyscy mogą pisać. Tam wystarczy poprosić społeczność o ocenę swojego tekstu i uwagi.

      Na grupach dla blogerów jest troszkę inaczej. Większość jest tam dla wejść i lajków 😉 Ale możesz otwarcie napisać: słuchajcie, chcę poprawić warsztat, szukam kogoś, kto mnie przeczyta. Może znajdzie się paru chętnych 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Kilka luźnych myśli, bo to w zasadzie temat na długą rozmowę 😉

    – Jak to dobrze, że na początku trafiłem do Poltera, gdzie to korektą zawiadywał Staszek Krawczyk. Regularna praca z redaktorem to dla początkującego recenzenta jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić. Oczywiście, redaktor redaktorowi nie równy, ale zasada ogólna się sprawdza.

    – Sam ze współpracy z portalami zrezygnowałem właśnie ze względu na zbyt dużą łatwość uzyskiwania ciekawych książek. Niby mogłem sobie dość swobodnie wybierać i w zasadzie nigdy nie miałem opóźnień, bo dawkowałem, ale przy tym dawkowaniu miałem ciągły dopływ. Zaczęło mnie drażnić to, że nie czytam nic swojego. Znając siebie, musiałem odciąć się zupełnie. Teraz na blogu też się muszę pilnować, by nie zaczopować się egzemplarzami od wydawnictw. Wakacje na przykład planuje „czyste”.

    – Uwagi w temacie polszczyzny i interpretacji jak najbardziej słuszne. Od razu przypomniało mi się to, co sam mówię o zaczynaniu pracy jako tłumacz. Osoby, które kończą filologię są bardzo często po okresie 3-5 lat z bardzo małym kontaktem z językiem polskim, więc główną przeszkodą na drodze do dostania pracy/zlecenia/czegokolwiek jest właśnie kulawy ojczysty. Owszem, znajomość języka angielskie jest ważna, ale to w zasadzie jest taka oczywista bariera wstępna.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Staszek to ogółem jedna z najlepszych „rzeczy”, które trafiły się polskiej fantastyce 😉

      A co do egzemplarzy recenzenckich – one się piętrzą. Rozmnażają. Zupełnie jakby spiskowaly miedzy sobą, żeby wprowadzić kolegów tylnymi drzwiami prosto na twoją niewielką półeczkę „do recenzji”, która szybko ewoluuje w średniej wielkości półkę, a potem wręcz w szafkę. A przy portalach wybór i napływ są o wiele większe, niż w przypadku bloga, co może po prostu zadławić 😦

      Polubienie

  3. Doskonały tekst! Ostatnio wśród blogerów wybuchła dyskusja, czy powinno się brać pieniądze za recenzję, czy nie powinno. Z tego, co piszesz widzę, że to nie tylko problem blogów, ale także małych serwisów. Niestety wszystko dzieje się ze szkodą dla czytelnika. Bo albo zostanie opublikowana pozytywna recenzja słabej książki (bo ktoś zapłacił), albo przyblokowana (z tego samego powodu). Szary czytelnik pójdzie zaś do księgarni i nieświadomy zapłaci 40 zł za grafomańską próbę pisarstwa i zamiast świetnie spędzonych chwil na lekturze poczuje tylko rozczarowanie. Szkoda, że te praktyki są stosowane. No cóż, marketing rządzi się swoimi prawami…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Wiesz, co jest lepsze od bycia recenzentem? Bycie bookstagramerem. XD Jakimś cudem udało mi się osiągnąć tam te „magiczne” 2k obserwatorów, co doprowadziło do tego, że ostatnio potrafiłam dostać ofertę dostania książek tylko za opublikowanie zdjęcia. Z jednej strony dla mnie to super sprawa – mam książkę, czytam kiedy chcę, a zrobienie zdjęć to chwila (i tak je robię). Z drugiej strony jak ktoś się postara wiele nie trzeba, aby tam tylu obserwatorów mieć… W każdym razie obecnie bloga jak zawsze prowadzę tylko dla własnej satysfakcji, za to nieco „profesjonalniej” bawię się w Instagram. I w sumie dobrze mi z tym, bo tam jest po prostu trochę mniej do roboty. XD

    Polubione przez 1 osoba

      1. Toż to odkrycie Ameryki jest niemal! Blogsfera chyli się ku upadkowi odkąd powstał Youtube i inne media społecznościowe. Jeśli ktokolwiek myśli, że na blogu, zwłaszcza książkowym, obecnie zarobi to ja nie mam pojęcia, w jakim świecie żyje.
        W ogóle mam w tym roku sporo zajęć z tabloidyzacji mediów. O ile wykładowców mam fajnych i raczej na luzie (zabawne przykłady i zdjęcia The Sun z nagimi paniami wewnątrz to norma w tym momencie xD) to szlag mnie trafia, gdy przypadkiem bierze ich na „moralizowanie” i zastanawianie się nad tym, jak świat się stacza. A przecież ludzie zawsze woleli treści łatwe, lekkie i przyjemne. I w sumie blogerzy też zaczynają „udawać” takich moich wykładowców, tylko są gorsi, bo często nie mają żadnego naukowego poparcia swoich słów.
        W ogóle jako ciekawostkę podam, że ponoć warto przejrzeć „Kurier polski” (roczniki 1754, 1756, 1757 są na 100% w sieci) – wiele tekstów w nim to krótkie plotki i domysły pozbawione merytorycznego sensu. 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s