Szymun Wroczek „Metro 2035 – Piter. Wojna”, czyli powrót autora marnotrawnego

7 lat temu czytałam Piter – jedną z pierwszych książek z Uniwersum Metro 2033, jakie ukazały się w Rosji i pierwszą w Polsce. Wtedy nie byłam zachwycona. Lektura była nijaka, chaotyczna i raczej mało wciągająca. Ale minęło trochę czasu, więc dałam Szymunowi Wroczkowi drugą szansę. I w sumie nie żałuję – Piter. Wojna to bardzo przyjemna lektura; może nie idealna, ale fanom serii na pewno się spodoba.

Wroczek miał 8 lat na poprawę warsztatu i wykorzystał je całkiem dobrze. Porównanie z wcześniejszym Piterem jest o tyle ciekawe, że wracamy dokładnie do tych samych bohaterów i historii, których już znamy, ale ustawionych w nowej konfiguracji.

Może pamiętacie – pierwsza książka podążała za Iwanem Miermułowem, młodym chłopakiem, który właśnie ma się żenić, ale ślub przerywa kradzież generatora prądu. Iwan wyrusza w pogoń za złodziejami, w czasie której okazuje się, że sam generator to namniejszy problem piterskiego metra. Na drodze Iwana stają liczni bohaterowie, w tym Uber, skin-komunista. I to właśnie na tej postaci koncentruje się Piter. Wojna.

Zobacz też: Uniwersum Metro 2033 – jak je czytać?

Wroczek w nowej książce przeplata trzy wątki. Główny, za którym podążamy najczęściej, to węrówka Ubera przez metro, by spotkać się z Iwanem. Zaczynamy głęboko w obozie niewo… tfu, poprawczym, z którego skin ucieka z pomocą niejakiego Maksa. Mamy okazję bliżej zapoznać się z przesympatycznym, błyskotliwym, ale też wyraźnie niespełna rozumu bohaterem, którego wola przeżycia równa jest tylko jego szczęściu. Drugi wątek to cyrk – który być może pamiętacie – i Artem, młody chłopak zakochany we wróżce, uparcie pragnący do cyrku dołączyć. Trzecia postać, której historię Wroczek wplata w fabułę, to Achmet, sadystyczny car z megalomanią. Całość spaja i wprawia w ruch atak Wegan, którzy najwyraźniej chcą przejąć władzę nad całym metrem.

piter-wojna

Sama powieść jest nienajgorsza. Jak wspomniałam wcześniej, Wroczek nie zmarnował czasu: jest ciekawiej i mniej chaotycznie niż w 2011 roku. Nadal widać tendencję autora do niepełnego wyjaśniania niektórych zdarzeń – zdarzają się niezwykłe zachowania postaci, potwory znienacka porzucające zdobycz czy pojawiające się w najdogodniejszym momencie zapasy broni/żywności – ale najwyraźniej musimy to jakoś zaakceptować. Na szczęście nie jest z tym tak źle, jak w części poprzedniej.

Widać też, że Wroczek nauczył się panować nad kilkoma wątkami na raz. Początkowo jest raczej chaotycznie, skaczemy ze stacji na stację i od wydarzenia do wydarzenia, ale potem autor się poprawia: fragmenty nie rwą się już znienacka i nielogicznie, wszystko nabiera kształtów, a metaplot staje się wyraźniejszy. Tak od 1/3 powieści jest już całkiem w porządku i lektura staje się naprawdę przyjemna.

Zobacz też: TOP 13. Najciekawsze książki postapokaliptyczne, czyli nie tylko wybuch nuklearny

Wroczek nauczył się także, jak prowadzić postaci i wplatać nutkę tajemnicy do opowieści. Sam Uber co prawda nie zmienia się specjalnie na przestrzeni książki, ale budzi niezwykłą sympatię i dzięki swojej dzikiej charyzmie trzyma czytelnika przy lekturze. Autor wprowadza młodego żołnierza, który ledwo uniknął śmierci, Komara, pokazując, jak z nieopierzonego szczyla staje się – z konieczności – twardym facetem. Poznajemy też Gerdę, która ratuje Uberowi życie, a potem zostaje z ekipą na dobre i na złe – niekoniecznie z własnej woli. Artem także przechodzi przemianę z chłopca w mężczyznę, ale na innych niż Komar zasadach. Zaś na ścianach metra pojawiają się co jakiś czas napisy „Iwan żyje” – w kontrze do „Iwan umarł”. Co się stało z Iwanem, bohaterem pierwszego Pitera? I kim jest Tadżyk, jeszcze jeden przygodny towarzysz skina-komunisty?

Piter. Wojna, co może część z czytelników rozczarować, nie jest samodzielną historią – to raczej powieść przejściowa, która rozstawia bohaterów w gotowości do następnej tury. Otwarte zakończenie, naszkicowanie problemu, który sprawiają Weganie, oraz włączenie nowych postaci, jak Komara czy lekarki Gerdy, dają solidne podstawy pod kolejną książkę. Najwyraźniej Piter będzie bardzo rozciągniętą w czasie trylogią. Ciekawe też, że ma otwierać nową nitkę książek postapo – uniwersum Metro 2035 – o czym wspomina też we wstępie sam Dmitry Glukhovski, ale akcja toczy się jeszcze w 2033. To tylko podkreśla, że powieść stoi w rozkroku między dwiema seriami, a kontynuacja może nas zaskoczyć.

Powieści w Uniwersum Metro 2033 po prostu opisywały świat po Apokalipsie: to był pierwszy akt naszego dramatu. W drugim ich bohaterzy połączą siły, staną ramię w ramię lub stoczą ze sobą walkę. Fragmentami układanki staną się ich losy i życie.

Dmitry Glukhovsky

Jako fanka uniwersum Metro 2033 muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tej książki. Nie jest co prawda tak dobra jak piterska trylogia Diakowa, ale o wiele lepsza, niż się spodziewałam. Po początkowym zamieszaniu z przeskakiwaniem między lokacjami narracja toczyła się już wartko i bezproblemowo. Jedyne, co mogę tak ogółem zarzucić, to brak wyraźnego celu postawionego przed bohaterami: nie wiemy, do czego dążą (poza ślubem Iwana, na który uparcie chce się wybrać Uber). Zakładam jednak, że w kolejnej części to się zmieni.

Jeśli baliście się, że nowy Piter będzie słaby jak poprzedni, uspokajam was: nie jest. To fajny kawałek postapo, pełen mutantów, niewyjaśnionych zdarzeń, demonicznych Wegan i skomplikowanych międzyludzkich relacji. To dobra czytanka – polecam fanom serii!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Insignis.

insignis

PS – jeśli masz ochotę kupić książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 🙂

Reklamy

6 uwag do wpisu “Szymun Wroczek „Metro 2035 – Piter. Wojna”, czyli powrót autora marnotrawnego

  1. Ja poprzedniego „Pitera” pochłonęłam jeszcze na fali „zachłyśnięcia” się Metrem2033, więc nie wydawał mi się, aż takim złym tworem. Później z każdą przeczytaną książką przychodziło „otrzeźwienie”. 😉
    Dlatego też dobrze wiedzieć, że „Piter. Woja” idzie w dobrym kierunku, a autor podszkolił swój warsztat. 🙂

    Polubienie

  2. Gdy kilka lat temu przeczytałem „Pitera” byłem zdegustowany i zniesmaczony. Zdecydowanie najsłabsza książka z cyklu (przynajmniej spośród tych, które czytałem).
    Ale zachęciłaś mnie – dam Wroczkowi drugą szansę 😀 Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s