Epicka kultura gwałtu, czyli starożytnych heroiczny stosunek do kobiet [Myśli Luzem]

Ostatnio podjęłam się zgłębienia, przynajmniej we fragmentach i opracowaniach, znanych europejskich eposów heroicznych. Lektura jest naprawdę ciekawa – ale też widać pewne… tendencje naszych praojców.

Grafika główna to detal z obrazu „Bryzejda wyprowadzana z namiotu Achillesa”, Jean-Baptiste-Henri Deshays (1761)

Jakby nie patrzeć, na eposach się wychowaliśmy wszyscy – wielokroć nieświadomie. Sama część z nich znałam pobieżnie, część ze słyszenia, więc chciałam przypomnieć sobie detale. Zaopatrzyłam się w parę źródeł: WikiSources i Wolne Lektury (polecam gorąco), Eposy Świata Kariny Jarzyńskiej, Legendy o bohaterach w opracowaniu Brendana Lehane, notatki, które miałam w domu, no i przypadkowo nabytego dawno temu Beowulfa w redakcji J.R.R. Tolkiena i jego syna, Christophera.

Lineczki do zasobów w domenie publicznej poniżej. Są to zwykle starsze tłumaczenia.

Plus kilka omówień tekstów o celtyckim Cú Chulainnie, hiszpańskiej Pieśni o Cydzie, ruskiej Wyprawie Igora których w domenie publicznej brak.

Te opowieści, których początki giną hen, w pomroce dziejów, gdy tradycja ustna była jedyną opcją zachowania tekstów kultury, pełne są magii, smoków, dzielnych wojów, sprytnych rzemieślników oraz pięknych kobiet. Ponieważ zapewne znacie je mniej lub bardziej, nie będę omawiała każdego z nich – zachęcam za to do lektury chociażby streszczeń, bo warto.

Chciałabym jednak skupić się na pojedynczym aspekcie, który zwrócił moją uwagę w praktycznie każdym z tych eposów: roli kobiet.

Nie, nie będę narzekać na patriarchat

Żeby uniknąć niedomówień: to nie jest tekst o tym, że patriarchat, ucisk kobiet, toksyczna męskość i źli faceci. Te teksty mają od prawie 3000 do około 400 lat i zaprawdę, wołanie w tym momencie, że zachowanie bohaterów jest fuj, nie powinniśmy tego czytać, w ogóle usuńmy z bibliotek – nie ma najmniejszego sensu.

Polecam, książka jest przekrojowa i dobrze się czyta 🙂

Eposy heroiczne wrosły w europejską kulturę tak głęboko, że nawet nie zauważamy, kiedy korzystamy z użytych w nich elementów. Każdy o nich słyszał (chociażby dzięki szkole, filmom), kojarzy fabułę, nawet jeśli nie zna detali, posługuje się frazeologizmami z nich zaczerpniętymi. Mało kto zadaje sobie trud prześledzenia ich historii i wpływu na kulturę i popkulturę, ale nie szkodzi – dość, że są głęboko w kościach narodów europejskich (ale też mieszkańców USA czy Australii, z przyczyn wiadomych). Narzekanie na ich seksizm nie jest z mojej perspektywy sensowne – ale warto jednak zwrócić uwagę na to, że JEST on obecny i na pewne wzorce zachowań, które się w tych tekstach kryją.

I to jest celem tego wpisu – chcę tylko pokazać coś, co zwróciło moją uwagę i mnie zainteresowało, o czym w szkole na polskim się nie wspomina, chociaż jest ciekawe i całkiem znaczące; a nie wkraczać na wojenną ścieżkę. To nawet nie jest analiza – to jest po prostu spis.

Zachęcam więc do niepodnoszenia argumentów pokroju „feminazizm chce cenzurować kulturę” w komentarzach.

Typy kobiet w eposach

W trakcie lektury zauważyłam, że w każdym z eposów znajdziemy jeden lub kilka z trzech typów kobiet (podział jest mój, nie mam pojęcia, czy ma uzasadnienie w źródłach akademickich), które czasami łączą się ze sobą:

  1. Przyczyna/nagroda
  2. Ofiara
  3. Pokonana potęga

Typ pierwszy to kobiety, których istnienie prowokuje bohaterów do działania, często destrukcyjnego. Są przyczyną wojen i konfliktów – jako wykradzione kochanki albo nagrody dla zwycięzców. Na myśl pierwsza przychodzi oczywiście Helena z Iliady, ale nie jest to jedyna tego typu postać.

Penelopa i jej zalotnicy, John William Waterhouse (1912)

Typ drugi to ofiara – bohatera lub konfliktu. Zwykle to kobieta, która ginie w wyniku działań bohatera eposu, często pada też ofiarą przemocy, okaleczenia lub gwałtu (a czasem wszystko na raz).

Typ trzeci jest najciekawszy – zawiera w sobie walkirie i królowe, kapłanki i czarodziejki, czyli kobiety posiadające realną siłę i władzę, które jednak w jakiś sposób muszą poddać się mężczyźnie: czy to przez oszustwo, czy przemoc.

Poniżej postaram się omówić je epos po eposie.

Iliada

W Iliadzie mamy trzy tego typu postaci: słynną Helenę oraz dużo mniej znane Bryzejdę i Ifigenię.

Helena, która w eposie generalnie nie występuje (naprawdę!), była bez wątpienia i przyczyną konfliktu – bardzo krwawego i wyniszczającego – i prawdziwym trofeum dla bohatera. Spartańska królewna wyszła za mąż za przyszłego króla Myken, Menelaosa. Jako najpiękniejsza kobieta świata została obiecana przez Afrodytę Parysowi – biednemu pastuszkowi, którego trzy boginie wybrały na sędziego w swoistym konkursie piękności. Parys z nadnaturalną pomocą porwał Helenę (według niektórych wersji – uwiódł) i zbiegł z branką do Troi. By odbić królową – i żonę – Menelaos zwołał potężną armię pod wodzą Agamemnona i pojechał oblegać Troję. W trakcie trwającej dekadę wojny Parys zginął, więc Helena została oddana za żonę jego bratu – który po wojnie również długo nie pożył. Gdy miasto upadało, obie storny konfliktu usiłowały ją ukamienować, a Menelaos – zabić. Jednak mąż ostatecznie wybaczył jej „niewierność”.

Helena jest więc z jednej strony typową „nagrodą” dla wybrańca (i nie ma tu wiele do powiedzenia – w końcu bogowie wyznaczyli jej ten los) i przechodzi jak przedmiot z rąk do rąk; Homer rysuje ją właśnie jako samotną i nieszczęśliwą ofiarę fatum i przyczynę wojny. Z drugiej część interpretacji tej historii (w tym Eneida Wergiliusza) nadają jej rys zdrajczyni i cwanej intrygantki.

Gwałt na Helenie, Francesco Primaticcio (ok. 1530)

Dwie pozostałe bohaterki są stanowczo bardziej nieme i mniej sprawcze, ale nadal ich los jest całkiem jasny. Bryzejda jest branką Achillesa – mówiąc wprost, siedzący 10 lat pod Troją Grecy łupili okoliczne krainy w poszukiwaniu jedzenia, alkoholu i kobiet w celach rozrywkowych. Agamemnon, wódz Greków, zabrał Bryzejdę Achillesowi, argumentując, że przypadek (bogowie zmusili go do oddania jego branki, Chryzejdy) nie może wpływać na stan posiadania dowódcy armii. Achilles wpadł w gniew i zaprzestał uczestnictwa w wojnie (o czym swoją drogą właśnie opowiada Iliada). Gdy panowie w końcu się godzą, a Bryzejda wraca do pierwotnego właściciela, Achilles oznajmia żołnierzom, że wolałby, by kobieta była martwa, niż żeby była powaśniła jego i Agamemnona. W skrócie: Bryzejda została porwana, zmuszona do seksu i usługiwania swojemu porywaczowi, a potem potraktowana jak przedmiot w inwentarzu. Bryzejda jest więc typową ofiarą, podobnie jak kolejna bohaterka.

No i Ifigenia, biedna dziewczyna. Była córką Agamemnona. Wódz na samym początku wyprawy obraził boginię Artemidę, która unieruchomiła jego okręty. By ją więc przebłagać i nie przegrać wojny z miejsca, złożył dziewczynę w ofierze – początkowo nie chciał, ale jego generałowie go przekonali.

Fresk ścienny przedstawiający Ifigenię i Agamemnona przed ofiarą.

Odyseja

Tu mamy wiele bohaterek, ale te, które najbardziej zapadają w pamięć, to: Penelopa, Kalypso i… służące Penelopy.

Kalypso jest jedną z ciekawszych żeńskich postaci w eposach – bo jest na pozycji siły. Nimfa, tudzież czarodziejka, władała potężną mocą. Pojmała Odyseusza i przez siedem lat trzymała go w niewoli pod urokiem, możliwe, że z miłości, w sumie wykorzystując go seksualnie. W końcu Zeus oficjalnie nakazuje jej uwolnić Odysa, bo ten ma inne przeznaczenie. Kalypso wykonuje rozkaz, wycofując czary i dając wojownikowi materiały do budowy łodzi, prowiant oraz zapewniając pomyślne wiatry. Jednocześnie nie omieszkuje komentować, że bogowie są hipokrytami, patrząc krzywo na romanse bogiń i mieszając się w nie, mimo że sami postępują jeszcze gorzej (cóż, wiemy, że sam Zeus dobierał się do wszystkiego, co się rusza, niekoniecznie pytając o zgodę). To przykład pokonanej potęgi.

Kalypso wzywająca niebo i ziemię na świadka, że jej miłość do Odysa jest prawdziwa. Angelica Kauffman, ok. 1750-1800

Penelopa – nasz sztandarowy przykład wierności małżeńskiej – też nie miała lekko. Mąż zostawił ją samą z maleńkim synkiem, by walczyć w wojnie, jego nieobecność jednak przeciągnęła się do aż 20 lat (!). Jako że Odys był królem Itaki, ręka królowej (w domyśle wdowy) miała ogromną wartość – ubiegało się o nią ponoć 108 zalotników, niektórzy gwałtowni i brutalni. Postawiona w – delikatnie mówiąc – trudnej sytuacji, wielokrotnie prosi boginię Artemidę o zabicie jej, rozważa także poddanie się w końcu któremuś z kandydatów. Zostaje również zdradzona przez jednego z niewolników – ponownie mężczyznę – który donosi zalotnikom o jej podstępach opóźniających podjęcie decyzji o wyborze męża. A gdy Odyseusz w końcu powraca, to nie zostaje w domu na długo: wyrusza w kolejną wyprawę.

A wspominałam, że w międzyczasie Odys całkiem chętnie spłodził syna z wróżką Kirke, na której wyspie mieszkał rok – i to rok po zdjęciu uroku?

Ta mina mówi wszystko. „Penelopa”, John Roddam Spencer Stanhope ~1864

Jak się dowiadujemy z kolejnych poza Odyseją źródeł, Odys ginie w Itace z rąk swojego syna, Telegonosa – spłodzonego z Kirke, ale nie znającego swojego ojca. Telegonos orientuje się, kogo zabił, płynie do Itaki, tam dochodzą z Telemachem do porozumienia i nawzajem poślubiają swoje macochy, więc ostatecznie Penelopa, chce tego czy nie, kończy jako żona swojego pasierba i teściowa kobiety, z którą zdradzał ja mąż… Yup.

No i wspomniane służki Penelopy. Po powrocie do Itaki i odkryciu rzeszy zalotników, Odyseusz wraca na należne mu miejsce, wybija amantów, a potem przystępuje do eksterminacji nielojalnej służby. Gdy rzeź się dokona, dwanaście służących zostaje wyznaczonych do sprzątnięcia krwi i ciał, po czym Odyseusz wiesza je wszystkie w ogrodzie na gałęziach drzew. Z tekstu eposu wynika, że przewinami kobiet były przede wszystkim uleganie zakusom szukających ciepłych ciał zalotników Penelopy i niewiara w powrót Odyseusza. Ich postacie wykorzystano jako kontrast dla wierności Penelopy, nadal jednak – pewien niesmak pozostaje.

Eneida

W tym rzymskim eposie – powstałym na zamówienie, żeby nie było niedomówień – żeńską postacią budzącą najwięcej emocji jest królowa Dydona.

Dydona jest królową Kartaginy – a więc kobietą-potęgą – która przyjmuje pod swój dach Eneasza, Trojanina i bohatera eposu, szukającego drogi na Sycylię. Boginie Wenus i Juno postanawiają zadbać o bezpieczeństwo wojowników kosztem kobiety – jedna wysyła Kupidyna, by zaraził miłością Dydonę, druga doprowadza oboje do spędzenia samotnej, acz owocnej nocy w jaskini. Eneasz pozostaje z Dydoną przez rok – ingeruje tu jednak król bogów. Okazuje się, że Dydona miała zalotnika, króla Jarbasa, gorliwego wyznawcę (a być może i syna) Jowisza, do którego zwraca się o pomszczenie zniewagi (tj. odrzucenia przez Dydonę). Boska interwencja uświadamia Eneaszowi, że stworzony jest do wielkości – ma zostać protoplastą Rzymian – bohater postanawia więc porzucić ukochaną.

Kiedy królowa nie była w stanie przekonać Eneasza do pozostania, postanowiła zebrać na stosie wszystkie jego i ich wspólne rzeczy. Stos wybudowano na nabrzeżu – by widać go było z odpływających okrętów Trojan. Gdy dobytek płonie, Dydona wyrzeka przekleństwo wobec potomków Eneasza (mające zapowiadać wojny punickie), wchodzi na stos i płonąc, przebija się mieczem. Ponownie więc kobieta-potęga zostaje pokonana – i to podwójnie: Juno i Wenus muszą poddać się woli Jowisza, a Dydona pada ofiarą i Jarbasa, i Jowisza (a poniekąd też Eneasza).

Dydona i Eneasz tuż przed rozstaniem. Ilustracja do francuskiefo wydania Eneidy, XIX wiek, Jean-Michel Moreau le jeune

Beowulf

Ten brytyjsko-nordycki epos to ciekawy przypadek, w którym mamy – obok bohaterskich czynów – całą masę informacji o zwyczajach ówczesnych ludzi. I przez to zaskakujące jest, jak mało w nim kobiet. Na dobrą sprawę wspomniane są dwie, z czego jedna nie ma nawet imienia: królowa Danii Wealhtheow – małżonka króla Hrodgara – oraz matka Grendela. Nieliczne pozostałe kobiety wspominane są raczej jako bohaterki przypowieści bardów.

Wealhtheow ma w opowieści tylko jedną rolę: być dobrą gospodynią. Wita Beowulfa i jego wojów, oferuje im posiłek, wysłuchuje historii bardów, po czym wręcza bohaterom nagrodę. Jej zadaniem jest utrzymywać (s)pokój – jako żona króla jest politycznym „zakładnikiem” i gwarantem sojuszu; podobnie funkcjonują trzy inne wspomniane w Beowulfie żony wodzów, oddane im z sojuszniczych plemion: Hildeburh, Hygd i Freawaru. W tym wypadku nie ma nieszczęśliwego końca, nie ma też wybitnej potęgi kobiety – one po prostu i mają być gwarantem pokoju między rodami/plemionami. Oczywiście rola „spoiwa” pokoju i gospodyni wielkiego majątku (nawet państwa) nie jest nieistotna, daje też kobiecie pewną władzę; pogłębiona analiza kulturoznawcza osadzona w badaniach historycznych pewnie dałaby nam ciekawsze spojrzenie na te postaci – jednak ogólna nieobecność i mała „przebojowość” królowych/żon w Beowulfie zdecydowanie rzucają się w oczy – można je postrzegać jako przedłużenie mężów raczej niż samodzielne jednostki. Bardziej niż do któregoś ze wspomnianych wyżej typów, pasuje królowej określenie „kobieta, która po prostu jest”.

Matka Grendela jest niejako antytezą królowej Wealhtheow i pozostałych dobrych, mądrych kobiet. Jej metody działania – agresywne i brutalne – są wręcz męskie (poemat mówi to wprost), przypominają czyny bohaterów z legend; jednocześnie pokazane są jako potworne, tak jak i ona portretowana jest jako potwór, przy jednoczesnym zachowaniu matczynej opiekuńczości. Gdy Grendel zostaje zabity, to jego matka podejmuje się zemsty – atakuje dwór królewski i walczy z Beowulfem, nieomal pokonując herosa. Ostatecznie jednak ginie. Różne interpretacje podpowiadają, że oryginalnie matka Grendela mogła być metaforą Bogini Matki – której kult wyparła cześć dla męskich bóstw – lub czarownicy/czarodziejki, a nawet walkirii, ogółem kobiety u władzy. Dość, że pokazano, że jej męski pierwiastek spotwornił ją jako istotę żeńską – i została pokonana.

Matka Grendela wciągająca Beowulfa w głębinę, rycina z XIX wieku

Ogółem polecam też ten tekst o kobietach w Beowulfie.

Edda poetycka (starsza)

Ok, tu wkraczamy na mniej znane terytoria, więc parę słów przybliżenia. Edda to epos islandzki – z racji izolacji wyspy, wiernie zachowany i z niewielkimi wpływami chrześcijaństwa; korzeniami sięga głęboko do tradycji nordyckich, czy też skandynawskich. Poemat zawiera z grubsza dwie części: pierwsza dotyczy powstania świata, jego organizacji, bogów itp. Druga to część epicka – opowiada losy mężczyzn z półboskiego rodu Wölsungów. Jest krwawo, sporo też tu detalicznych śmierci dzieci i podobnych atrakcji – jest też jednak kobieta. W sumie to trzy, i to jakie!

Najpierw mowa o walkirii imieniem Swawa. Wojowniczka zostaje żoną Helgiego, potomka Wölunda. Brat Helgiego, Sygurd, podczas obrzędu wchodzenia w dorosłość składa jednak przysięgę, że posiadzie Swawę. Helgi ginie w pojedynku (nie z bratem), Swawa prawdopodobnie umiera z żalu – jednak oboje dostają obietnicę spotkania się w kolejnym życiu.

Odrodzony Helgi spotyka kolejną walkirię, Sygurd – będącą nowym wcieleniem Swawy. Zakochują się w sobie, Helgi idzie pokonać narzeczonego Sygurd, jednak podczas walk giną też ojciec i niektórzy bracia dziewczyny. Bohater zostaje zabity w akcie zemsty przez jednego z ocalałych braci wojowniczki. Sygurd umiera niedługo potem z żalu i tęsknoty. Ostatecznie poeci dali im szansę na ponowne odrodzenie i za trzecim razem już kochanków nie zabili. Mamy więc do czynienia z kobietą-wojowniczką (potęgą), która umiera z miłości (zostaje pokonana).

Helgi i Swawa/Sigurd spotykają się w Walhalii, Ernest Wallcousins 1912

Pozostałe dwie bohaterki są znacznie bardziej interesujące: Brunhilda i Gudrun.

Brunhilda była ukochaną Sygurda – tak, brata Helgiego. Jako walkiria, musiała zachować dziewictwo, by nie utracić swoich mocy (heh, sam motyw jest… cóż), więc kochankowie nie konsumowali związku. Ostatecznie jednak Sygurd poślubia inną kobietę, Gudrun – ponoć otumaniony magicznym napojem. Brunhilda doprowadza do zamordowania Sygurda przez jego szwagrów, a Gudrun zostaje zmuszona do wyjścia za brata walkirii (swoją drogą – Attyli. Tak, tego Attyli). Dziewczyna postanawia się zemścić i robi to spektakularnie – po kilku latach udaje jej się uśpić czujność niechcianego męża, zabija więc swoich i jego dwóch małych synków, podaje ich mężowi do zjedzenia, po czym popełnia samobójstwo.

Brunhilda, ilustracja z początku XX wieku

Obie kobiety wpisują się we wspomniane przeze mnie role: Brunhilda jako przyczyna nieszczęścia (a także pokonana potęga – zdradzona kochanka), a Gudrun jako ofiara i nagroda.

Táin czyli Uprowadzenie stad z Cuailnge

Opowieści o Cú Chulainnie, celtyckim, irlandzkim bohaterze, jest wiele – najkompletniejszą jednak jest ta dotycząca wojny o byka. A jedną z jej głównych bohaterek jest królowa Medb. Dla kontekstu: uważa się, że akcja tych historii toczy się na początku naszej ery, więc plus minus I-V wiek, kiedy w Irlandii nadal nieźle trzymał się częściowy matriarchat, a chrześcijaństwo nawet nie podskakiwało.

Medb była prawdziwą potęgą. Królowa nie tylko tytularna – potrafiła walczyć, miała pokaźny majątek, prezentowała też wiele typowo w eposach męskich cech, jak buńczuczność, upór, odwaga, porywczość. W cyklu ulsterskim – czyli szeregu historii o bohaterach Ulsteru, w tym Cú Chulainnie – opisano, jak najpierw wydana została za mąż za króla Connachtu, potem po jego zabiciu przez konkurenta została jedną z trzech żon (a wszystkie były siostrami) króla Conchobara z Ulsteru właśnie. W porywie zazdrości zabiła własną, ciężarną siostrę – w ciąży tak wysokiej, że pośmiertnie urodziły się żywe bliźnięta. Ostatecznie porzuciła Conchobara i znalazła nowego męża.

W najszerzej spisanej opowieści mamy do czynienia jeszcze z Medb i jej trzecim małżonkiem. Po upojnej nocy zaczęli przekomarzać się w łóżku – dość złośliwie – licytując się swoimi majątkami. Ostatecznie okazało się, że Ailill i Medb są niemal równi – król jednak posiada niezwykle pięknego białego byka. Co ciekawe, byk urodził się w stadach Medb, ale król go zabrał dla siebie – bo zwierzę było za dobre dla kobiety (w niektórych wersjach: byk sam zmienił właściciela, ale z tego samego powodu). Królowa, chcąc wyrównać szanse, znajduje równie doskonałe, acz brązowe zwierzę w Cooley (czy też Cuailnge); umawia się na wypożyczenie go na rok, ale jej posłaniec po pijaku wygaduje właścicielom byka, że pani nie ma zamiaru oddawać buhaja. Wybucha więc wojna – i autor eposu nie omieszkuje przypominać jej uczestnikom, że trochę jednak wstyd służyć kobiecie.

Królowa Medb. Rys. Joseph Christian Leyendecker

Generalnie siły Medb są przeważające – przeciwko nim może stanąć tylko heros Cú Chulainn. Mają się odbywać pojedynki, jednak królowa podstępnie wysyła większe oddziały przeciw samotnemu bohaterowi, wystawia do walki także jego przyrodniego ojca i brata. Królowa ponosi spore straty, morale upada. Ostatecznie Medb zabiera byka, ale okupuje to utratą godności: jej wojownicy jej nie szanują (padają teksty w stylu „To jest iście babskie myślenie, sama niegodziwość” czy „maszerowaliśmy za dupą głupiej kobiety”; Cú Chulainn okazuje jej litość, bo spotyka ją, gdy królowa dostaje okresu i musi poddać się siłom natury, sikając przy drodze podczas odwrotu (!), a w końcu brązowy byk wdaje się w walkę z białym i oba giną. Zdecydowanie „pokonana potęga” to dobre określenie.

Then it was that the issue of blood came upon Medb, and she said: „Do thou, Fergus, undertake a shield-shelter in the rear of the men of Erin till I let my water flow from me.” „By my troth,” replied Fergus, „’tis an ill hour for thee to be taken so.” „Howbeit there is no help for me,” Medb answered; „for I shall not live if I do not void water!”

Kobiecą potęgę pokonały okres i pęcherz.

Kalewala

Ten fiński epos jest dość niezwykły – nie mamy tu wiele przemocy, a głównych bohaterów jest trzech, kowal, bard i wojownik. Nie ma tu za wiele przemocy, ale oczywiście znajdują się nieszczęśliwe kobiety – dwie z trzech w ogóle mających role w poemacie.

Jeden z pobocznych, chociaż najbardziej znanych bohaterów, zupełnie głupi Kullervo (tak bardzo do niczego się nie nadawał, że gdy dano mu niemowlę pod opiekę, to w trzy dni urwał mu rękę, wyłupił oko i w końcu dał umrzeć), po latach niewoli i nieszczęść uwalnia się i łączy z rodziną. Gdy na polecenie ojca idzie zbierać podatki, składa matrymonialne i niedwuznaczne propozycje dziewczętom po drodze – wszystkie odmawiają. Spotyka żebraczkę, która najpierw też go odrzuca, jednak Kullervo siłą wciąga ją do sań, mimo że dziewczyna walczy i krzyczy. Słodkimi słówkami i złotem przekonuje ją do spędzenia razem nocy. Gdy dziewczyna rano pyta, z kim ma dokładnie przyjemność, orientuje się, że Kullervo to jej brat (dziewczyna została porwana i zaginęła w dzieciństwie) – i popełnia samobójstwo. To generalnie jedyna szerzej opisana postać kobieca w Kalevali – i jak widać, zdecydowanie ofiara: porwana, porzucona, potem wykorzystana przez własnego nieświadomego brata, w końcu umiera.

Druga dziewczyna imię ma – Aino. To siostra jednego z pobocznych bohaterów, Joukahainena, który chciał kupić wsparcie głównego bohatera eposu, Väinämöinena, starego barda znającego magię. Młoda dziewczyna nie chce małżeństwa z wiekowym starcem, jednak zostaje do niego zmuszona. Po drodze do jego domu ginie jednak – zwabiona do morza przez wodne duchy, popełnia samobójstwo. Miał to być powód, dla którego Väinämöinen ustanowił prawo o nie za dużej różnicy wieku między małżonkami.

Tryptyk o micie o Aino, Akseli Gallen-Kallela

Pieśń o Nibelungach

Znowu wracamy w germańskie klimaty. Generalnie ten epos i Edda wywodzą się z podobnych źródeł – co widać w powtórzeniach motywów i sytuacji. Mamy też wojownika i dwie kobiety.

Pierwszą z nich jest Krymhilda. Najbardziej znanym bohaterem jest Zygfryd, rycerz wspierany dawną magią. Postanowił, że jedyną kobietą, którą poślubi, będzie właśnie Krymhilda. Tu, paradoksalnie, nie dzieje się nic złego – dziewczyna początkowo jest niechętna, ale młodzi się zakochują, biorą ślub i są szczęśliwi. Problem pojawia się w momencie wejścia na scenę brata Krymhildy, Guntera.

Gunter pożąda królowej z Islandii, Brunhildy. Kobieta słynie z patologicznej niechęci do mężczyzn oraz ogromnej siły i waleczności – zalotników wyzywa na pojedynek i obcina im głowy (brzmi jak walkiria, prawda?). Gunter i Zygfryd używają podstępu – Gunter staje do walki, a Zygfryd zakłada pelerynę-niewidkę, żeby mu pomóc. We dwóch pokonują w nieuczciwej walce Brunhildę. Kobieta honorowo bierze ślub z Gunterem, nie zamierza jednak z nim sypiać (dziewictwo u walkirii było łączone z ich mocą). Ba, w noc poślubną udaje jej się pobić męża, związać go i powiesić na haku na ścianie, żeby jej nie przeszkadzał. Gunter znowu prosi o wsparcie Zygfryda – rycerz ponownie zakłada pelerynę, pomaga Gunterowi pokonać Brunhildę w łóżku i przytrzymuje ją podczas, ekhm, konsumpcji małżeństwa. Kobieta-potęga zostaje więc oszukana, pokonana i zgwałcona – oraz pozbawiona swojej siły.

Brunhilda podziwia dzieło swych rąk w noc poślubną 😉 Rys. Henry Fuseli, 1807

To jednak nie koniec, gdyż Krymhilda ma jeszcze jedną rolę do odegrania. Wygaduje się jednemu ze swoich braci, chcącemu pozbyć się jej męża, o jego słabym punkcie – niechronionym magią miejscu na plecach. Zygfryd zostaje zabity, a kobieta poprzysięga zemstę. Konflikt narasta, gdy winny zabójstwa przejmuje należny jej w spadku skarb i ukrywa go w rzece. Krymhilda wykorzystuje okazję – w okolice przybywa Attyla, który niedawno stracił pierwszą żonę, i składa wdowie propozycję małżeństwa. Krymhilda przejmuje dowodzenie nad wojskami, buduje swoją pozycję, w końcu zaprasza braci w gościnę. W malownicze sposoby morduje ich i ich świty, Guntera i jego doradcę wtrąca do lochu, ostatecznie dekapituje zabójcę, po czym sama zostaje poćwiartowana przez świadków tej sceny. Mamy tu więc – kobietę jako przyczynę i ofiarę.

Chrześcijaństwo ucisza kobiety

Wszystkie powyższe eposy pochodziły z czasów przedchrześcijańskich – tworzyli je i opowiadali bardowie germańscy, greccy czy rzymscy, a nawet spisanie ich przez mnichów nie przeszkodziło w zachowaniu w większości pogańskiego rysu. Jednak w naszej europejskiej kulturze jest kilka innych tekstów epickich, równie głęboko zakorzenionych, które powstały już w średniowieczu (nawet jeśli czerpały z dawniejszych opowieści). Co ciekawe, w nich kobiet prawie nie ma, a jeśli są – to w dużej mierze nieme.

W Pieśni o Rolandzie nie ma ani jednej bohaterki – akcja skupia się na patriotyzmie i wierze, porządku społecznym i męstwie umierających rycerzy.

Pieśń o Cydzie – hiszpański epos bohaterski – w pierwszej wersji był raczej opowieścią heroiczno-sowizdrzalską o sprytnym rycerzu wygnanym przez króla ze swoich włości, który zostawia w klasztorze swoją wierną żonę i córki, a sam podbija nowe ziemie. Osiąga cel, wraca w łaski króla, żona może znowu z nim być i jedyne, co pozostaje, to dobrze wydać córki, Elwirę i Sol, za mąż. Zięciowie okazują się jednak kukułczymi jajami: są tchórzliwi i krnąbrni. Po ucieczce z pola bitwy z Maurami są wyśmiewani, więc opuszczają posiadłości Cyda i jego króla, zabierają ze sobą też żony – aby użyć ich w akcie zemsty. Najpierw „oddalają” je – biorą kochanki, a Elwirę i Sol wywożą na odludzie, gwałcą, wiążą nagie, torturują i zakrwawione porzucają na śmierć w lesie. Dziewczęta przeżywają i wracają do ojca, ich oprawcy płacą potężną grzywnę (sic!), a król znajduje ofiarom nowych, lepszych mężów. Generalnie w tej pieśni mamy do czynienia definitywnie z ofiarami: kobiety nie dość, że nie mają wpływu na swój los, to jeszcze zostają potraktowane co najmniej brutalnie. Dla porządku dodam, że powstały też późniejsze wersje, także dramatyczne, gdzie mamy i więcej romansu (Cyda z jego żoną, Chryzeldą), i więcej przygód.

Córki Cyda, Ignacio Pinazo Camarlench 1879

W ruskiej Wyprawie Igora – której datowania w sumie nie ustalono, ale możliwe, że powstała nawet w XVIII wieku – tytułowy książę Igor wyprawia się na podboje i przeróżne bitwy, jednoczy lud Rusi Kijowskiej. Kobiety występują tu w dwóch wersjach: mamy żonę Igora, wierną Jarosławnę czekającą na męża i martwiącą się o jego bezpieczeństwo, oraz „hoże branki krasawice”, czyli niewiasty porwane przez wojsko. Czyli: kobieta niema i kobiety-ofiary.

No i Bitwa na Kosowym Polu, czyli poemat epicki z Bałkanów. Jak nietrudno się domyślić, dotyczy on słynnej bitwy z 1389 roku. Mamy tu wiele elementów magicznych (jak samo znalezienie następcy tronu jako niemowlęcia… w krzakach, czy wybór następcy poprzez rzucanie koroną w powietrze). Jeśli chodzi o kobiety, to są: Milica, żona wspomnianego następcy, a potem już cara Lazara, i ich dwie córki. Wydane za mąż za dwóch bohaterów Vuka i Milosa, są przyczyną nieszczęścia: gdy po uwadze matki zaczynają kłócić się o to, który mąż jest lepszy (serio), dochodzi do rękoczynów. Panowie rozdzielają kobiety i bronią ich racji, co prowadzi do konfliktu i rozjeżdżają się skłóceni, co prowadzi do klęski (no, powiedzmy) na Kosowym Polu. Vuk bowiem łączy siły z sułtanem i oskarża Milosa o zdradę, Milos poprzysięga zemstę i zabicie sułtana. W trakcie walk wszyscy bohaterowie giną, władca zostaje pojmany, Milos także. Genralnie na końcu wszyscy giną, a przyczyną klęski Bałkańców jest zdrada Vuka – poróżnionego z Milosem o kobiety.

Generalnie, na dobrą sprawę, jedyne „chrześcijańskie” eposy, w których kobiety odgrywają większą rolę, to teksty stricte romantyczne. Mam na myśli dwie rzeczy:

Le Morte d’Arthur, czyli spisane i zredagowane w XV wieku legendy arturiańskie – które raz, że eposem trudno nazwać, dwa, są zakorzenione bardzo mocno w tradycyjnych podaniach brytyjskich jeszcze z okresu pogańskiego, od VI-VII wieku; stąd mamy tu potężne czarodziejki i boginie, magów i cuda, uwodzicielki i księżniczki wszelakie, w końcu zaś Ginewrę, która doprowadza Kamelot do upadku.

Ginewra z Lancelotem

Tristana i Izoldę – których najpełniejsza wersja została spisana dopiero w 1900 roku, przez co znane nam przekazy zawierają ogrom czysto religijnych lub feudalnych elementów. Są za to aż trzy kobiety: tytułowa Izolda – żona króla Marka, seniora Tristana – zostaje połączona z młodym rycerzem magią, po wypiciu napoju miłosnego, przez co tworzy nam się tu tragiczny trójką miłosny. Po wielu perypetiach Tristan oddaje Izoldę Markowi, sam wyjeżdża; chce ją jednak odzyskać, więc walczy z królem. Według najpopularniejszej wersji, zostaje ranny, więc wysyła przyjaciela po wysłaną w odosobnienie (jako niewierną mężowi) Izoldę, która może go uleczyć. Jednak jego żona (yup, zdążył się ożenić) kłamie, że okręty wracają z czarnymi żaglami – Izolda nie była mu wierna i odmówiła pomocy. Tristan umiera, Izolda umiera z żalu nad jego ciałem, zostają pochowani razem. Jest też Izolda O Białych Dłoniach – żona Tristana. Rycerz wziął z nią ślub jedynie ze względu na jej imię, by przypominała mu o ukochanej… Powiedzmy, że nie jest to ani przyjemny, ani godny pozazdroszczenia los. No i jest Brangien – służąca Izoldy, odpowiedzialna, wedle najpopularniejszej wersji opowieści – za niedopilnowanie miłosnego napoju, a więc za nieszczęsny romans. By odpokutować za grzech, z nakazu Izoldy w noc poślubną pary królewskiej zakrada się do komnaty i oddaje swoje dziewictwo królowi Markowi, udając swoją panią – by ten nie zorientował się, że królewskie dziewictwo odpłynęło z Tristanem; ma też do końca życia służyć Izoldzie. Jak widać, żadna z kobiet nie miała tu lekko: były zabawkami losu, mężczyzn lub musiały poddać się hierarchicznym obowiązkom.

Śmierć Tristana i Izoldy, Rogelio de Egusquiza, 1910

Co z tego wynika?

Wnioski są dość proste: każdy „wielki” epos europejski ma na koncie do wyboru i czasami do łączenia:

  1. gwałty i przemoc pokazywane jako normę i prawo pozytywnych bohaterów;
  2. „łamanie” bohaterek mających władzę, siłę i zdolności;
  3. używanie kobiet przedmiotowo: nie dając im sprawczości, a traktując jak element inwentarza;
  4. odbieranie kobietom głosu;
  5. ośmieszanie lub wpędzanie w szaleństwo kobiet wykazujących cechy pozytywne, ale męskie.

Nawet tak niesamowite postaci jak królowa Medb, czarodziejka Kalypso czy Kirke, a nawet boginie ostatecznie przegrywają: muszą podporządkować się mężczyźnie (jak w przypadku kwestii bogiń i królowej Dydony lub Kalypso) lub zgodzić się na upokorzenie. Jedyne pozytywne i kończące dobrze bohaterki to te, które są cicho i wspierają swoich mężczyzn, nie przejmując inicjatywy – jak królowe w Beowulfie.

Co to miało na celu? Mogę tylko spekulować – bo przyznam, że niewiele czytałam w życiu opracowań tematu. Z mojej perspektywy eposy z jednej strony były układane i przekazywane dalej przez mężczyzn: bardów, skaldów, aoidów, więc nic dziwnego, że to ich perspektywa wysuwała się na pierwszy plan, zwłaszcza w społecznościach zdominowanych przez hierarchię patriarchiczną (czyli np. starożytna Grecja czy Rzym; w Helladzie kobiety miały początkowo dość mocną pozycję, potem jednak utraciły ją po zmianie ustroju z rodowego na „państwowy” i powstaniu polis – w większości nie mogły np. mieć obywatelstwa, a ojcowie mieli nieograniczoną władzę nad dziećmi, a mężowie nad żonami; w Rzymie obywatelstwo miały, podobnie też lepszy był ich dostęp do edukacji i rozrywki, jednak nie mogły sprawować funkcji publicznych).

Z drugiej – eposy służyły przekazaniu pewnych zachowań społecznych i nauki, ale nie tylko w kwestii tradycji czy obrzędów; przykładowo porywcza, potężna królowa Mebd została pokonana, a porażkę zrzucono na karb bycia „głupią kobietą” czy nawet jej fizjologię. Kobiety powinny przecież zostawić wojnę i rządzenie mężczyznom jako lepiej się do tego nadającym. A nawet jeśli są od faceta silniejsze, to zawsze znajdzie się na nie sposób – bo mężczyźni są od kobiet przebieglejsi, więc taka Brunhilda nie miała szans z duetem Gunter/Zygfryd.

No i strona trzecia: utrwalanie obrazu idealnej kobiety. Helena ostatecznie odzyskała łaskę Menealosa – dzięki swojej urodzie. Penelopa nie zginęła – dzięki wierności. Wealhtheow była dobrą i mądrą królową, gdyż wspierała działania męża i dbała o gości. Z kolei matka Grendela była potworem, gdyż była silna, porywcza, krwiożercza i wpadała w szał (jak, nie przymierzając, połowa męskich bohaterów eposów), a Krymhilda została poszatkowana na kawałki, gdyż wykazała się agresją i żądzą zemsty. Wnioski nasuwają się same.

Oczywiście mogę pleść głupoty – to tylko kilka moich notatek na marginesie tego, co ostatnio czytałam. Wzór jest wyraźny, ale brakuje mi pełnego kontekstu dotyczącego tamtych czasów i społeczeństw. Plus patrzę na te teksty tak jak i wy – z perspektywy osoby żyjącej w wieku XXI, gdzie i edukacja, i feminizm mają się całkiem dobrze, mamy inne spojrzenie i na przemoc, i na role społeczne.

Warto jednak pamiętać, skąd się wzięły i utrwaliły niektóre stereotypy, które do dzisiaj pokutują – te dawne eposy to europejskie mity założycielskie, podwaliny edukacji i kultury, a zawarte w nich „prawdy” powtarzane były tak długo, że przestaliśmy je w ogóle kwestionować. Dobrze czasem zatrzymać się i jednak zerknąć, jak to wygląda – i pomyśleć, czy miało konsekwencje i dla nas, tysiąc lat później.

I nie dziwne, że powstało tyle retellingów tych eposów czy ich fragmentów – pisanych przez kobiety i z kobietami w centrum.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s