Potworna erotyka, czyli moja historia wyszukiwania już nigdy nie będzie taka sama

Uwaga, ten wpis przeznaczony jest tylko dla dorosłych (i to takich o mocnych nerwach). Witajcie w świecie literackiej pornografii z dinozaurami w tle. Zostaliście ostrzeżeni.

Bądź świadoma/y, że część ilustracji w tym wpisie będzie NSFW.

Co jakiś czas wypływa nam na grupie o dinozaurach temat Wet Hot Allosaurus Summer – książki, którą jeden z członków wydłubał w otchłaniach internetu, a ja radośnie zrecenzowałam. Pomyślałam, że może więc zainteresować was krótki post nie tyle paleontologiczny, co literaturoznawczo-kulturoznawczy o, uwaga, DINOEROTYCE. Tak, dobrze czytacie: erotyce z dinozaurami.

Mówiłam, że dla dorosłych? No właśnie.

Uwaga, dla ułatwienia sobie życia używam czasem zamiast końcówek rodzajowych litery X. To po to, żeby nie musieć wymieniać wszystkich konfiguracji występujących w książkach, o jakich mowa. Wszystkie tytuły publikacji tłumaczę sama.

Na marginesie – nawet sobie nie wyobrażacie, ile radości dało mi pisanie tego tekstu 😀

A na końcu dorzuciłam wam galerię okładek. Bo mogę.


Cofnijmy się troszkę, zanim zacznę o dinozaurach. W USA kwitnie, dosłownie kwitnie rynek selfpublishingu – czyli autorów samodzielnie wydających swoje książki (proszę, nie mylcie z vanity!!). Jednym z głównym motorów tegoż rynku jest Amazon, na którym „wydanie” ebooka wymaga bodaj odpowiedniego konta i poświadczenia o własności praw autorskich. Żeby nie być gołosłowną, już w 2018 roku 40% wszystkich wydanych książek w USA to były selfy – 1,68 miliona tytułów. Nie znalazłam oficjalnych nowych statystyk, ale mam delikatne przeczucie, że w okresie 2020-2022 ich liczba wzrosła wykładniczo, ponieważ siedzieliśmy zamknięci w domach.

Covid w Indonezji. Fot. Asprilla Dwi Atha

Jednocześnie najpopularniejszym gatunkiem literackim w USA (ale nie tylko) jest romans, pojęty bardzo szeroko – i przynosi największe zyski. W 2021 roku książki z zakresu romans/erotyka przyniosły $1.44 miliarda zysków, dwukrotnie przebijając numerek dwa na liście „dochodowych” gatunków (kryminał). Romans jest pierwszym gatunkiem na liście sprzedaży Amazona, wymienia go też 27% respondentów ankietyczy telniczej Statisty. I jakkolwiek może to zdziwić co poniektórych, to panie (i panowie, którzy przyznają się do sięgania po romanse) lubią czytać o seksie, więc stąd popularne książki erotyczne, a nawet pornograficzne – jest ich zatrzęsienie. Nic dziwnego, że aby wyróżnić się w tym morzu publikacji, autorzy postanowili stworzyć w sumie nowy podgatunek… no, nie tak nowy.

Historycy literatury lubią dziwne rzeczy, dlatego zbadali i to. Okazuje się, że już w XIX wieku powstawały książki, które można by zaliczyć do monster erotica – erotyki potwornej, a i wcześniej często nadawano mitycznym potworom cechy seksualne (porywanie dziewcząt i płodzenie z nimi potomstwa to tylko część tej kwestii – ale wspomnijmy chociażby Zeusa i jego złote deszcze, białe łabędzie, piękne byki…). Co prawda daleko im było do dzisiaj tak popularnej monster porn, a erotyka jest tam pojęta nieco inaczej, niż mogłoby się wydawać fanom Różowej Landrynki, ale tak, to istniało i nawet słynny Dracula zawiera elementy wyróżniające ten nurt: potwora i erotyzm. Ba, weźcie choćby Piękną i Bestię!

…bo oni wzięli! x)

Ale to, co nas tu interesuje zaczęło pojawiać się w połowie XX wieku (obadajcie chociażby superpopularny film Potwora z Czarnej Laguny z 1954 albo wszelkie wersje King Konga porywającego omdlewającą piękność). Do erotyki, czy wręcz porno, dotarliśmy na przełomie lat 00. i 10. XXI wieku, wtedy też zaczęły zyskiwać popularność.

Generalnie ten wpis jest o tych groteskowo zabawnych publikacjach, więc jeśli jesteście zainteresowane kwestią opisów potwornej seksualności od starożytności do dziś, polecam googlanie historii horroru, wpływu pulpowych magazynów fantastycznych na erotykę oraz metaforyki erotycznej w starożytności i średniowieczu… a dla odważnych także ogarnięcie, czym jest omegaverse.

1957 wita.

Czym w ogóle jest monster erotica?

Są to zwykle krótkie publikacje, często romanse sugerujące nieco głębszą fabułę, mającą wykraczać poza sam stosunek, w których postać główna – zwykle kobieta, ale od jakiego czasu mamy tu ogrom dowolności – staje się przedmiotem czynności seksualnych ze strony istoty, która człowiekiem nie jest w bardzo wyraźny sposób. Nie mówimy tu, zaznaczę od razu, o wszelkich ~łakach, chyba że są pojęte w sposób potworny: czyli wszelkie erotyki, w których bohaterX spotyka przystojnego, umięśnionego Johna Smitha, prowadzącego własny biznes gdzieś na zadupiu Missouri, a nocami albo zaspokajającego naszX głównX bohaterX, albo zamieniającego się w pięknego wilka o nietypowym kolorze, nie są monster – to motywy należące do shifter romance, dużego poddziału romansu paranormalnego.

Specjalnie dla Wiedźmy, która chciała smoki w tekście 😉

Aby zasłużyć na ten tytuł, jedno z partnerów aktu – najczęściej tX aktywnX – musi być prawdziwie potwornX: mieć zwierzęcą formę, także mityczną: smoki są doskonałym przykładem (ale jednocześnie muszą mieć podobną naszej świadomość i inteligencję); mogą mieć też mniej więcej ludzki wygląd, ale wywodzić się prosto z mitów/popkultury, jak Wielka Stopa (do tego za chwilę wrócę), klaun Pennywise, żółwie Ninja. Może to być też wspomniany wilkołak, ale w swojej zbliżonej legendom monstrualnej postaci. W polskich warunkach sprawdziłby się np. leszy albo raróg.

Jest to definicja moja, własna, na podstawie mozolnego przeglądania list Amazonu i jeśli jej użyjecie, zachęcam do linkowania. Wyłączam z niej też alien eroticę – moim zdaniem ten podgatunek żyje już własnym życiem, patrząc w internety x)

Ale dlaczego ludzie to czytają?

Odpowiedź ogólna brzmi mniej więcej: bo lubią.

Odpowiedź bardziej szczegółowa dotyczy z jednej strony psychologii, z drugiej – seksuologii, a z trzeciej – internetu.

Psychologicznie, jeśli mogę to niezgrabnie skrócić: nieliczne prace, jakie znalazłam na ten temat, wskazują, że czytelnicy potwornej erotyki odnajdują zadowolenie w dysonansie potwornej męskości (bo potwory niemal zawsze są płci wyraźnie męskiej i są dominujące) i kobiecej uległości, ale odbierając stronie aktywnej cechy ludzkie (poza niezbędnymi do aktu), przy czym często akt opisywany w tego typu publikacji nie jest gwałtem: monstrualny kochanek okazuje się być pod wieloma względami lepszym od ludzkich mężczyzn. Ba, nawet gdy sytuacja zacznie się nosząc znamiona gwałtu, szybko ewoluuje w stronę radosnej partycypacji bohaterki, a spółkowanie zakończone jest orgazmem każdej z uczestniczących stron. Mówi się też sporo o kobiecych fantazjach dotyczących wymuszania seksu, poddania się silnemu, nie uznającemu sprzeciwu samcowi, ale też debunkuje się panujący o tych fantazjach stereotyp (to naprawdę fajny tekst, warto założyć dla niego konto). Jak to ktoś określił – a cytatu wam dokładnego nie znajdę – mowa o „dopaminowym haju” z powodu ryzykownych sytuacji seksualnych. Do tego dochodzi stary, dobry motyw „on potrzebuje miłości, ja go uratuję” – gdy bohaterka uznaje, że niedoskonały potwór zasługuje na szansę, bo wewnątrz jego zwierzęco-monstrualnej persony drzemie dobro. Oczywiście – to raczej reguła, ale nie wyłączny motyw, są i bardziej mroczne otchłanie gatunku.

I z premedytacją mówię tu o męskim potworze oraz kobiecej bohaterce, gdyż początkowo monster porn istniało niemal wyłącznie w sferze heteroseksualnej. Wersje homoseksualne pojawiły się stosunkowo niedawno – zaryzykuję, że koło 2016? Do tego dochodzi kwestia eskapizmu – po coś w końcu te romanse i erotyki czytamy – ubranego w tabu (seks z nieomal zwierzęciem!) oraz aspekt odrealnienia: mężczyzna zachowujący się jak stegozaur albo yeti w rui byłby prawdziwie straszny, a nierealny potwór może być pociągający. Minotaur, inteligentny hadrozaur czy mackowaty potwór z głebi ocenu nie istnieją, więc nie będą w stanie faktycznie porwać kobiety w celach nieprzystojnych (lub kulinarnych), więc monster erotica jest także bezpieczną fantazją. Efekt komiczny też ma tu znaczenie. Ogółem przeczytajcie to od kogoś mądrzejszego niż ja, nawet więcej niż jednego.

Te publikacje naprawdę istnieją.

Seksualnie mówi się też często o tym, że czytelniczki i czytelnicy tego typu historii czują chęć bycia dominowaną, uwolnienia się z ograniczeń często narzucanych przez wychowanie (zwłaszcza kobietom), a potworna erotyka pozwala na to bez poczucia winy. To granie na fantazjach – niekoniecznie stricte dotyczących wielkiego małpoluda na szczycie budynku – a nie na seksualnym zadowoleniu per se.

Mówi się także o teratofilii – pociągu do potworów po prostu. I nie, nie jest to tożsame z zoofilią – osoby mające ciągoty teratofilne nie mają ochoty na upojne popołudnie z psem sąsiada, tylko na ewentualny ostry wieczór z wilkołakiem w potwornej, ludzko-wilczej formie. To zupełnie inna dynamika partnerów, poziom świadomości uczestników i także – ta fantazja nie jest możliwa do spełnienia, co stanowi częściowo o jej atrakcyjności. „To na pewno mała grupa”, powiecie? Zerknijcie na popularność produktów takiej firmy jak Bad Dragon albo na niesamowity sukces dilda inspirowanego Kształtem wody. W sumie teraz sama zastanawiam się, czemu to wiem 😀

Dokładnie o tym produkcie mówię. Wyprzedał się na pniu.

I jednocześnie pamiętajcie, proszę, że nie ma tak naprawdę dokładnego wyjaśnienia ludzkich ciągot do antropomorfizowanych welociraptorów – jak napisał John Hargan w Scientific American, „biologia ewolucyjna ledwo daje radę z próbami wyjaśnienia pociągu homoseksualnego, a co dopiero mówić o pożądaniu Godzilli”.

Tak, nawet SA zainteresował się tematem – po fali informacji, o której niżej.

No i kwestia internetu: no hej, znamy go nie od dziś. Jeśli powstanie coś dziwacznego, nietypowego, absurdalnego (i to absurdalnego świadomie – bo wierzcie mi, autorzy doskonale wiedza, co piszą), a na dodatek dotyczącego sfery seksualnej wykraczającej poza „standardowe” motywy, to jasne, że znajdzie się rzesza ludzi czytających to głównie z ciekawości, ale też dla heheszków. Bo powiedzmy szczerze: opowiadanie o romantycznym uprawianiu ostrego seksu między piękną blondynką a allozaurem gdzieś na środku pustyni jest z samego założenia komiczne. Patrzcie na mnie! To moja grupa!

Ja tego nie zmyślam 😀

Do tego ostatniego przypis: najlepszym przykładem sukcesu, jaki daje potwornej erotyce internet, jest Chuck Tingle. To oczywiście pseudonim. Autor zaczął publikować (selfowo) na Amazonie w 2014, stawiając na dwie rzeczy: popularność monster erotica oraz na parodię podgatunku (co jest samo w sobie bardzo interesujące, bo erotyka potworna jest już parodią romansów erotycznych). Jego tytuły z miejsca przykuły uwagę – z jednej strony absurdalnością, z drugiej – wyraźnym zwrotem homoseksualnym. Pojawiły się więc My Billionaire Triceratops Craves Gay Ass (Mój triceratops-miliarder pożąda gejowskiego zadka), Taken by the Gay Unicorn Biker (Posiadł mnie gej-jednorożec-motocyklista), T-Rex Anal Workout (Analny Wycisk T-Rexa) i nie tylko – widzicie, w którą stronę to idzie. A nie, nie widzicie – autor doskonale grał absuradlnością motywów, więc pojawiły się takie cuda, jak Living Inside My Own Butt For Eight Years, Starting A Business And Turning A Profit Through Common Sense Reinvestment And Strategic Targeted Marketing (erm… Żyć przez osiem lat w moim własnym tyłku, otworzyć biznes i zarabiać poprzez reinwestycję zdrowego rozsądku oraz startegiczny marketing targetowany… chyba :D).

…albo to 😀

W dwa lata Tingle zyskał tak dużą popularność, że jego fani poprzez zorganizowaną akcję doprowadzili do nominowania jego utworu do Nagrody Hugo: Space Raptor Butt Invasion (Dupna inwazja kosmicznych raptorów) znalazło się wśród finalistów. Dwa razy. Naprawdę: w 2016 i 2017. Doprowadziło to do licznych kontrowersji związanych z nagrodą (osoby śledzące fantastyczny fandom kojarzą pewnie aferę z Sad Puppies i Rabid Puppies), pięknego artykułu na Voxie, który serdecznie polecam, a sam Tingle skorzystał z okazji i wypuścił kolejne mikropowieści / opowiadania: Pounded in the Butt by My Hugo Award Loss (Posuwany w tyłek przez stratę mojej Nagrody Hugo) oraz Pounded in the Butt by My Second Hugo Award Nomination (Posuwany w tyłek przez moją drugą nominację do Nagrody Hugo).

Zresztą, zobaczcie stronę autora, jest tu lista publikacji, a on sam jest fascynującą personą internetową 😉

A także: nie miałam gdzie wstawić tego linka, więc łapcie tutaj bardzo miły artykuł z Gizmodo.

No ale do rzeczy: co z tymi dinozaurami?

Potworna erotyka funkcjonowała sobie po cichu, jak wiele podobnych nurtów, jakoś do 2013 – wyniki wyszukiwań w Google Trends wskazują, że wtedy nastąpił spory wzrost zainteresowania tematem. Moje internetowe śledztwo podpowiada, że to zasługa Bussiness Insidera, poważnej przecież gazety, który zamieścił w grudniu 2013 tekst… Ale ten nie wziął się znikąd: wcześniej tego roku internet odkrył DINOEROTYKĘ. Tak jest, nasze poczciwe dinozaury z nadzwyczaj aktywnym libido i zadziwiająco ludzkimi penisami wypłynęły wtedy z otchłani Tumblra i pokładów selfpubowych e-booków Amazona.

Napisało o nich kilka dzienników pokroju The Daily Mail, ale moje internetowe śledztwo wykazało, że pierwszy był plotkarski serwis dla kobiet Jezebel (tu uwaga: możliwe, że wcześniej, we wrześniu, wyciągnął to nerdowski serwis Geekologie, ale nie istnieje już – wiec nie mogę tego poświadczyć). Po ich wpisie mainstreamowy internet na chwilę wybuchł od świadomości, że ktoś, gdzieś pisze o dinozaurach z wielkimi członkami uprawiających seks z atrakcyjnymi kobietami. I jeszcze na tym zarabia! Magazyn The Cut przeprowadził wywiad z dwiema znanymi autorkami monster erotica tamtego okresu. Alara Branwen i Christie Sims to jedne z najpopularniejszych autorek dinoerotyki – zachęcam do lektury tekstu, bo to całkiem niezły wywiad o życiu z pisania i o tym, co się sprzedaje, naprawdę.

Dwa miesiące później Bussiness Insider opublikował naprawdę dobry tekst o potwornej erotyce, w którym zaznacza, że popularna autorka w niektórych miesiącach zarabiała na tantiemach nawet 30 tysięcy dolarów – tak dobrze sprzedają się książki w tym gatunku. Inna autorka zaznacza, że sprzedając opowiadania na kilka tysięcy słów po 99 centów – i dostając z każdej transakcji 35 centów – potrafiła w dobrych miesiącach wyciągnąć 4 tysiące dolarów z Amazona. To pokazało ludziom, że nie dość, że erotyka potworna istnieje (co samo w sobie mogło być szokiem), ale SPRZEDAJE SIĘ. I ludzie lubią dinozaury. Atak prawicowo-religijnych mediów wcale w tym nie przeszkodził, wręcz przeciwnie: nagłówki wołające o tym, że Amazon czy Barnes & Npble zarabiają na obscenicznych pornosach paradoksalnie przyczyniły się do wzrostu świadomości istnienia erotyki potwornej, nawet gdy dystrybutorzy tymczasowo usuwali książki z platform, bojąc się backlashu ze strony bardzo silnych w USA środowisk religijnych. Więcej o tym pisał BI, polecam, bo osobiście jestem fanka obserwowania, jak skrajne ugrupowania konserwatywne strzelają sobie w stopę. Ogółem artykuł BI jest naprawdę dobry: podchodzi do tematu na poważnie, jako do kwestii biznesowej i wydawniczej, nie internetowego mema. Raz jeszcze odsyłam do lektury, bo warto.

Na koniec jeszcze dodam, że od tego 2013 monster erotica weszła na stałe do świadomości ludzi korzystających z internetu – najlepszym dowodem niech będzie fakt, że w 2018 stała się argumentem w… wyborach do Kongresu. By zdyskredytować przeciwnika – kandydata konserwatywnych Republikanów, prawdopodobnie mającego powiazania z suprematystami białej rasy (nie lubimy brzydkiego słowa na N.) Denvera Rigglemana – sztab demokratycznej kontrkandydatki oskarżył go m.in. o bycie fanem erotyki z Wielką Stopą. Nie żartuję. Pisały o tym bardzo poważne media (chociaż same nie mogły uwierzyć). Okazało się potem, że Riggleman, mimo początkowych zaprzeczeń, jest nie tylko czytelnikiem, ale też AUTOREM monster erotyki. Napisał książkę The Mating Habits of Bigfoot and Why Women Want Him (Zwyczaje godowe Wielkiej Stopy i dlaczego kobiety go chcą)i mówiąc serio, byłam w szoku, że to nie fejk. Sam autor mówi, że wydanie tej książki miało być dowcipem… ale wiecie, KTOŚ musiał to napisać, żeby móc to wydać, nie? 😉

OK, OK, ale gdzie te dinozaury??!!

Dobra, dochodzimy do przyczyny całego zamieszania, czyli zadziwiająco fascynującego wpływu Wet Hot Allosaurus Summer na członków Dinawki.

Erotyka o dinozaurach istnieje. Co więcej, istnieje porno z dinozaurami i ludźmi na raz. Jest to fakt, od którego już nigdy w życiu nie uciekniecie i skoro musicie z nim żyć, możecie się równie dobrze nad nim pochylić.

Dinozaurza erotyka nie różni się wiele od standardowej erotyki potwornej, jedynie autorzy muszą się mocniej nagimnastykować, jeśli chodzi o setting: gryfy, smoki, samoświadome smartfony, wyjątkowo hutliwy Cthulhu czy zmutowane aligatory mogą pojawić się znienacka i bez wyjaśnień, ale dinozaury – realnie istniejące, ale wymarłe stworzenia – wymagają zwykle pewnego zbudowania obrazu świata, żeby czytelnik mógł zawiesić niewiarę.

Przyjmuje się, że pomysłodawczyniami podgatunku są wspomniane już wyżej Alara Branwen i Christie Sims – które od paru lat już nie publikują nic nowego na Amazonie, ale zapisały się złotymi (jakkolwiek lepkimi) zgłoskami w historii literatury popularnej. Same autorki w wywiadach wspominały, że już na etapie wymyślania tego motywu nie spodziewały się sukcesu – bo było to zbyt głupie i za śmieszne, żeby mogło się udać. A jednak!

Dino erotica – całkiem pokaźny dział monster porn – prezentuje nam nie-zwierzęce dinozaury, które w jakiś sposób znalazły się w naszych realiach (np. w stylu Parku Jurajskiego – wskrzeszone w celach różnych w laboratoriach), zabiera nas w dosłowną podróż w czasie, gdzie biedna rozbitkini spotyka zdecydowanie zbyt inteligentnego karnotaura, ewentualnie leci po bandzie i umieszcza nas w realiach, gdzie prehistoryczni ludzie współżyją z dinozaurami (gra słów zamierzona). Czasami trafią się jednak duchowni krewni Chucka Tingle i nie zważając na nic zarzucają nas raptorami z kosmosu, biznesmenami-karnotaurami, seksownymi ankylozaurzycami oraz innymi niewymownymi atrakcjami. I słuchajcie, z tej okazji odkryłam oficjalny uczelniany periodyk Uniwersytetu Sunderland Porn Studies. Tak, pisali o dinozaurzym porno. Tak, jest to bardzo poważne naukowe pismo.

Najczęściej przewijają się najpopularniejsze w popkulturze gatunki dinozaurów, z naciskiem na mięsożerców. Dominują więc (hehe) tyranozaury i pokrewne allozaury czy raptory wszelkiego typu; często przewijają się triceratopsy i pterozaury (pterozaur to nie dinozaur!). Jednak autorzy nie lubią powtarzać motywów w kółko, więc znajdziemy i bardziej… egzotyczne, jak plezjozaury czy pachycefalozaury.

Dinozaurza erotyka jest też – w przeciwieństwie do tej z obcymi – niemal zawsze komiczna. Pominąwszy już sam absurdalny pomysł odbywania stosunku z czymś, co ważyło 4 tony i zapewne NIE miało penisa (po informację o dinozaurzych penisach zapraszam na grupę), chodzi o sposób pisania. Te opowiadania i mikropowieści charakteryzują się naprawdę specyficznym stylem, skupiającym się na opisie aktu i towarzyszących mu czynności, ale w sposób zadziwiająco poetycki – przeplatany z absurdalnie wulgarnym; pełno tu sformułowań w rodzaju throbbing member, weeping sex, solemn but inteligent eyes i podobnych, na przemian ze szczegółowymi opisami wyglądu penisa i np. masturbacji. Do tego dodajmy często ekwilibrystyczne stosunki i proszę, jest śmiesznie. Budowa języka i stylu tego typu historii jest o tyle ciekawa, że zafascynowała pewnego wykładowcę literatury i języka z Austin i zainspirowała go do napisania naprawdę ciekawego tekstu na temat zdań złożonych współrzędnie/podrzędnie i ich znaczenia – w dinoerotyce. Swoją drogą warto pana wygooglać, pisze sporo rzeczy o popkulturze, od horroru po Miley Cyrus.

Weźmy przykładowo tekst Dino Park After Dark. To była pierwsza dinoerotyka, jaką nabyłam wiedziona absurdem i ciekawością i oh boi, what a ride it was.

Zaznaczam, że w tym opowiadaniu nie ma żadnego tyranozaura.

Akcja toczy się w parku dinozaurów o nazwie po prostu Park Dinozaurów (tytułowy Dino Park). Otrzymujemy najpierw wprowadzenie do realiów oraz przedstawienie głównej bohaterki. Park powstał, gdy nienazwana wielka korporacja odkryła sposób na „odtwarzanie prehistorycznego życia z wykorzystaniem pojedynczych nici DNA”, więc już widzicie, że autorki nawet nie próbowały 😉 Park rozrósł się w 25 lat w całkiem spore przedsiębiorstwo, po jego terenie kopytkowały 34 gatunki prehistorycznych gadów i ssaków, a zajmował się nimi personel jak w zoo, niekoniecznie wykształcony w tym kierunku. Jedną z osób pracujących ze zwierzętami w tym pretekstowym settingu jest Maria, młoda kobieta ledwo kilka lat po studiach, do której obowiązków należy opieka nad morskimi gadami i przygotowanie ich pokazów.

W sumie się zgadzam – karnotaury to nie foczki 😉

Dalej następuje opis pracy naszej bohaterki, a dokładniej – karmienia plezjozaura, który jest do swojej opiekunki całkiem przywiązany. Mamy też informację o tym, jak Maria spoufala się ze zwierzakami – głaszcze je, siedzi z nimi – co nie podoba się szefostwu. Są opisy tego, jak uroczy jest plezjozaur, jaką ma gładką skórę, jak inteligentny jest… prawie jakbyśmy czytali o delfinie (co w sumie mogło zainspirować autorki – nie wiem, czy kojarzycie sprawę pewnego eksperymentu z delfinem, który poszedł, cóż, w dziwną stronę). Następuje też faza perypetii – w pobliżu pojawia się inny opiekun, ostrzegający Marię przed zwierzakiem, który może zrobić jej przecież krzywdę. Bohaterka zbywa go. Co ciekawe, opiekun wspomina o niepokojących zwyczajach odtworzonych dinozaurów, lęku przed niepoznanym oraz – najwyraźniej – sugeruje, że zwierzęta mają świadomość

Czyli mamy już zbudowane podstawy do przeniesienia dalszej części historii z zakładki „zoofilia” do karty „teratofilia” i spełnienia warunku „niezwierzęcości” partnera: mamy potwora, który nie istnieje w naszej rzeczywistości, wiemy o jego wyższej niż u większości zwierząt inteligencji (jak z delfinami), oraz zarysowano nam możliwość jego jeszcze wyższego poziomu postrzegania i rozumowania (w „obcym” dla człowieka stopniu) niż u innych istot. Tu już regularnie pojawiają się antropomorfizujące sformułowania takie jak The creature watched her thoughtfully (Stworzenie przyglądało jej się z namysłem).

Plezjozaury są dość popularne, jak widać.

W każdym razie opiekun Jim znika z horyzontu, Maria wraca do karmienia plezjozaura. Mamy dokładnie 48% tekstu za sobą – wszystko poświęcone budowaniu tła i relacji. I w tym momencie nasza bohaterka przypadkiem wpada do wody – scenę napisano w sposób sugerujący, że było to efektem planowanego działania ze strony plezjozaura. Gdy przestraszona Maria próbuje się wydostać na pomost, mamy opis rodem ze Szczęk: plezjozaur pływa dookoła niej, woda chlupocze, stworzenie trąca ją co jakiś czas. I gdy już wiemy, że bohaterka się boi (a w efekcie sprytnych zabiegów narracyjnych my trochę też), plezjozaur podpływa do niej i… wkłada jej penisa między nogi.

Tak jest.

Tu oczywiście zaczyna się dość długi i detaliczny opis stosunku (który nam każe się poważnie zastanowić: jakim cudem członek TEJ wielkości i kształtu zmieścił się w ludzkiej kobiecie?), przerywany zmianą perspektywy – okazuje się, że Jim nadal jest w pobliżu, a dokładniej: siedzi schowany niedaleko basenu plezjozaura i się masturbuje. Generalnie absurd całej sytuacji jest niesamowity: współpracowniczka wpada do wybiegu (wodnego) niebezpiecznego stworzenia, ale kolega jej nie ratuje; gigantyczne zwierzę o nadprzeciętnej inteligencji zaczyna uprawiać seks z człowiekiem, którego lubi; biologia się nie zgadza, ale nikt nie zwraca na to uwagi; bohaterka, mimo strachu i wymuszonej sytuacji, odczuwa przyjemność z seksu; jej kolega poniekąd również. Do tego całe clue akcji odbywa się w jeziorze, plezjozaur unosi się na grzbiecie, Maria jakimś cudem nie tonie (ani nie umiera od penetracji). Stosunek kończy się tym, że wokół Marii pojawia się na wodzie wielka, biała plama wiadomego pochodzenia. Opis całej sceny zajął dokładnie 30% tekstu.

Tu mamy już zakończenie: plezjozaur odpływa zadowolony, Maria zmęczona ląduje na pomoście, Jim podchodzi popatrzeć, ale w sumie decyduje się pomóc kobiecie pozbierać się do kupy. Oboje udają, że nic się nie stało i nikt nic nie widział. FINITO.

To pierwsza dinoerotyka jaką miałam w rękach – i zdecydowanie najbardziej „zwierzęca”. Sami zobaczcie, jak to wygląda w innych przypadkach – pomijając już Wet Hot Allosaurus Summer, który ma u mnie oddzielny tekst.

Tak, wiem, że na to czekaliście 😛

Zaraz po tym, gdy USA wycofują swoje siły z Afganistanu, trzęsienie ziemi odkrywa ukrytą dotąd w głębinach cywilizację inteligentnych dinozaurów. Zostają przywitane w talibskiej wiosce i początkowo całkiem się tym cieszą, ale szybko orientują się, że talibowie = źli. Wódz dinozaurów, Egbert (xD), zakochuje się w pięknej i niewinnej Fatimie, której wyróżnikiem jest też świetny tyłek. Fatima też kocha Egberta, ale w międzyczasie przekonuje go, by uratował jej kraj przed radykalnymi Islamistami.

Ta okładka xD

Gdy romans Sir Lancelota i królowej Ginewry wychodzi na jaw, król Artur skazuje rycerza na śmierć. Podczas ucieczki, Lancelot przypadkiem niszczy magiczny artefakt, co… zamienia go w dinozaura. Ponieważ nowe ciało niekoniecznie nadaje się do seksu z ludźmi, Lancelot zostaje rogaczem (o ile można tak powiedzieć), zmuszony obserwować Ginewrę z ukrycia. Dostaje jednak szansę od losu – jeśli uratuje Ginewrę z rąk tyrana Artura i ocali Kamelot, może zostać na powrót człowiekiem… a przynajmniej zdobyć ukochaną.

Absurd, absurd, absurd ❤

Uprzywilejowana dziewczyna z bardzo bogatej rodziny zapewnia pewnej aroganckiej moschopsce (moschops to taki synapsyd :D) jazdę jej życia. Jak napisano w blurbie książki: soki płyną w każdym kierunki i nawet nieoczekiwane zakłócenie nie może powstrzymać ich doskonałej zabawy.

W gimnazjum uwielbiałam „Piątek 13”

Nicole chce spędzić weekend ze znajomymi na odizolowanym kempingu, opuszczonym lata temu. Okazuje się, że krąży o nim legenda – o zamaskowanym brachizaurze o imieniu Jesse Voormees, który nawiedza jezioro nocą. Pojawia się ponoć tylko w Piątek 69 (xD), co zupełnym przypadkiem wypada właśnie gdy Nicole odwiedza kemping. W lesie słychać krzyki, więc bohaterka biegnie nieść pomoc… ale trafia na przedziwną orgię.

Ariella Bumgood (yup xD) to syrenka, była aktorka i aktualna żona miliardera-bad boya Jacksona Bronot (tak, to brontozaur). Są bardzo szczęśliwi, póki Ariella nie orientuje się, że facet ma obsesję na punkcie kontroli. Pewnego dnia bez jej zgody, Jackson sprzedaje ją na jedną noc znajomemu bilionerowi, jednorożcowi Estallio Huevosowi (xD). Co się stanie? Któż to wie ¯\_(ツ)_/¯

Pozwólcie, że nie będę dalej wymieniać, widać chyba, o co tu chodzi.


Jak widzicie, to NIE są ambitne pozycje. Ba, nie próbują nawet udawać, że mają na celu coś więcej, niż podnieść pisane porno do rangi absurdu. Twórcy często starają się parodiować sami siebie – widać to języku, jakiego używają, np. opisując poetycko, jak błyszczą w słońcu grzebienie kostne, seksownie prężą się łapki t-rexa, majestatycznie porusza się grzywka z protopiór… Jak pisałam wyżej – ludzie nie czytają tego dla walorów literackich albo detali paleontologicznych, ale z powodów zupełnie innych: dla eskapizmu, lolcontentu albo z ciekawości. Na dodatek większość pozycji to krótkie, a przez to tanie ebuczki na Amazonie – można je kupić za około 1-2 dolary. Dziwność przyciąga czytelników i klientów.

Przyciąga też samoświadomość autorów – doskonale wiedzą, co piszą, jak to wygląda i kto to czyta.

Ogółem więc dinoerotyka to jeden z największych działów erotyki potwornej, oparty niemal wyłącznie na pastiszu i absurdzie. Składają się na niego niemal wyłącznie krótkie historie, wpisujące się w szeroko pojętą fantastykę. Autorzy doskonale grają kliszami znanymi z porno, a także upodobaniami swoich czytelników – czy tych szukających lolcontentu, czy też tych szukających czegoś nowego w pisanym porno.

Generalnie, z mojej perspektywy, zabawa podczas lektury jest przednia. Pamiętajcie jednak, że ja, obok czytania, jestem fanką internetowych otchłani i odmętów, uwielbiam wyławiać takie smaczki i kurioza – dla mnie to jak zbieranie muszelek na plaży – więc wiem, że niektórzy zareagują oburzeniem na istnienie tych utworów, a jeszcze większym na to, że *gasp* kobieta to czyta. Cóż, mimo to zachęcam do spróbowania w ramach rozrywki, żeby mieć anegdotkę do opowiadania przy grillu albo na imprezie – to zwykle kwadrans czytania i dolar z kieszeni 😉

A ja teraz boję się reklam targetowanych i podpowiedzi w wyszukiwarce x)

Rysunek główny to ilustracja okładkowa antologii The Unknown Five z 1975 ro. Autorką jest Rowena Morrill, okładkę zobaczycie tu, samą ilustrację odświeżoną przez dobrą duszę z internetu – tu.


Galeria okładek

A teraz łapcie obiecane okładki, które nie zmieściły się wyżej 😉

Jedna myśl w temacie “Potworna erotyka, czyli moja historia wyszukiwania już nigdy nie będzie taka sama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s