Mamoru Hosoda „Belle”, czyli wzruszające widowisko jak z bajki [recenzja]

To nie jest idealny film i ma parę wad, ale będę do niego wracać zapewne nie raz i nie dziesięć.

Uwaga – w tekście mogą znaleźć się spoilery. Będę je oznaczać – możecie spokojnie pominąć te fragmenty.

Udało mi się załapać na seans kinowy najnowszego, wyczekiwanego filmu animowanego Mamoru Hosody – reżysera i twórcy takich superprzyjemnych i poruszających rzeczy jak O dziewczynie, która skakała przez czas czy Wilcze dzieci. Tym razem oczekiwania były wywindowane wysoko: media wszędzie podkreślają informację, że Belle dostała w Cannes 14-minutową owację na stojąco. I w sumie nic dziwnego – to prześlicznie zanimowany, wzruszający film, który gra na emocjach.

Sporo też w nim ciekawostek. Pierwsza to sama naprzemienność światów przedstawionych. Główna bohaterka, nastoletnia szara myszka Suzu, ma swoje alter ego w wirtualnej rzeczywistości – U World, skrzyżowaniu social mediów i gry VR. Kiedy loguje się do U, na ekranie zmieniają się nie tylko realia (czyli z Japońskiej prowincji, z jej spokojną rzeczką, słoneczną szkołą itp. przenosimy się do tętniącej barwami przestrzeni bez większego ograniczenia zasadami fizyki), ale też animacja: robi się bardziej komputerowa, wyraźnie nawiązując raczej do sposobu poruszania się przedmiotów w grach niż standardowo w filmach tego typu. Inne drobiazgi kryją się w warstwie fabularnej.

Ale o czym to jest, Matko?

Hosoda nie tylko przeplata tu dwie rzeczywistości, ale używa tego sprytnie do wyjaśniania zawiłości przeżyć bohaterki. I jest tu co rozplątywać! Suzu wychowała się w kochającej rodzinie: jej tata pracował gdzieś poza domem, mama zaś najwyraźniej śpiewała i komponowała muzykę, co dziewczynka uwielbiała całym swoim dziecięcym serduszkiem. Sześcioletnia Suzu była świadkiem śmierci matki: kobieta rzuciła się do rzeki, by uratować uwięzione w nurcie dziecko. Od tamtej pory Suzu nie może śpiewać, jest nieco wycofana w stosunku do rówieśników, ale też drąży ją głębokie poczucie krzywdy – bo matka porzuciła ją dla obcej dziewczynki i to w sposób ostateczny. Przez dekadę te nieprzepracowane emocje blokują gruncie rzeczy rozwój społeczny Suzu.

Oto Suzu w realu.

Zmienia się to, gdy po raz pierwszy loguje się do U. Tam jest anonimowa, jej awatar jest piękny, a co najważniejsze: może znowu śpiewać. Jako Belle zostaje gwiazdą i przyciąga miliony. A potem pojawia się Bestia.

Hosoda wykorzystał europejską baśń o Pięknej i Bestii, ale w bardzo przewrotny sposób. Bestia (nazywana tu ryū – jap. smok, co czasami było nieco konsternujące dla tłumaczy napisów najwyraźniej; japoński tytuł zaś to Belle: Ryu to Sobakasu no Hime) w U jest supersilnym wojownikiem, walczącym na mieszczących się tam arenach, ale też bezlitosnym i pełnym agresji, co przyciąga wirtualną „policję”, chcącą go zdemaskować. Gdy on i Belle się spotykają, okazuje się, że w animacji znajdziemy wiele klasycznych atrybutów z oryginalnej baśni: zamek na odludziu, zniszczone portrety, piękne róże skrywające „tajemnice”, nawet garść uroczych „towarzyszy” Bestii, tu wirtualnych botów, dobrodusznie wspierających go w jego izolacji i poszukiwaniu spokoju. Jest nawet disneyowska scena tańca w sali balowej.

Nie jest to jednak w żadnej mierze retelling czy nawet adaptacja Pięknej i Bestii. Elementy są tu użyte z rozmysłem i stanowią pewną bazę do pokazania interakcji postaci, używa też części znanej symboliki (przykładowo klątwa Bestii – tu jednak wywrócona na nice), ale to tyle. Przede wszystkim to nie jest romans, chociaż Belle stara się pokazywać różne rodzaje miłości, uprzedzenia też nie są na pierwszym miejscu problemów bohaterów, brak tu złych czarodziejek, chociaż zdecydowanie mamy odpowiednik tłumu wieśniaków z pochodniami.

Nie jest za różowo

Ten film przede wszystkim eksploruje dwa tematy: problemów, w tym psychicznych, nastolatków oraz social mediów. Momentami bywa to mroczne, chociaż przykryte – jak to baja dla młodych widzów – kołderką uroczych postaci, kolorowych światełek i komicznych scenek.

↠ uwaga, spoiler start ↞ Sytuacja Suzu jest skomplikowana emocjonalnie, a dziewczyna pozostawiona została najwyraźniej bez profesjonalnego wsparcia przez lata: wielu z rówieśników ją odrzuca, a nawet prześladuje, jej ojciec próbuje, ale ona go do siebie nie dopuszcza, wianuszek „cioć” nad nią dobrodusznie (i całkiem skutecznie) pracuje, a przyjaciółka broni jej dobrostanu jak lwica, chociaż w bardzo pokręcony sposób. Sama bohaterka nie uważa, że ma jakąkolwiek większą wartość dla kogokolwiek. To bardzo niepokojący obraz, chociaż pokazany w delikatny sposób. Momentem kulminacyjnym filmu jest ten, w którym Suzu w końcu zrozumie działania swojej matki nad tą nieszczęsną rzeką – i symbolicznie, za pomocą fabularnej klamry, zakończy swoją trwającą dekadę żałobę, rozwijając się przy tym jako postać i dorastając, ale musi dla tej chwili poświęcić najwyższą wartość w świecie U: anonimowość.

Z Bestią sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Powoli składamy sobie z fragmentów jego historię, by dojść do bardzo niewygodnej konkluzji, która zostaje potwierdzona w brutalny sposób. Nietrudno domyślić się, że za Bestią stoi chłopak lub dziecko będące ofiarą przemocy, a podpowiedzi podsuwane przez Hosodę są bardzo wyraźne, by dzieci-widzowie też je jakoś zrozumiały – nie zmniejsza to jednak emocjonalnego kosztu poznania prawdy. ↠ uwaga, spoileru koniec ↞

To tylko główne problemy – są jeszcze przecież postaci drugoplanowe. Plus cała kwestia social mediów. Trzeba Hosodzie przyznać, że podszedł do niej w sposób dość innowacyjny: nie pokazuje ich jako narzędzia szatana, to raz, pełnią rolę wręcz pozytywną, to dwa. Oczywiście podnoszone są też kwestie negatywne: mentalność tłumu; ogromna wartość anonimowości i jak wielkim ciosem lub karą może być jej utrata; płytkość relacji; łatwość antagonizacji w sieci. Ostatecznie jednak wirtualne realia portretowane są jako miejsce pełne potencjału, w którym można coś zmienić, dla siebie i innych.

Belle jest przepiękna

Ten film to przede wszystkim wizualna i muzyczna feeria doznań. O różnicach między animowaniem U World i Japonii wspomniałam – ale to nie wszystko. Część „realna” wygląda bardzo ładnie: to doskonałej jakości techniczna robota, projekty postaci są przyjemne i zdecydowanie przemyślane, a całość po prostu atrakcyjna wizualnie. Za to świat wirtualny to majstersztyk. Niesamowite sceny pełne barw, postaci, ruchów, gry światła i koloru; podniebne walki, gigantyczne koncerty, majestatyczne wirtualne wieloryby, poruszające się jak żywe rzesze użytkowników… A do tego detale, jak delikatnie poruszające się płatki kwiatów czy bardzo ekspresyjne twarze bohaterów. Nie dziwię się owacjom w Cannes, bo to coś niesamowitego.

Ale muzyka! Muzyka dopełnia ten film w każdym fragmencie, gra równie ważną rolę jak wydarzenia. Tu nawet cisza gra i jest istotna – Hosoda używa jej w prosty, ale wymowny sposób. Dość powiedzieć, że i ja, i mój mąż poryczeliśmy się jak bobry, gdy bohaterka śpiewała utwór w kulminacyjnej scenie.

Są i wady, moi drodzy

Hosoda raczył jednak poupraszczać sporo rzeczy i kłuje to w oczy niemożebnie. Przykładowo postać negatywna jest negatywna w sposób prosty i ostentacyjny – błyskawicznie orientujemy się, że to nie będzie wielowymiarowy bohater, a „zły” przerywnik komiczny, plus jego wątek generalnie urywa się w dziwnym miejscu.

Nieco mylące i niezrozumiałe są ostatecznie relacje Suzu z jej kolegą z dzieciństwa – początkowo prowadzone przez reżysera jak w szkolnym romansidle, z popularnymi kliszami włącznie. Ostatecznie robi się tu takie „nie wiadomo, co”. ↠ uwaga, spoiler start ↞ Dodatkowo ów kolega nagle, znienacka, okazuje się znać alter ego Suzu, mimo że poza jej przyjaciółką nikt nie powinien o nim wiedzieć. Skąd? Nie jest wyjaśnione, ↠ uwaga, spoileru koniec ↞

Dziwny jest też sposób interakcji użytkowników z rzeczywistością U – raz są w pełni zanurzeni, raz oglądają na ekranie, raz wręcz robią w realu jedno, a w wirtualu drugie. Jak to działa? No nie wiemy.

Sam epilog też jest przerysowany i bardzo, ale to bardzo bajkowy. We mnie osobiście pozostawił delikatne rozczarowanie: było za prosto, za wygodnie, za radośnie, za bardzo happily ever after. Mimo że Hosoda pozostawił przestrzeń na to, by dopowiedzieć sobie ewentualne wydarzenia mające miejsce po zakończeniu filmu, to sam finał jest po prostu… niewiarygodny. To chyba największa wada Belle – sama końcówka.


Mimo to jednak koniecznie, koniecznie obejrzyjcie. To piękność jest. Sama załapałam się na seans w ramach Festiwalu Kino Dzieci, jednak organizatorzy wspomnieli, że starają się o licencję na wyświetlanie w standardowej dystrybucji w przyszłym roku – trzymam kciuki, bo wtedy na pewno pójdę znowu, a i wy będziecie mieć szansę. Ten film zasługuje na wielki ekran!

A link do festiwalowej wersji online jest TUTAJ. Koszt dostępu: 15 pln. Tu już nie ma linku do filmu, gdyż został zdjęty z serwisów online – możliwe, że dlatego, że wyciekł już do sieci, a Japończycy bardzo wycieków nie lubią. Wedle zapewnień polskiego dystrybutora, trwają rozmowy i możliwe, że jeszcze zimą/wczesną wiosną Belle trafi do polskich kin 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s