Tu miała być recenzja, ale będzie wpis polityczny, czyli czytam, żebyście wy nie musieli

Będzie o fantastyce i antychrześcijaństwie. Przy czym nie tak polityczny jak myślicie.

Szybkie nakreślenie sytuacji

Instytut Wymiaru Sprawiedliwości to jednostka państwowa – podlegająca Ministerstwu Sprawiedliwości – która w teorii zajmować się ma „działaniami na rzecz harmonizacji prawa polskiego z międzynarodowymi standardami prawnymi, w tym zwłaszcza z wymogami normatywnymi Unii Europejskiej”. Jej zadania skoncentrowane są na badaniach, początkowo dotyczących prawodawstwa i przestępczości, skoncentrowana na orzecznictwie, analizach, ogólnie kwestiach związanych z prawodawstwem i sądami.

IWS przygotowało „analizę strategiczną” o wspólnej nazwie O wolność wyznawania religii we współczesnym świecie Przeciwdziałanie przyczynom dyskryminacji i pomoc prześladowanym na przykładzie chrześcijan. Główna strona tego projektu znajduje się tutaj i zawiera wiele frapujących informacji, ale też nieco użytecznych. Dowiadujemy się, że „projekt prowadzony jest przy udziale pracowników naukowych z dwóch ośrodków naukowych: Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego”, jest bardzo poważnie brzmiąca lista ekspertów z całego świata wciągniętych w prace. Dowiadujemy się też, że „Celem głównym projektu jest analiza i opracowanie sposobów przeciwdziałania przestępczości z nienawiści religijnej” [wyróżnienie nie moje], a także, że „ta analiza prowadzona jest na przykładzie chrześcijan, gdyż jest to najbardziej pokrzywdzona grupa religijna [na świecie]”, co z perspektywy Polski i Europy brzmi co najmniej egzotycznie.

Wiemy, że przynajmniej część badań i publikacji była finansowana z Funduszu Sprawiedliwości – państwowego funduszu, którego rolą jest wspieranie ofiar przestępstw, szukanie i przeciwdziałanie przyczynom przestępczości itp. Jak te zadania są realizowane, to inna historia i nie mi to oceniać (ale np. NIK zrobiła kolejną już kontrolę i cóż).

Na 16 umów na dotację związaną z „przeciwdziałaniem przestępczości”, zawartych przez dysponentów Funduszu, aż 13 zostało przyznanych niecelowo, na programy badawcze niezwiązane z zapobieganiem przestępczości lub pomocą dla jej ofiar. Tylko w tym zakresie funkcjonowania Funduszu na niecelowe działania przeznaczono 63 mln zł.

Najwyższa Izba Kontroli

Wśród akcji finansowanych z Funduszu znalazły się m.in. słynne „Gminy wolne od LGBT”, które Unia Europejska ukarała ucięciem środków, w tym jakże zgodnie z ideą funduszu dofinansowano Ochotniczą Straż Pożarną w jednej z gmin, trzykrotnie wsparto fundacje ojca Rydzyka, dorzucono do skarbonki CBA. Wielokrotnie też konkursy na granty wygrywały instytucje kościelne i chrześcijańskie o profilu religijnym, w tym założona przez byłego egzorcystę, który zasłynął wyrzuceniem za pomocą salcesonu demona wegetarianizmu z byłej członkini Krishnowców i Greenpeace’u (serio, nie byłabym w stanie tego zmyślić) – w jakiej wysokości i dlaczego, tego na ogół nie wiadomo.

A jeśli się trochę cofnąć, to:

W planie finansowym Funduszu Sprawiedliwości na 2016 r. zapisano łącznie kwotę 102 mln zł świadczeń na rzecz ofiar przestępstw, przy czym zrealizowano ją na poziomie zaledwie 19,7 mln zł.

Business Insider

I tak w kółko. Ogółem NIK wykazuje co i rusz ogromne nieprawidłowości w funduszach Funduszu, ale najwyraźniej nikogo to nie obchodzi, w końcu to tylko państwowe – czyli nasze – pieniądze. Ale do rzeczy.

Fantastyka taka droga

Ten długi wstęp prowadzi mnie do źródła mojej irytacji, mianowicie: jednym z nowszych programów, na które poszło te 63 mln zł o których mówi NIK, było wspomniane wcześniej badanie przeprowadzone przez IWS w kwestii chrześcijan.

W ramach analizy IWS powstała publikacja Przykłady uprzedzeń i stereotypów w fantastyce wobec chrześcijan, która w tym momencie jeszcze w internecie wisi, a możecie pobrać ją tutaj. Powstała zapewne pod koniec 2019 roku lub na początku 2020, sądząc po datach dostępu do źródeł, opublikowano ją w maju 2021 – a nowy raport kontroli NIK 30 września 2021. Ponieważ mam wątpliwości co do jej przetrwania w sieci, będę często używać screenów zamiast cytatów.

Od podstaw. Publikacja ma 18 stron, z czego samej treści (z obrazkami) mamy 13. Obrazki bywają całostronicowe, więc realnie mniej. Autorką jest pani Magdalena Lisecka – nie znalazłam wiele informacji na jej temat poza faktem, że najwyraźniej jest doktorantką na UMK na wydziale teologii; nie ma jej biogramu w publikacji tu omawianej; nazwisko jest zbyt popularne, a nie mam zdjęcia, żeby porównać autorki i badaczki, więc nie jestem w stanie ocenić jej fachowości, wiedzy, doświadczenia i tylko podejrzewam, że link wyżej to jej artykuły. Jakbym miała mówić tylko na podstawie tej pracy, to oceniłabym na mocne 2/10.

Nie mam zielonego pojęcia, jaki cel ma ta publikacja (poza oczywistym – finansowaniem*). Brakuje w niej jakiejkolwiek tezy badawczej, nie analizuje niczego, nie jest to raport. Chyba najbliżej tu opcji z tytułu: mamy tu zebrane losowo dość przykłady tekstów kultury z zakresu literatury, komiksu i filmu, które autorka uważa za antychrześcijańskie (plus wstęp i podsumowanie).

*mała gwiazdka w tym miejscu – dzisiaj (01.10) pojawiła się informacja, że teksty powstałe w tym programie IWS kosztowały Fundusz łącznie 2,5 mln zł – nie wiadomo, ile dokładnie ten konkretny.

Z tekstu dowiadujemy się we wstępie, że Tolkien, Herbert, Lewis czy nawet Lovecraft nie są antychrześcijańscy, bo ta straszna magia to „element porządku świata, który nie aspiruje do utożsamiania z rzeczywistością, w której funkcjonujemy„. Ok. nawet Harry Potter nie jest antychrześcijański, chociaż:

Paradoksalnie antychrześcijański nie jest też, wedle autorki, Good Omens duetu Pratchett & Gaiman czy nawet cykl o zastępach anielskich Mai Lidii Kossakowskiej, bo osadza „folklor chrześcijański” jako element zbioru baśni i „nie musi być to zabieg, który ma na celu uwłaczanie chrześcijanom”. Inni także bywają usprawiedliwieni:

Generalnie clue publikacji jest rozmowa „o tych utworach, które celowo przedstawiają Kościół w takim świetle, żeby ukazać go jako instytucję albo złą, albo komiczną, bądź samych członków Kościoła ukazują jako ludzi albo manipulujących, albo zmanipulowanych. Są to, oczywiście, przykłady„.

Podzielono tę publikację na 3 części: literacką, filmową i komiksową.

W literackiej pani Lisecka skacze jak zając po polu. Zaczyna od nikomu bliżej nieznanej historyjki dla dzieci Wróżka z kranu Pierre’a Gripari z 1967 roku (w Polsce), w której księża są pokazani negatywnie. Potem prześlizguje się przez Kod Leonarda Da Vinci i jego teorie spiskowe oraz gnostycyzm (cały 1 akapit), następnie wspomina o Narrenturmie Andrzeja Sapkowskiego i cytuje fragment wiersza wypowiadanego przez jednego z bohaterów. Potem mamy informację o istnieniu cyklu inkwizytorskiego Jacka Piekary, smutne pochylenie się nad Mrocznymi materiami Pullmana, który niestety jest agnostykiem, a w trylogii…

Kończy zaś wspomnieniem o Stephenie Kingu i jego Pod kopułą. Zmieściło się to na jakiejś półtorej stronie tekstu, licząc z cytatami i przypisami. Jak widać, autorka zebrała książki bez ładu, składu i pomysłu, losowo chyba sięgając po wyniki z Google po wpisaniu „znani autorzy fantastyki źle piszący o chrześcijanach” lub podobnie.

Dalej mamy filmy. Tu nie będę się rozwodzić – film to nie moja działka – dość jednak, że pani Lisecka skupiła się a) na horrorach, b) na dziwnych i starych horrorach, c) większość tej części to kadry z filmów z 1-3 linijkami opisu. Otwiera japońskim horroro-erotykiem o zakonnicach z 1974 roku (School of the Holy Beast), mamy całą linijkę o całkiem znanych Stygmatach z 1999 (za to z kadrem jak ksiądz dusi kobietę!), następnie Kod da Vinci (oczywiście), Paul i straszny atak na kościół serialu Orville. Zamyka to niewyraźny kadr z mockumentary Haunted: Cult of Torture. Spójnie i głęboko, na pewno warte to było publicznych pieniędzy (program ponoć kosztował 100 tys. zł – jak twierdził Wykop zanim tekst spadł – a kolega z budżetówki podpowiada, że średnie wynagrodzenie w tego typu grantach to 3-5 tys. zł brutto per osoba).

No i komiks. Są niewybredne aluzje o księżach w komiksie o Księdzu Roztrzepku Krzysztofa Owedyka (skąd ona w ogóle to wygrzebała? I czemu zakwalifikowała do fantastyki?), jest zatrważająca przemoc w Likwidatorze Ryszarda Dąbrowskiego – komiksie opierającym się tak naprawdę o absurdalną przemoc wobec wszystkich, z politykami na czele, ale nie omijającej też np. ekologów czy piłkarzy, pariodiującym Lobo i innych testosteronowych wojowników.

Oberwało się również Sin City Franka Millera, gdzie roi się od skorumpowanych i rozpasanych kapłanów i jednostek patologicznych (jak kanibal zjadający prostytutki wierzący, że to jego misja od Boga). Na tym koniec.

A, oczywiście jest też podsumowanie. W nim Lisecka krąży od:

w jednym akapicie, do morderstw księży w kolejnym. Serio.

PRZYPISY (nie moje)

Jak widzicie, publikacja jest… skąpa. Skąpa i droga, a także piętnująca – ponownie – fantastykę jako gatunek i niszę. Na dodatek jest to publikacja przygotowana zupełnie, zupełnie bez wiedzy na temat a) fantastyki, b) tekstów kultury, c) pisania publikacji, d) korzystania ze źródeł (a nawet xxx-ródeł – bo to, co tu się dzieje, to raczej jeb*anie się ze źródłami).

Bo widzicie, powyższe wyimki mnie rozbawiły – nie pierwszy raz fantastyka jest kozłem ofiarnym tym czarnym kotem, któremu utną ogon i ukręcą łeb, bo czary. Dajcie więcej, fandom wytrzyma (jak zawsze). Dlaczego nie ma żadnej publikacji o antychrześcijańskich motywach w kryminale (całkiem częstych?) Albo w romansie, gdzie księża i zakonnice miewają najróżniejesze role, od erotycznych po czarne charaktery i tępych wsioków? A co z sensacją, thrillerami? No kurde najwyraźniej nic.

Ale to, co mnie zbulwersowało, to przypisy.

Każda poważna praca omawiająca teksty kultury i ich rolę w społeczeństwie winna mieć przypisy czy choćby podane źródła – ba, nawet moje blogaskowe teksty je miewają. Praca pani Magdaleny Liseckiej – przypominam: doktorantki na państwowym uniwersytecie, dla poważnej instytucji państwowej, na poważny temat, za poważne, państwowe pieniądze – także je ma. I to jakie. Te linki są po prostu niesamowite.

  • O serialu Good Omens wspomina w kontekście petycji o jego wycofanie z Netflixa. Petycji błędnej i wyśmianej w internecie (bo producentem serii był Amazon), ale o tym już nie mówi i podlinkowuje ją bez komentarza prostującego.
  • CYTAT z Narrenturmu podaje nie z książki, nie z ebooka. Bierze go z nieistniejącej już podstrony nieistniejącego serwisu mxdoc.com, który służył do „dzielenia się plikami”. Tak, dobrze czytacie – w publikacji budżetówki jest link do pirackiego serwisu od piracenia książek.
  • Fragment recenzji niezwykle popularnego cyklu o inkwizytorze Jacka Piekary wzięła nie z jednej z dziesiątek recenzji różnych portali czy nawet magazynów ani setek blogów wciąż wiszących w sieci. Wybrała blog (?) postawiony najpewniej na domenie z Palau (xD), także już nieistniejący i nie mający żadnego śladu w sieci, który jestem w stanie zlokalizować – co w ogóle każe wątpić w istnienie źródła cytatu.
  • Strony i kadry komiksów nie pochodzą z materiałów wydawców ani nie są zdjęciami autorki. Są z najróżniejszych blogów i artykułów prasowych. Np. strony Likwidatora są po części ze skręcającego mocno w prawo bloga z recenzjami komiksowymi Mezotyda (znanego w komiksowym fandomie), a po części z…
  • A kadry z SinCity pobrano w ogóle z fanowskiej SinCity Wiki.

Ogółem publikacja jest żenująca. To poziom pisania pracy na WOS w II klasie liceum – kiedy jeszcze nie wiesz, że Wikipedia nie jest uznawanym źródłem naukowym. Przypomnę jednak, pani Magdalena jest doktorantką. Musiała napisać licencjat i magisterkę. Mimo to część jej źródeł nie istnieje, część jest wątpliwej jakości, a część jest po prostu śmieszna. Sama publikacja jest napisana bez sensu i celu: nie wiemy, co dokładnie ma udowodnić, jak ma to zrobić, jaki jest klucz doboru tekstów kultury ani czemu one dokładnie służą.

To, co zostało osiągnięte, to po raz kolejny wyciągnięcie chłopca do bicia, czytaj fantastyki, jako świetnego pola poszukiwań wartości sprzecznych z aktualnie obowiązującymi w linii programowej. Zdenerwowałam się – spłyceniem tematu, połebkowością jego ujęcia, brakiem jakiegokolwiek researchu. Po prostu się zdenerwowałam, więc oto rant.

W sumie nie podsumuję tego wpisu, bo on się sam wyjaśnia – wydano bardzo dużo publicznych pieniędzy na gówniane opracowania niespecjalnie istotnego problemu (bo powiedzmy sobie szczerze: jak bardzo prześladowani są chrześcijanie w Polsce?), a przy okazji na zupełnie niepoważny tekst o fantastyce napisany bez najmniejszej znajomości którejkolwiek części tematu. Sami chyba widzicie, jak to wygląda.

Ach, tu macie pełną listę publikacji w projekcie, w tym praca o memach internetowych szkalujących Papieża Polaka oraz kościół w ogóle. A tu jeszcze raz raport NIK, żeby nie zaginął w tekście. Enjoy.

Generalnie pod koniec pisania tego tekstu zorientowałam się, że strona IWS padła i nie da się załadować PDFów. Mam pobrany ten o fantastyce, więc w razie konieczności mogę się podzielić!

Główna grafika tekstu to ilustracja okładkowa Pomniejszych bóstw Terry’ego Pratchetta, rys. Josh Kirby.

3 myśli w temacie “Tu miała być recenzja, ale będzie wpis polityczny, czyli czytam, żebyście wy nie musieli

  1. Człowiek tu zbiera książki, wydaje dobre ponad tysiąc złotych na licencjat (550-650 zł same „Fantastyki” z lat 1981-1989), potem kolejne kilkaset, by się dogrzebać do źródeł magisterkowych, wmusza w siebie te stare fantastyczne książki, które naprawdę ciężko się czyta, by napisać porządne prace dyplomowe… a potem się okazuje, że wystarczy podać linki do nieistniejących stron, by rząd za to zapłacił. xD No pogratulować wszystkim.
    Sprawdziłam źródła, z których czerpałam i w żadnej nikogo takiego jak Lisiecka nie ma, chociaż jakoś tak dziwnie znajome mi się to nazwisko wydaje. Ale może to kwestia jego popularności.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To Lisecka (bez ‚i’, też na początku się pomyliłam :D). Po poprawce już łatwo było coś wyszukać, chociaż wiele o pani nie ma. Teraz pewnie ten wpis będzie dość wysoko w gogole wyskakiwał na jej nazwisko (ups).

      Z czego pisałaś pracę? :3

      Polubienie

      1. Faktycznie, sprawdzę jeszcze! Najpierw pisałam występ do monografię miesięcznika „Fantastyka”, a teraz na obronę czeka „Fantastyczny redaktor Maciej Parowski” – poszłam za ciosem, bo bazą do licencjatu był wywiad z nim właśnie.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s