Muzeum w Lisowicach i Jura Park w Krasiejowie – koniecznie odwiedźcie! [recenzja/relacja?]

Mijający weekend spędziłam z ludźmi z internetu, zwiedzając park dinozaurów i doskonałe, chociaż małe muzeum na Śląsku. Któż by się spodziewał po dorosłej babie, co nie?

Zacznijmy od tego, że Śląsk jest polską mekką paleontologii. Wynika to z prostego faktu – przez większość mezozoiku (czyli ery dinozaurów) Polska w dużej części była pod wodą, jedynie południowe tereny były suche lub okresowo suche (np. jako wyspy), dodatkowo zaowocowało to powstaniem skał osadowych, najlepszych do odkrywania skamieniałości. Żeby było zabawniej, nie odkryto tu jeszcze żadnego na pewno dinozaura – są ich tropy, jest też Smok wawelski, o którego toczy się wielka paleontologiczna kłótnia w kwestii „dinozaur czy nie” (nasi paleontolodzy twierdzą, że owszem), jest też nieco triasowych gadów, które wyglądają jak dinozaury, ale nimi nie są (jak silezaur). W Lisowicach odkryto w 2008 wielkiego synapsyda („gada ssakokształtnego”, powiedzmy), który po dalszych badaniach okazał się taką sensacją, że w 2018/2019 roku trafił na okładkę Science. No ale to nie miejsce i czas na rozpisywanie się o samych znaleziskach – to ma być tekst o wycieczce.

Także w 2008 powstało, dzięki działaniom mieszkańców, w Lisowicach Muzeum Paleontologiczne – nieduże, ale z bardzo ciekawymi okazami. Dzięki wsparciu Unii Europejskiej oraz naszych paleontologów – zwłaszcza, na ile się orientuję, dra Tomasza Suleja i dra Grzegorza Niedźwiedzkiego – placówka naprawdę nieźle się rozwija. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie odwiedzenie jej i obejrzenie na żywo eksponatów, ale wiecie: brak czasu, brak towarzystwa, średni dojazd.

Na szczęście jakiś czas temu mój YouTube’owy, naukowy crush, Dawid Myśliwiec, zamieścił na swoim kanale wideo o Lisowicach właśnie. To była ostatnia kropla przelewająca czarę: napisałam do Paleontologicznego Niecodziennika, z którego autorem jak wiecie całkiem się lubimy, a po jego entuzjastycznym „namówiłaś mnie” – do facebookowej grupy paleontologicznej, gdzie znalazł się kolejny chętny na wyprawę życia (a przynajmniej miesiąca), Michał. Pojechał też z nami mój mąż, którego dinozaury nie grzeją w ogóle, póki nie są z Lego, ale bądźmy szczerzy – przecież nie pojechałabym sama z obcymi chłopami na koniec Polski. Mam resztki instynktu samozachowawczego.

Muzeum jak z obrazka

Do Lisowic dojechaliśmy w sumie z mieszanymi uczuciami. Zwykle tego typu miejsca w malutkich miejscowościach – wiecie, poniżej 1000 mieszkańców – to pachnąca naftaliną, średnio oświetlona sala z zakurzonymi półkami pełnymi kamulców. A tu wiedzieliśmy, że dodatkowo mieści się w piwnicy…

I początek był nieco mylący. Adres Muzeum to jednocześnie gminna biblioteka oraz… siedziba OSP. A przed nią – pomnik zapewne plateozaura (zgadywaliśmy, bo nie było żadnej tabliczki).

Jak wiecie, nie umiem robić zdjęć. Wybaczcie x)

Dalej jednak były zaskoczenia – same miłe. Za rogiem remizy/biblioteki/centrum kulturalnego/siedziby LKS Unia Lisowice pojawiły się tropy – wtopione w chodnik płytki z odciskami dinozaura. Obok była gablota z modelem szkieletu silezaura, kilka tablic informacyjnych – bardzo dobrze przygotowanych. A za kolejnym rogiem, przy wejściu – wielka gablota z modelem młodego smoka. Robiło to naprawdę wrażenie (mąż do dzisiaj się śmieje z tego, jak cała nasza trójka dinofanów prawie wlazła do tej gabloty).

W środku muzeum rzeczywiście było w piwnicy. Musieliśmy poczekać na opiekunkę, która właśnie oprowadzała gości – w tym czasie znowu dostarczyliśmy mojemu mężowi rozrywki, rozpływając się nad muzealnym sklepikiem.

Pani Anna, kustoszka, wypuściła poprzednich zwiedzających i zabrała do środka naszą grupę. I powiem Wam – co to była za wycieczka! Muzeum przekroczyło wszelkie nasze oczekiwania: pięknie wyeksponowane okazy, doświetlone, z opisami, wypreparowane i wyeksponowane tak, żeby dało się zobaczyć każdy detal. W praktycznie 4 salach była masa niesamowitości. W pierwszej sporo tablic o historii geologicznej terenu (pamiętacie, wspomniałam o morzach i wyspach? No właśnie), do tego model celofyza, nieco skamieniałych kości i RYBY. Piękny model znajdowanych w tej okolicy ryb dwudysznych (czyli takich, które mogą oddychać pod wodą zwyczajnie skrzelami, ale mają też opcję oddychania powietrzem atmosferycznym – do dzisiaj żyje kilka gatunków) z ich zębami, ofiarami i nie tylko obok.

Dalej sala z najsłynniejszym okazem – Smokiem wawelski (czy też Smok z Lisowic). Piękna rekonstrukcja szkieletu młodego osobnika, do tego prawdziwe skamieniałości, wypreparowane, w gablotach – żebra, kości udowe, zęby. Był też zapętlony film z historią odkrycia i opisania smoka oraz lisowicii – czyli wspomnianego wielkiego synapsyda. Niesamowite – mimo że to piwnica, więc też dość niewysokie pomieszczenie, wyglądało to o niebo lepiej, niż w naszym biednym, niedofinansowanym Muzeum Ewolucji w Warszawie, mieszczącym się w Pałacu Kultury i Nauki.

Oto my, zwiedzający – kolega z grupy paleontologicznej, wasza uniżona oraz autor Paleontologicznego Niecodziennika przy rekonstrukcji smoka. Autorką tej rzeźby jest artystka Marta Szubert – często wykonująca paleontologiczne cuda, np. słynną rekonstrukcję czaszki Lisowicii bojani.

W salach kolejnych – w sumie jednej, w kształcie zawiniętego U – były m.in. modele gigantycznych płazów znajdowanych w tych okolicach, tropy i skamieniałości Lisowicii bojani – sensacyjnego największego dicynodonta na świecie, wielkości średniego słonia, do tego żyjącego w zupełnie nieodpowiednim czasie – oraz sporo owadów, ryb i piór. Płazy to nie mój konik, ale wyglądały nieźle. Lisowicia z kolei robiła OGROMNE wrażenie. Największe chyba jej kość biodrowa – w sumie kulka kości udowej mieszcząca się w stawie biodrowym. Dawało to do myślenia, jaki to był gigant – i ile pracy weszło w opisanie go.

Ale najbardziej urzekły mnie chyba ryby. Nie widać tego dobrze na zdjęciach, jednak same skamieniałości były niesamowite, a sposób ich wypreparowania to w ogóle sztos. Było widać momentami każdą łuskę, ość, oczodół – nawet różnice kolorów. Coś naprawdę niezwykłego, to trzeba zobaczyć!

Popatrzcie na te detale!!
Zdjęcie Michała Piekarskiego. Moje wyszły okropnie.

Wrażenie robiło też prapióro – zresztą najwyraźniej nie tylko na nas, skoro sami odkrywcy postanowili wyeksponować je w złotej ramie 😉 To naukowo bardzo interesujący, cenny okaz – a także najstarszy potwierdzony na świecie – znaleziony w Kazachstanie w Wielkim Karatau w 1978 roku. Wiem, że trudno to zrozumieć, ale dla mnie zobaczenie tego na żywo było megaeskcytujące.

Po tym zakończyliśmy – prawie – wizytę w Muzeum w Lisowicach. Zwiedzenie tych 4 niedużych sal zajęło nam ładnych 50 minut – ale było warto. I tu dwa słowa o pani Annie, wspomnianej już opiekunce przybytku. Była z nami cały czas – i ciągle o wszystkim nam opowiadała. Jej wiedza o zbiorach, którą zdobyła bezpośrednio od paleontologów pracujących na tych skamieniałościach oraz dzięki własnemu zaangażowaniu i poszukiwaniom, była ogromna. Do każdej tablicy dodawała informacje, o każdym eksponacie potrafiła dokładnie i precyzyjnie opowiedzieć, włącznie z wyjaśnieniami na temat pochodzenia, anegdotami o skamieniałościach znajdowanych wśród mieszkańców, o współpracownikach Muzeum, o paleontologach z zagranicy przyjeżdżających na wycieczki. Słuchanie tego to była czysta przyjemność – pani Ania jest niesamowita. Totalnie zainteresowała nas, starych byków (i jedną jałówkę), a prowadzi też spotkania i zajęcia dla dzieci i nastolatków – kobieta-instytucja! 😀

I niesamowitość kontynuowała się po wyjściu z sal, gdy poprosiła nas o wpisanie się do księgi gości – gdy w tym czasie zareklamowałam Paleontologiczny Niecodziennik (bez presji, kolego :P) i dodaliśmy, że jesteśmy w grupy paleo, dostaliśmy całą paletę papierowych fantów: stratygraficzną mapę, lepszą niż w niejednym podręczniku, biuletyn muzealny o odkryciu i publikacji w Science, oraz publikację Muzeum Ewolucji o Lisowicach – doskonałą i ze świetnymi artykułami paleontologicznymi.

Nasz wpis. Rysował autor Niecodziennika.
Te artykuły ❤
I muzealna ulotka, z którą też wiążą się anegdotki 😉 Możecie zadzwonić w godzinach pracy, pani Ania na pewno porozmawia, jeśli będzie mieć chwilę. I umówicie się na przyjazd!!

Także naprawdę polecam – jeśli będziecie w okolicy: Krasiejowie, Opolu, Katowicach – znajdźcie czas, żeby podjechać i odwiedzić muzeum. Czynne jest popołudniami (15-19, ale sprawdzajcie stronę, a także odwiedźcie, proszę, fanpage’a, też prowadzonego przez panią Anię, bo masa tam ciekawych treści).

Krasiejów welcome to!

Muzeum odwiedziliśmy w czwartek. W piątek pojechaliśmy do Jura Parku w Krasiejowie – popatrzeć na dinozaury, tak po prostu. Zwiedzanie zajęło nam około 3,5h, więc zdecydowanie jest co oglądać.

Park to połączenie rozrywki dla dzieci (karuzele, animacje w kinie, ciuchcia wjeżdżająca do Tunelu Czasu i takie tam) z paroma naprawdę robiącymi wrażenie elementami, także naukowymi/edukacyjnymi. W sumie skupię się bardziej na wrażeniach niż na ścisłości naukowej – tu o wiele lepiej opisze to zapewne Niecodziennik, bo uwierzcie, na żywo chłopak ma niesamowite oko do anatomicznych detali i talent do paleontologicznych anegdot. Polecam, towarzystwo do zwiedzania 10/10.

Największy efekt WOW zrobiło na mnie „Prehistoryczne oceanarium” – to zaciemniony budynek stylizowany na dno morskie/tunel/łódź podwodną, z ekranami, na których wyświetlane są w 3D dość długie, zapętlone animacje podmorskich gadów: wymarłe żółwie, wielkie ichtiozaury (Michał podpowiadał, że były to Shonisaurus sikanniensis), plezjozaury, rekiny. Było to po prostu ładne i osobiście dało mi sporo radości.

Potem wyruszyliśmy na spacer pośród dinozaurów. Ścieżka zwiedzania podzielona jest na okresy mezozoiku: trias, jurę, kredę, z dalszymi podziałami na wczesne/późne. Wzdłuż ścieżki stoją modele różnych gadów, płazów, pterozaurów i oczywiście – dinozaurów (też gady, ale dajmy im specjalne miejsce, ok?). I tu naprawdę można się zdziwić, bo wiele z gatunków wybranych do tej galerii jest nieoczywistych – są oczywiście tyranozaury, triceratopsy, stegozaury czy brachiozaury, ale też o wiele mniej znane, jak te gadziny poniżej czy godzirazaur z głównego zdjęcia na górze wpisu.

Figury były naprawdę ładne, nieźle oddane. Wszystkie, według tablic informacyjnych, zostały wykonane w pracowni Dino Product w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy konsultacjach z paleontologiem doktorem Gerardem Gierlińskim. Ogółem tablice były bardzo dobre – była na nich krótka, ale treściwa notatka o każdym gatunku, z wyszczególnieniem miejsca występowania, trybem życia, okresem istnienia, ciekawostkami o odkryciach, nazwach czy samych zwierzakach, plus rekonstrukcje, a także podani wszyscy twórcy/konsultanci. Jednocześnie były łatwe do zrozumienia dla laika, nawet dla dzieci.

Niektóre z figur były GIGANTYCZNE i można było do nich podejść. Serio!

Model amficeliasa, wielkiego zauropoda należącego do diplodoków – lub będącego diplodokiem (tak, to kolejna awantura paleontolgoiczna 😉 ). Fot. materiały promocyjne Jura Park Krasiejów, Facebook.

Tym, co jednak wywołało u mnie dużo większy entuzjazm (u chłopaków w sumie chyba też) był pawilon paleontologiczny, postawiony na terenie parku przez Uniwersytet Opolski, Instytut Paleontologii. To zadaszony, nowoczesny budynek, oszklony, ale ogółem dość niepozorny – jedynie niepasujący do wystroju Parku.

W środku zaś – niesamowitość. Cały budynek ma szklaną, przejrzystą podłogę, a pod nią: wykopalisko. Doskonale widać piach, skały oraz… skamieniałości. Najprawdziwsze skamieniałości.

Tu akurat prawie bez skamieniałości, za to widać moje trampki.

Pośrodku znajduje się odsłonięta, ogrodzona barierkami część, którą można oglądać bez przeszkody w postaci szkła. Nad tym wiszą plakaty/tablice wyjaśniające, co tu znaleziono (sporo płazów, ale nie tylko). Obok stoi też gablota z rekonstrukcjami metopozaurów, wielkich stereospondyli – uznajmy, że to takie krokodyle świata płazów. Tak, mogłyby zjeść średniego psa.

W odsłoniętej, ogrodzonej części można było zobaczyć naprawdę doskonale zachowane, widoczne skamieniałości. Poniżej po prawej są dwie czaszki zapewne wspomnianego metopozaura, a po lewej – coś, co ja bym nazwała żebrami, ale równie dobrze mogą to być kości długie nie-płaza.

Robi to niesamowite wrażenie.

Część ostatnia – Park Ewolucji Człowieka

W ramach zwiedzania Parku można wstąpić do Parku Nauki i Ewolucji Człowieka, mieszczącego się poza terenem dinoparku (można kupić oddzielnie bilet tylko tam, lub wspólny na oba obiekty). Sam budynek jest piękny, a w środku jest jeszcze lepiej. Całość jest bardzo interaktywna (jest np. „podróż promem przez czas”, gdzie zwiedzający „temponauci” siadają w fotelach przed trójwymiarowym ekranem kina 4D), nowoczesna i z audioprzewodnikiem, który uruchamia się w odpowiednich strefach zwiedzania. Duża część to właśnie scenki rodzajowe z ewolucji człowieka – dioramy, wideo, trójwymiarowe animacje, wszystko opisywane przez lektora. Część mniejsza to „zwykłe” muzeum: najpierw można wejść do preparatorni skamieniałości (zamknięty magazyn pełen okazów jeszcze niegotowych, ale widocznych z daleka na regałach oraz otwarte pomieszczenie pełne gotowych okazów, część pięknie wyeksponowana na ścianach, część jeszcze w gipsie). Dalej jest niebieska sala pełna cudów: doskonale wyeksponowane okazy narzędzi, np. „ewolucja noża” – od zwykłego kamienia, poprzez obsydian, krzemień i szkło, po metal, po współczesne scyzoryki; czaszki różnych gatunków Homo i innych naczelnych w gablotach na ścianie, z opisami i nie tylko, gdzie pięknie widać różnice, ale i podobieństwa anatomiczne; modele czaszek Homo z różnych miejsc globu; rekonstrukcja grobu już z naszych „okolic” czasowych; rekonstrukcja miejsca znalezienia słynnego Ötziego, do tego wytwory kultury i sztuki…

Powiem tak: z paleo punktu widzenia było to dość standardowe i niewiele wiedzy mi wniosło, ale jako doświadczenie było niesamowite. Takie muzea to sztos i chociaż bilety są dość drogie (36 zł), to zdecydowanie warte każdej złotówki.

Podsumowując

Ślicznie dziękuję Michałowi i Paleontologicznemu Niecodziennikowi, że dali się namówić na tę wycieczkę – no i mojemu supermężowi, który dzielnie zniósł wyprawę i nasze entuzjastyczne podejście do kamieni. Sam wyjazd był zdecydowanie wart wysiłku. Muzeum w Lisowicach jest niesamowite, Park Ewolucji to experience, a modele w Krasiejowie są po prostu ładne i miło popatrzeć. Jeśli jesteście dorosłymi ludźmi bez dzieci, możecie nadal jechać w ciemno – ominą was karuzele, kupowanie pluszaków, lody, gofry, szukanie toalet itp., ale nadal będziecie mieli zajęcie.

10/10, jechałabym.

6 myśli w temacie “Muzeum w Lisowicach i Jura Park w Krasiejowie – koniecznie odwiedźcie! [recenzja/relacja?]

  1. Witam Matko Przełożona
    Byłem w Krasiejowie 5 dni temu. Pawilon ewolucji człowieka – 👍👍👍. Ścieżka prezentująca nie tylko dinozaury kapitalna, może poza dziećmi bujającymi się na dimetrodonie. Milusia była lisowicia. I pawilon ze skamieniałościami temnospondyli. Jestem fanem dużych płazów i ich ewolucji. Notka zachęciła mnie jeszcze bardziej do odwiedzenia Lisowic i Owadowa-Brzezinki.
    Serdecznie pozdrawiam
    Cyklotozaur

    Polubienie

    1. Cieszę się, że byłeś i że Ci się podobało ❤

      Co do dzieci i dimetrodona – cóż, to jednak też obiekty dla rodzin i dzieciaków, a takie obrazki i zabawy są dla nich atrakcyjne. Trzeba przełknąć tę pigułę i cieszyć się resztą 🙂

      Polubienie

  2. 😁 Nie żebym i ja się nie pobujał. I dziękuję za polecenie Uncanny z dinozaurami. Po tym numerze kupiłem wcześniejsze i zaprenumerowałem. Kolejny po Clarkeworld, Lightspeed i Fantasy-Magazin.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Też bylam w Krasiejowie dosłownie parę dni temu, i też jestem starą babą wychowaną na fantastyce i mającą hopla na punkcie dinozaurów, a moim największym sukcesem wychowawczym jest zaszczepienie głębokiej miłości do smoków własnej córce – jakbyście się kiedyś wybierali w jakieś dziwne dinomiejsce, weźcie też mnie! 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s