Japońskie pornokomiksy, czyli 2003 dzwoni i pyta, czy pani z gazety się nie zgubiła [MYŚLI LUZEM]

Od Wigilii wielkie tournée po Facebooku robi artykuł z regionalnego magazyny Słowo Regionu ze Strzelina. Tekst zatytułowano Anime – magia, seks i przemoc, a nie gra dla dzieci i młodzieży.

Yup, dobrze czytacie – na tapet wzięto nieszczęsne anime, ponownie sugerując, że to rozrywka dla zboczeńców i już w tytule robiąc błąd merytoryczny. Fani M&A są w sumie przyzwyczajeni, jakkolwiek osobiście byłam przekonana, że już jakoś od dekady mamy z tym spokój.

Co jednak znowu niepokojące, autorką artykułu jest pani Elżbieta Kasprzyszak – radna Strzelina, dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, z wykształcenia, jeśli mnie Google nie myli, mgr psycholog/pedagog. A to o tyle martwi, że źle by było, gdyby nastolatek został potraktowany przez panią psycholog lub jej pracowników nieodpowiednio, bo ogląda na Netflixie Seven Deadly Sins czy kupuje mangę typu Bestia z ławki obok.

Od razu powiem, że ta notka jest bardziej skierowana do rodziców, którzy nie wiedzą, co zrobić z dzieckiem chcącym czytać mangę i oglądać anime, a trafią przypadkiem na mojego bloga – nie jest to próba pojechania po autorce tekstu. I nie, nie jestem nastolatką zapatrzoną w japońskie bajki, a dorosłą, trzydziestokilkuletnią kobietą z wykształceniem humanistycznym z naciskiem na sprawdzanie informacji i interpretację kultury 😛

Po kolei jednak. Oto problematyczny tekst. Jeśli nie możecie rozczytać, otwórzcie go w nowej karcie, grafika ma w podstawie prawie 1100 px i powinna być czytelna.

Oryginalną wrzutkę prawdopodobnie zapodał ten chłopak, ale nie mam pewności.

Lektura tekstu ze Słowa Regionu przypomina nieodparcie słynne materiały z Uwagi w TVN w 2003, gdzie uznano, że Dragon Ball to komiks pedofilski, a ilustrowano to dając tomik do przeglądania przedszkolakom na placu zabaw. Tu widzimy podobny proces, jednak po części przynajmniej wynika on z faktu, że pani Kasprzyszak po prostu nie wie, o czym pisze: nie zna się na anime, nie czyta mang, a informacje znajdowane w internecie często mogą wieść na manowce. Część błędów jest więc nieunikniona.

Autorka dobrze zauważyła, że w okresie okołowojennym krótkie animacje (czyli z japońska anime) służyły celom propagandowym i były nacechowane nacjonalistyczne. Dalej jednak mamy pewne fikołki, bo wędrujemy prosto do Disneya (jako opozycji do anime) i do późniejszych japońskich animacji, w których „przedstawiana była magia, świat fantazji, zdolności nadprzyrodzone oraz przemoc i zafascynowanie seksualnością”. Bardzo brzydka jest konkluzja kolejnego akapitu, w którym pani Kasprzyszak zdaje się twierdzić, że to oraz brak szacunku do kobiet, dzieci i samego siebie to taka cecha kulturowa w azjatyckiej estetyce – co jest z jednej strony ogromnie spłycone, z drugiej nieprawdziwe, a z trzeciej po prostu rasistowskie. O tych kwestiach niejednokrotnie pisali ludzie znacznie ode mnie mądrzejsi, japoniści, sinologiści, kulturoznawcy wszelkiej maści, więc warto poszukać ich tekstów na ten temat. Ja mogę podrzucić kilka: tu, tu i tu.

Dalej autorka stara się zanalizować postaci w anime i mandze, podkreślając z jednej strony nienaturalność ich wyglądu, z drugiej – to, że kobiety i dziewczęta są często przeseksualizowane, wyzywające oraz – jednocześnie – infantylne. Tu warto się na chwilę zatrzymać i podkreślić jedną rzecz: są bardzo różne anime i mangi, skierowane do różnych grup odbiorców, i w części z nich to, co napisała pani Elżbieta ma zastosowanie. Problemem jest jednak to, że w znaczącej części zastosowania nie ma.

Jeśli jesteś opiekunem młodej osoby, która chce kupić mangę i boisz się, że trafi na taką pełną przemocy, golizny i nieodpowiednich treści, musisz poświęcić chwilę i zerknąć, do jakich gatunków zalicza je polski wydawca. Takie jak ecchi, yaoi, hentai (to ostatnie autorka tekstu określiła jako „zboczeniec” oraz „Dark Love”, a w rzeczywistości jest to po prostu kreskówką/komiksem porno) – powinieneś czy powinnaś raczej odrzucić, bo w nich właśnie najczęściej zawarte są treści seksualne. Ale przykładowo jeśli tytuł oznaczony jest jako shoujo – to (upraszczając oczywiście) zwykle słodkie opowieści dla dziewcząt, o pierwszych miłościach i szkolnym czy nastoletnim życiu. Mangi i anime oznaczone jako shounen są najczęściej tytułami akcji, w których młodzi bohaterowie walczą o pierwsze miejsca w zawodach, ratują świat, szukają skarbów, zdobywają magiczne laury itp. Mamy tu trochę przemocy (w końcu to walki o dobro świata albo pojedynki o trofea) i nieco dziewcząt w miniówkach plus okazjonalne dowcipy o kupie, ale to by było na tyle. Nic gorszego, niż twoje dziecko zobaczy w losowym wydaniu Teleexpresu w TVP czy dowolnym Fakcie dostępnym w każdym kiosku.

Tu wtręt: niedawno na jednej z facebookowych grup mangowych pojawiła się kobieta, która ni cholery nie wiedziała nic o mandze, a której syn poprosił pod choinkę o serię Naruto. Pani poświęciła czas na znalezienie grupy, rozmowę z mangowcami w różnym wieku i dowiedzenie się, o czym seria jest, jak wygląda i gdzie ją najwygodniej zamówić. Polecam ten styl życia!

Generalnie: czytanie mangi i oglądanie anime nie szkodzi. Szkodzić może zły dobór tytułów, brak kontroli nad tym, do czego może mieć dostęp dziecko oraz brak rozmowy. Filmy studia Ghibli, takie jak nagrodzony Oscarem Spirited Away: W krainie Bogów, Mój sąsiad Totoro czy Ponyo to cudowne bajki dla całej rodziny, pełne magii, barw i emocji oraz mocno osadzone w japońskich legendach i baśniach – ale sama pamiętam, jak małe dzieci wychodziły z kina z wyciem, gdy rodzice zabrali je na inną produkcję Ghibli, Księżniczkę Mononoke: dużo mroczniejszą, przeznaczoną dla starszego widza opowieść osadzoną w japońskiej demonologii, czego już opiekunowie nie sprawdzili. Liczne seriale, takie jak niegdyś dostępna na Polsacie Czarodziejka z Księżyca czy teraz na Netflixie Marcowy lew i Card Captor Sakura, to sympatyczne opowieści o odnajdywaniu siebie, przyjaźni, miłości i poświęceniu, których jedyną winą są być może krótkie spódniczki bohaterek – dziesięciolatkowie mogą je spokojnie oglądać. Z kolei Devilman Crybaby czy Neon Genesis Evangelion są już przeznaczone dla starszego odbiorcy: jedno zawiera sceny seksu i przemocy, drugie porusza silnie i nietypowo kwestie religii oraz problemów psychologicznych… oraz mamy tu dość krwawe walki z potworami.

Rodzajów historii jest, jak widać, multum. Są te dla dorosłych – od erotyki (jak hentai i ecchi), poprzez thrillery i cyberpunka, po romanse. Jest masa tytułów dla nastolatków, od superbohaterskich po słodkie historie miłosne. Są też te dla małych dzieci, jakkolwiek w Polsce prawie się ich nie wydaje w formie komiksowej (tu ciekawostka: Muminki i Pszczółka Maja to też anime prosto z Japonii!). Są tytuły z powodzeniem konkurujące z najlepszymi serialami zachodnimi: Fullmetal Alchemist, Cowboy Bebop, One Piece. Są takie, które wypełniają lukę w treściach dla nastolatków, pełne akcji, przygód, podkreślające wartość przyjaźni, samostanowienia o sobie, szacunku i konsekwencji, jak popularne Noragami czy słodkie Sweetness and Lightning o przyjaźni osieroconej dziewczynki i jej ojca z nastolatką pomagającą rodzinie w prowadzeniu restauracji. Są też czysto rozrywkowe, pełne nawalanek na miecze i walk z goblinami. Nie demonizujcie całego medium, bo jest przebogate – zainteresujcie się tym, po co sięga dziecko i nastolatek, obejrzyjcie z nim pierwszy odcinek czy dwa, przejrzyjcie pierwsze rozdziały komiksu.

Żeby nie skończyło się jak tu x)

Także Słowo Regionu oraz pani Elżbieta mocno popłynęli w tym tekście. Trudno powiedzieć, czy to redaktor chciał sensacji, czy może autorka nie miała czasu chociażby porozmawiać via Facebook z osobami z kręgu fanów mangi i anime i poczytać Wikipedii, ale wyszło jak wyszło. Powtarzam więc, drodzy rodzice: research, research i rozmowa, tylko to was uratuje 😉

Kolejne straszne anime z męskimi bohaterkami w przeseksualizowanych strojach – Twoje kwietniowe kłamstwo 😉 W Polsce mangę wydaje Studio JG.

Rysunek główny: screen z anime Cowboy Bebop

6 myśli w temacie “Japońskie pornokomiksy, czyli 2003 dzwoni i pyta, czy pani z gazety się nie zgubiła [MYŚLI LUZEM]

  1. >Także Słowo Regionu oraz pani Elżbieta mocno popłynęli w tym tekście<
    Tak że.

    Także = też, również.
    Tak że = więc, zatem, czyli.

    Co do meritum: pisarczyk szukający sensacji + ignorantka. I co tu więcej komentować… To tak, jakby zaczęli apelować: nie pokazujcie dzieciom filmów, bo to sama pornografia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s