E-manga w Polsce: tym razem YattaReader [w sumie recenzja]

Rynek komiksu elektronicznego w Polsce prawie nie istnieje. Wyjątkiem są mangi – tu wydawnictwa kombinują od lat, oferując różne formy elektronicznego czytania. Najświeższa to aplikacja YattaReader od Studia JG.

Wcześniejsze próby należały do wydawnictw J.P.Fantastica (mocno nieudana moim zdaniem) i Waneko (dużo lepsza, ale przez ograniczenia użytej platformy również niezbyt popularna). Opisałam je – skupiając się na Waneko – w artykule na Poltergeiście, do lektury którego zachęcam.

Studio JG poszło w innym kierunku niż poprzednicy: skonstruowało aplikację na urządzenia mobilne. Oczywiście, że musiałam wypróbować – jestem fanką komiksów elektronicznych, zwłaszcza w przypadku tytułów takich jak mangi, które zajmują generalnie bardzo dużo miejsca, a w jeśli nie podpasują, są trudne do sprzedania za rozsądną cenę.

Ale do rzeczy.

Żeby skorzystać z appki, musicie założyć konto w Yatta.pl – sklepie Studia JG – lub w samej appce po jej pobraniu. Jest to o tyle wygodne, że logowanie oznacza, że można pobrać aplikację na telefon i tablet i korzystać z niej naprzemiennie na obu urządzeniach. Dla porządku zaznaczę, że korzystam z appki na telefonie – Xiaomi.

Ok, więc jak korzysta się z YattaReadera? Otóż – zadziwiająco prosto. Aplikacja jest nieskomplikowana: po zalogowaniu widzimy ekran z dostępnymi w niej mangami plus bannerek na górze. W prawym górnym rogu widzicie też „hamburger menu” – po rozwinięciu mamy dostęp do swoich ustawień i biblioteki kupionych tytułów.

W tym momencie w aplikacji dostępnych jest 20 tytułów w różnym stopniu „zapełnienia” – np. 5 cm na sekundę jest w całości (dwa tomy), Bestia z ławki obok podobnie (tu aż 13 tomów), z kolei takie tytuły jak Servamp czy Spice & Wolf są udostępnione tylko częściowo (ale, jak obiecuje wydawca, będą na platformie w całości). Inne, jak Seven Deadly Sins, są mniej więcej równo z polskim wydaniem.

W appce dokładnie znajdziemy następujące mangi:

  • 5 cm na sekundę
  • Aijin
  • Bakemonogatari
  • Bestia z ławki obok
  • Dziewczynka w krainie przeklętych
  • Fairy Tail
  • Fire Punch
  • Hetalia World Stars
  • Jak leczyć magiczne stworzenia
  • No. 6
  • Noragami
  • Oblubienica czarnoksiężnika
  • Ogród słów
  • Overlord
  • Servamp
  • Seven Deadly Sins
  • Sherlock
  • Spice & Wolf
  • Twoje imię.
  • Twoje kwietniowe kłamstwo

Jest więc spory rozstrzał i wybór, co bardzo mnie cieszy. Tak samo doskonale, że JG udostępnia aktualne tytuły, nie tylko starsze.

Po wybraniu interesującej nas mangi, widzimy ekran z wyborem tomów, a dalej – z opisem mangi i opcjami zakupu lub pobrania dema.

Opcja z pobraniem dema jest moim zdaniem super – jeśli nie znam danego tytułu, mogę sobie spokojnie przejrzeć pierwsze kilkanaście-kilkadziesiąt stron. Od razu powiem, że w przypadku Waneko też mamy tę opcję.

Mamy na dobrą sprawę dwie opcje płatności: PayPal i przelew. Z PayPala nie korzystam, więc używam przelewu – co jest o tyle niewygodne, że dokonuję go, jakby nie patrzeć z telefonu lub telefonem potwierdzam. Wymaga to nieco manewrowania i kombinacji. Szkoda, że nie można podłączyć karty – co umożliwiałoby automatyczne płatności, jak np. na Amazonie czy Google Play, albo oddzielnie doładować konta Yatta.

Właśnie, konto Yatta – na poniższym screenie widzicie, że moim kanałem płatności jest właśnie ono. Przy zakupie mangi można przy okazji doładować to konto dodatkową kwotą. Niestety, nie znalazłam opcji innego doładowania przez appkę, więc możliwe jest tylko wtedy. To też moim zdaniem dość niewygodne. Może w kolejnych aktualizacjach zostanie zmienione? Kto wie.

Edycja: Od twórców aplikacji dostałam na Facebooku dodatkową informację, że na iOS jest opcja płatności tylko przez inAppPayment, bo iOS nie pozwala na inne formy płatności, co z kolei miało swoje reperkusje w wersji androidowej. Na stronie Readera oraz na Yatta.pl można w profilu doładować swoje konto przy użyciu PayPala i szybkiego przelewu/Bliku (czyli tak, jak robię to ja). Lada moment pojawią się też karty przedpłacone. [01-06-2020]

Po zakupieniu tytułu pojawia się on w naszej bibliotece i możemy skorzystać z trzech opcji: pobrania w low quality, high quality i czytania online. Jak widać poniżej, różnią się mocno rozmiarem – na telefonie pobieram LQ i wygląda idealnie, więc to polecam. Opcja czytania bez pobierania mi nie odpowiada – strony często ładują się dość powoli. Oczywiście gdy nie ma miejsca na telefonie, jest niezastąpiona. Tu też zaznaczę, że pliki po przeczytaniu można łatwo usunąć z poziomu appki, a potem pobrać je ponownie, jeśli się chce.

Ok, co dalej? Pobieramy i czytamy. Jak widać, wygląda to ok. Strony zmieniamy przyciskami, które domyślnie wyświetlają się w prawym, dolnym rogu strony i po szybkim przyzwyczajeniu się są dość wygodne. Można też ustawić ich przezroczystość plus szybko znikają, gdy zabierzemy z nich palec – dlatego nie widzicie ich na screenie. Czytamy jak papierową mangę: od prawej do lewej.

Screen z mangi Dziewczynka w krainie przeklętych. Polecam!

Do tego mamy jeszcze nasze krótkie menu, z którego najczęściej wybierać będziemy Bibliotekę i Ustawienia:

Jak widać, appka jest superprosta w użyciu. Problemy, poza płatnościami, sprawiać może przyzwyczajenie się do trybu wychodzenia z tomików (strzałka w tył przenosi nas do ekranu głównego) i momentami pojawiają się problemy z logowaniem. Korzystam z YattaReadera kilka miesięcy i w tym czasie wylogowało mnie trzy razy, z czego raz nie mogłam się zalogować ponownie przez kilka dni.

Jak więc ogólne wrażenia? Z mojego punktu widzenia bardzo pozytywne. Mogę sięgnąć po tytuły, których normalnie bym nie kupiła, bo brak mi zwyczajnie miejsca, a chętnie bym się przy nich odmóżdżyła (jak Fire Punch czy Servamp) albo które chciałam wypróbować, ale nie byłam przekonana (jak Dziewczynka). Funkcjonalność jest naprawdę niezła, jakość plików – bardzo dobra. Poza wspomnianymi wyżej uwagami co do płatności, logowania czy nie do końca intuicyjnych powrotów do menu, jest spoko. Na dodatek, z tego, co mówi Studio JG, możliwe, że pojawią się w appce tytuły innych wydawnictw, o ile rozmowy pójdą pomyślnie – co byłoby już w ogóle bombowe, jakkolwiek niezbyt wierzę w taki obrót spraw.

Jeszcze jedna rzecz, która wiele osób zapewne interesuje i może być punktem spornym: cena mang. W YattaReaderze tomiki są tańsze niż papierowe, ale nie spektakularnie. Przykładowo wyżej widzieliście Bestię za 15,64 pln, podczas gdy wersja papierowa kosztuje (okładkowo) 22,90 pln – mamy ~7 złotych różnicy między ceną bez obniżki a appką. To ceny większości mang w appce, są jednak wyjątki – np. Twoje imię. elektronicznie kosztuje 17,07, papierowo 24,99 pln (różnica 8 złotych), a Fairy Tail – 13,60 pln, gdy papierowo 22,90 pln (różnica prawie 10 złotych).

Czy to dużo? Zależy, kogo zapytamy. Wielu czytelników, podobnie jak przy ebookach, podnosi temat „fizyczności”: z jednej strony chcą czuć, że płacą za coś stałego i fizycznego, z drugiej chcą mieć możliwość odsprzedania tego dalej. Dla mnie ta różnica w cenie jest wystarczająca, by sięgnąć po mangę elektroniczną (tak samo jak w przypadku Waneko, które ostatnio wprowadziło mnie w euforię wypuszczając online Promised Neverland). Jak wspomniałam, mangi często są długimi seriami. Nie każdy i nie zawsze ma możliwość znalezienia miejsca na 5-10-15 tomów kolejnego tytułu (ja nie mam i nie chcę specjalnie szukać). Dodatkowo nie każdy tytuł chcę mieć „na zawsze” i eksponować – a sprzedawanie mang jest dość mało intratnym biznesem. Nawet gdy kupimy po niższej niż okładkowa cenie (yay, promocje), czyli za 18-20 pln, to sprzedanie za więcej niż 10 pln za tomik jest trudne i czasami wymaga gimnastyki. A na pewno mi się nie chce – za stara jestem, żeby targować się z potencjalnym kupującym o 2 zł czy „ale weź daj wysyłkę za darmo” na grupkach facebookowych. Mój czas warty jest więcej niż te 20 pln, które odzyskam sprzedając tomik czegoś, czego nie chcę trzymać.

Ogółem więc jestem z YattaReadera bardzo zadowolona, chociaż widzę pole do poprawy. Zdecydowanie jest przyjaźniejszy w użyciu niż sklep Google, z którego korzysta Waneko (rozumiem wymogi licencyjne i problemy technologiczne, ale mogę marudzić, prawda?). Jeśli chcecie wypróbować komiksy elektroniczne, to ta appka jest dobrym startem: łatwa w użyciu, nie ma bugów, które bym wyłapała, spory wybór tytułów. Osobiście będę korzystać dalej 🙂

5 myśli w temacie “E-manga w Polsce: tym razem YattaReader [w sumie recenzja]

  1. Nie zdecydowałam się spróbować ze względu na niewielki wybór mang. Żałuję też, że trzeba płacić za każdy tomik, zamiast wykupić sobie abonament, jak np. na Legimi. Zobaczymy, w jakim kierunku się rozwiną, może kiedyś się zdecyduję.

    Polubienie

    1. Myślę, że abonament tu nie byłby opłacalny ani dla wydawcy, ani dla autora, ani dla japońskiego właściciela licencji. Co innego, gdyby – jak w przypadku aplikacji Shonen Jumpa czy Kodanshy – mangi ukazywały się co tydzień-dwa po jednym rozdziale, wtedy abonament jest bardziej logiczny z biznesowego punktu widzenia.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Na Facebooku odpisał na tekst twórca appki i jednocześnie papa JG 😉

      „Co do takiej a nie innej formy dostępu do treści (płatność za tomik a nie subskrypcja) – było by to nie do pogodzenia z licencjodawcami i autorami mang. Gdybyśmy mieli rynek pokroju USA to może… a w Polsce? Nie ma szans.”

      Polubione przez 1 osoba

      1. Przypuszczam, że to jednak zbyt mały rynek na takie rozwiązania, a szkoda, bo już chyba faktycznie wolałabym takie pojedyncze rozdziały na subskrypcji. Choć wszystko zależy tak naprawdę od ceny.
        Sam pomysł jest ciekawy, na pewno będę obserwować jego rozwój. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s