Jim Butcher „Akta Dresdena #1. Front burzowy”, czyli miało być tak pięknie [recenzja]

Po długim, długim odkładaniu siadłam w końcu do polecanej mi przez wielu znajomych serii – Akt Dresdena. Muszę przyznać, że spodziewałam się po niej jednak nieco więcej.

Bo tak: mamy duży fanbase tego cyklu. Mamy liczne, bardzo entuzjastyczne recenzje. Mamy cykl komiksów na podstawie serii, mamy krótki serial telewizyjny, grę planszową, system RPG. Same Akta w tym roku dobiją do 17 tomów. Dość powiedzieć, że wygląda to jak bardzo popularne, nieźle napisane urban fantasy i miałam dość wysokie oczekiwania.

I chyba te właśnie oczekiwania mnie tu zmyliły. Front burzowy to przyjemna książka, ale nie wybitna. Przerabia sporo klasycznych motywów zarówno z estetyki urban fantasy, jak i kryminału noir, nie braknie też humoru, jednak nie zachwyciła mnie. No bo tak…

front burzowy dresden

Wymęczony życiem, ledwo wiążący koniec z końcem prywatny detektyw to motyw znany doskonale i wyklepany z każdej strony od czasów Sokoła maltańskiego. Nie znaczy to, że słaby – bo można nim dobrze grać i w sumie nieźle sprawdza się w klimatach urban fantasy. Butcher zrobił ze swojego detektywa zblazowanego maga, który współpracuje z policją przy co bardziej nietypowych zbrodniach oraz rozwiązuje zagadki związane z być-może-czymś-nadprzyrodzonym. Ok, to też już widzieliśmy – weźmy chociażby cykl o detektywie Garrecie Glena Cooka (gdzie sytuacja jest niejako odwrotna: Garret to człowiek w świecie magii) czy Johna Constantine’a z Hellblazera. Harry Dresden to nadal postać, która zdaje się sporo w sobie kryć (dosłownie i w przenośni – Jim Butcher dość bezpośrednio wyłożył nam, że w przeszłości naszego maga znajdziemy interesujące sekrety), ale nie wybitna czy trafiająca prosto w czytelnicze serduszko.

just ok

Sama powieść też nie zrobiła na mnie wyjątkowego wrażenia. Zagadka makabrycznych morderstw jest dość ciekawa, akcja poprowadzona całkiem wciągająco, a typowa dla pierwszych tomów serii ekspozycja ograniczona – dzięki bogu i partii – do minimum. Postaci są wprowadzane bezboleśnie, zarys świata przedstawionego też. I tu mój zarzut: jest jak najbardziej poprawnie. Nie tego się spodziewałam po tak zachwalanej serii.

Może to wina nie tylko wygórowanych oczekiwań, ale też faktu, że Front burzowy to zasadniczo pierwsza książka Butchera, o ile Wikipedia mi nie kłamie. Zapewne kilka tomów dalej warsztat ma lepszy, całość jest bardziej porywająca i znajdzie się w akcji coś więcej, niż fajny, przerośnięty kot, żeby utrzymać moją sympatię do Akt Dresdena. Problem jest jednak taki, że po tym pierwszym – całkowicie w porządku przecież – tomie nie mam specjalnej motywacji, by po kolejne sięgać. Było miło, stanowczo milej niż przy Na psa urok Kevina Hearne’a czy Dziewczynie z Dzielnicy Cudów Anety Jadowskiej, ale nie tak dobrze, jak przy cyklu o Kate Daniels Ilony Andrews czy Patrolach Siergieja Łukjanienko. Możliwe, że kupię kolejny tom, jeśli zabraknie mi urban fantasy na czytniku, i może wtedy też przekonam się do cyklu, ale na ten moment – raczej poczytam co innego.

average

13 myśli w temacie “Jim Butcher „Akta Dresdena #1. Front burzowy”, czyli miało być tak pięknie [recenzja]

  1. Nawet po to nie sięgnąłem – serial mnie wynudził i porzuciłem po paru odcinkach, więc książki sobie odpuściłem (chociaż Butchera „Wiatrogon aeronauty” przeczytałem z przyjemnością). Natomiast z urban fantasy mogę polecić wydawany też przez Maga cykl Kate Griffin „Matthew Swift” (tom 1: „Szaleństwo aniołów”).

    Polubione przez 1 osoba

      1. Wiatrogon jest lekki, przyjemny, z akcją w interesującej scenografii. Szkoda, że Butcher porzucił ten cykl – chyba porzucił, bo Wiatrogon wyszedł pięć lat temu i od tej pory cisza, kontynuacji ani widu, ani słychu.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Wieść gminna niesie, że Wiatrogon powstał, ponieważ wydawca nie pozwolił do Dresdena dorzucić gadających kotów. I nie spodziewałabym się, że porzucił, Bucther pisał kolejną powięść ze świata Dresdena – i wyszły mu dwie ;D

          Polubienie

  2. I znów się zgadzamy. „Front burzowy” czytałam tak dawno, że właściwie nic z niego nie pamiętam. Przypomniał mi się ostatnio tylko dlatego, że sięgnęłam po „Rzeki Londynu” Bena Aaronovitcha – również urban fantasy z magiem-policjantem w roli głównego bohatera. No i klops, bo strasznie ciężko było mi przebrnąć przez tę książkę i nawet nie byłam w stanie określić dlaczego. Jedyne, co mogłam o niej powiedzieć to to, że jest poprawna pod każdym względem. I wtedy pokojarzyłam, że w podobnej tematyce już bardziej spodobał mi się „Front burzowy”. Też nie było to nic wybitnego, ale przynajmniej pozostawiło po sobie mgliście pozytywne wspomnienie (niewystarczające jednak, by sięgnąć po kolejne tomy). Tak że ten… może jak nabędę czytnik i abonament na Legimi w bliżej nieokreślonej przyszłości, to się zdecyduję.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Książki, z tego, co kojarzę, mają dobre opinie, tyle że dla mnie „Rzeki Londynu” były po prostu meh. I nawet nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Ja przez tę książkę właściwie brnęłam, niemal że pod przymusem dwóch kolejnych stojących na półce (nie sięgnęłam po nie). Napisane są w gruncie rzeczy poprawnie, jakoś tam skonstruowanych bohaterów mają, fabuła sobie powolutku biegnie do przodu, ale efektu wow nie było. Właściwie żadnego efektu nie było, tak bardzo meh mi się ta książka wydała. 4/10.
        Ale pomyśl sobie, że po takiej opinii, twoje oczekiwania będą na tyle niskie, że może książka przyjemnie cię zaskoczy 😀

        Polubione przez 1 osoba

  3. Ja przeczytałam dwie części i podobały mi się, ale tak nie żeby tę serię czytać książka za książką, aż tak to jednak fajnie nie było. Jednak po kolejne części może w przyszłości sięgnę. W moim przypadku zdecydowanie bardziej podobały mi się Kroniki Żelaznego Druida.

    Polubione przez 1 osoba

  4. O widzisz, a dla mnie Harry to ten bohater, który trafia prosto do czytelniczego serduszka 😉 i tak, pierwsze trzy tomy są fajne, ale IMO widać po nich, że autor jeszcze nie bardzo wiedział, dokąd ta historia ma zmierzać, dopiero później klaruje się fabuła na poziomie meta i robi się ciekawiej. W każdym razie, jeśli masz Legimi, to tam są chyba wszystkie tomy, jakbyś miała ochotę to jednak zachęcam (a serialu nie polecam, jest cienki jak dupa węża).

    Polubione przez 1 osoba

  5. Otrzymałem swego czasu dwa pierwsze tomy w ramach jakichś recenzenckich spadków, przeczytałem… i tyle. Nie kusi mnie wielce, by następne sięgać i to mimo mej słabości do długich serii. Przypominam sobie mgliście, że główny bohater mnie z kolei nieco odstręczał, ale nie pamiętam już dokładnie, jak ani czym.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s