Dobre złe książki, czyli syndrom sztokholmski [Myśli Luzem]

Dawno temu trafiłam na esej George’a Orwella o tytule tyleż prostym, co wymownym: Good Bad Books. Wielki twórca pisze w nim o wartości książek, które do miana literatury (tej wyższej tudzież pięknej) nie pretendują, ale niosą ze sobą wiele dobra na innym, nieartystycznym poziomie.

Orwell oficjalnie zauważył to, na co później zwracało uwagę wielu publicystów i literatów: książka jako taka nie musi być wielką literaturą. Jest cała gama dobrych złych książek, które nie pretendują do miana Litratury przez wielkie L: poruszającej, wymagającej, artystycznej. Są autorzy, którzy wykonują doskonałą pracę rzemieślniczą, często nawet na granicy L wielkiego i małego, ale pozostają w kręgu literatury niskiej, gazetowej wręcz, pisanej ku chwale rozrywki. Jest też grono autorów, którzy do poziomu rzemieślnika nie dorastają, ba, nawet jakby podskoczyli, to by nie dosięgli – a mimo to są czytani i wyjątkowo popularni. To literatura po prostu zła, przed którą chyba nie ma ucieczki.

not-good

Nie ukrywam – przed wami też – że czytam w dużej części właśnie taką „średnią” literaturę. Powiem więcej: uwielbiam dobre złe książki. Często bywają wspaniałe, trafiają prosto w serce i mówią językiem, który rozumiem najlepiej. Nie ma nic lepszego na podróż pociągiem, niż tomiszcze Metra 2033, a w wannie doskonale sprawdza się dowolna powieść Ilony Andrews. Ale jestem też niebezpiecznie podatna na książki źle-złe: te, w których motywy są tak wtórne, że zjadają własny ogon, język kuleje, a mózg paruje od poziomu durnoty. To taki literacki fast food, książki, których nie pamiętasz i które nie wnoszą do twojego życia nic – ale jak już zaczniesz, to nie potrafisz przestać czytać, z różnych powodów. No po prostu nie możesz, koniec, kropka, to jak czarna dziura albo syndrom sztokholmski.

laugh_sad
Przestałabym czytać, ale książka mi nie pozwala.

Z jednej strony weźmy na przykład moją ostatnią „lekturę specjalną”: Wolf’s BaneTa książka na poziomie literackim nie wniosła do mojego życia dosłownie nic. Wspomniałam w recenzji o interesujących motywach – owszem, to największa (jedyna?) wartość dodana tej pozycji. Ale! Była tak źle napisana pod względem stylistycznym i logicznym, że brnęłam do przodu, z fascynacją wypatrując kolejnego lapsusa i zastanawiając się, czy autorce uda się popełnić coś gorszego niż ostatni akapit. I zwykle nie zawodziła! Podobnie autorka A Kingdom of Exilesnad którym pastwiłam się na pocztątku roku. To przykład tej fascynacji brzydotą, która granice kampowego kiczu przekroczyła dawno temu. I mówię to z perspektywy wiernej czytelniczki bardzo dziwnych grup i forów – takie treści mogą dać przedziwną satysfakcję!

yesitis

Dalej mamy pozycje takie, jak Przejście Justina Cronina, teraz wyjątkowo modne, bo ekranizowane. Ta książka zawiodła mnie na całej linii, ale w przedziwny sposób pociągało mnie wyszukiwanie w niej potworków warsztatowych – złych zdań dodatkowo źle przetłumaczonych – takich jak Lacey czekała. Po tylu latach pięć minut wydawało się krótką chwilą, bo faktycznie tak było? Podpowiem wam: sporo. To było jak zabawa w kotka i myszkę: czy uda mi się złapać je wszystkie?

Niewysłowioną radość daje mi też lektura ksiażek Sarah J. Maas – książek na pozór raczej słabych, opartych na prostych założeniach, utartym schemacie faularnym, romansie i romantycznych bohaterach (wróżkach, elfach, baśniowych archetypach). W domu po cichutku czytam kolejne części Dworów, bo obok irytująco ślicznych fae, mrocznych sekretów czy innych melodramatów w tych powieściach autorka przemyca ogrom treści obyczajowych. Z fascynacją obserwowałam, jak przez cztery tomy główna bohaterka zmienia się z Typowej Heroiny YA w autonomiczną postać z własnym zdaniem i stylem.  Z zacięciem wertowałam najnowszy Dwór szronu  blasku gwiazd, w którym bohaterowie nie robią nic specjalnego: po wygranej wojnie usiłują poradzić sobie z koszmarami i przygotować się do ichniego odpowiednika Gwiazdki. Kupują prezenty, gotują, podróżują. Nadal daję się złapać na ten lep – to przyjemność podszyta nieco winą, bo wiem, że nie jest to poziom Gombrowicza albo Strugackich, ale któż z nas odmawia sobie czytelniczych radości?

ourstories.png
Randomowy komiks z internetu – ku chwale radości z czytania!

Dalej mamy szeregi i kolejki autobusowych czytadeł, książek pokroju Czarnego Księcia czy Nie oddam dzieci Katarzyny Michalak. Sama autorka to już diwa złej literatury, ale jej powieści pokazują kilka ciekawostek o gatunku: najczęstsze tropy, najpopularniejsze archetypy, najbardziej wyeksploatowane melodramaty. Mam wrażenie, że gdyby ktoś miał wystarczająco dużo wytrzymałości psychicznej i przeczytał wszystkie jej powieści, notując te punkty, dostałby dokładną mapę współczesnego, pulpowego dramatu obyczajowego dla pań po 30-tce. Podobnie można powiedzieć o produkowanych niemal taśmowo Harlequinach, darmówkach z Amazona czy powieściach z Wydawnictwa Kobiecego/Szóstego Zmysłu. I wiecie co? W ten sposób uczymy się tropów literackich 😉

Można by tak wymieniać. Kryminały, tak popularne i tak bardzo pulpowe; klasyczne powieści sienkiewiczowskie, o stepie szerokim i szabelce ostrej; przygodowe, sentymentalne opera magnae jak historie Tomka w różnych częściach świata i opowieści o Winnetou i Old Shatterhandzie. A morał z tego jest prosty: czytanie to hobby, które ma sprawiać przyjemność. Jeśli czytasz dobre złe książki, to wszystko w porządku. Jeśli złe-złe książki budzą w tobie emocje i nie możesz się od nich oderwać (jak od Martwicy mózgu czy innych horrorów klasy Z), to też dobrze. Bierz, czytaj, komentuj, przeżywaj! I nie bądź snobem 😉

Główne zdjęcie – Theo Crazzolara / Pixabay

286772_recepta-na-szczescie.jpg

6 myśli w temacie “Dobre złe książki, czyli syndrom sztokholmski [Myśli Luzem]

  1. Może jestem snobką, ale coś jest w tym rozumowaniu. Tak chyba jest z erotykami. Niby wyeksplowatowane do szczętu. Banalne. A jednak. Teraz właśnie mam na tapecie taką powieść. Trochę się wstydzę tego przed samą sobą, ale dobrze się bawię.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s