S.B. Nova „A Kingdom of Exiles”, czyli łot de fak [recenzja]

Wiecie, że lubię young adult i moje zainteresowanie gatunkiem sięga dość głęboko. Mimo wad młodzieżowej fantastyki jestem w stanie czerpać z niej frajdę i przymykać oko na błędy. Jednak są momenty, gdy pozostaje mi wznieść do niebios okrzyk rozpaczy – tak jak przy lekturze Kingdom of ExilesBędą spoilery, ale spokojnie, nie stracicie wiele.

W tej powieści nie ma nic zaskakującego fabularnie, wręcz przeciwnie. Główna bohaterka, Serena, to biedna sierota – jej ojcec ożenił się ponownie po śmierci matki, tym razem z okropną babą, która dziewczyny nie znosi. Po śmierci rodziciela Serena wpada w jeszcze większe kłopoty, bo macocha i jej wspólnik usiłują przejąć jej spadek – nasza diwa zostaje ostatecznie skazana przez sąd wioskowy za bycie podmieńcem i wywieziona w środku nocy do lasu na pożarcie potworom lub porwanie fae, mniej więcej. Po kilku nieprzyjemnych perypetiach trafia w ręce łowców Dzikiego Gonu, czyli właśnie fae wysłanych na ziemie ludzi, by sprowadzać niewolników.

kingdom of exiles

I do tego momentu książka jest całkowicie ok. Historia ma potencjał, a główna bohaterka, co nie jest oczywiste w młodzieżowych powieściach tego typu, myśli: jest ostrożna, analizuje swoje opcje i wyciąga wnioski, dzięki czemu generalnie dane jest jej przeżyć. Jednak od chwili pojawienia się na scenie fae, wszystko się sypie.

well

Powiem tylko w kilku zdaniach, gdzie podąża akcja: Serena zostaje wywieziona do krainy fae, zaprzyjaźnia się ze swoim przystojnym porywaczem, trafia do obozu szkoleniowego dla żołnierzy, poznaje tam nowych przyjaciół, w tym mrocznego, okaleczonego fae i mrocznego przystojnego mentora, w którym nawet się zakochuje na zabój, po czym dowiaduje się o swoim niezwykłym dziedzictwie i pochodzeniu, więc planuje dołączyć do rebelii. Oczywiście po drodze są różne przygody, mniej lub bardziej sensowne.

Ale wróćmy do tematu: główny powód, dla którego ten bestseller jest poniżej przeciętnej? Serena to najbardziej bezużyteczna i bezmyślnie skonstruowana bohaterka, na jaką ostatnio wpadłam.

1. Instant przyjaźń

Wyobraźcie sobie sytuację, że trafiacie do w połowie sezonu do obozu szkoleniowego, gdzie panuje ostra selekcja i rywalizacja. Logicznym jest, że w ciągu pierwszych kilku kwadransów zyskacie przychylność „tych dobrych” wykładowców oraz nawiążecie przyjaźń na całe życie ze swoimi rywalami (tymi dobrymi). Tak to działa u Sereny.

Praktycznie każdy, kogo spotyka i do kogo nie czuje niechęci, zaczyna darzyć ją symapatią w sposób niewyjaśnialny i nielogiczny.

eh

2. Instant miłość

W obozie szkoleniowym Serena poznaje Wildera, starszego od niej o parę stuleci (albo i milleniów) byłego generała wojsk fae, aktualnie jej instruktora. Zupełnie znienacka, bez żadnego narracyjnego wstępu czy budowania napięcia, dziewczyna uznaje, że facet ją bardzo pociąga i jest w nim zakochana. Żeby było śmieszniej, on też momentalnie się nią interesuje.

Potem nastąpi cała gra w podchody: ona chce, ale on nie, on się tłumaczy wiekiem (biorąc pod uwagę, że ma kilkaset-kilka tysięcy lat, a ona 19, to jest to jakiś argument), polityką, wojną i czym nie tylko, żeby potem jednak rzucić to wszystko i wyjechać w Bie… podążyć za nią na koniec świata, ryzykując życie i karierę. Ostatecznie jednak nie wiąże się z nią. Zamiast tego tworzy się z dziewczyną wieczną więź obrońcy i opiekuna. Brzmi logicznie.

horrible decision

3. Instant braterstwo

Kolejny piękny przykład. Wspomniałam o mrocznym, okaleczonym fae. Frazer, bo tak mu na imię, jest w drużynie, do której przydzielono Serenę. Ich relacja wygląda tak:

  • spotykają się w baraku, patrzą sobie głęboko w oczęta, po czym Frazer Serenę ignoruje
  • ignoruje ją przez tygodnie, nawet gdy prześladują ją inni kadeci
  • zero kontaktu, naprawdę
  • ale znienacka w czasie egzaminów końcowych nie odstępuje jej na krok, bo tak
  • chroni ją i pomaga w zadaniach, bo tak
  • zaczynają porozumiewać się telepatycznie, bo tak
  • ostatecznie po kilku dniach wiążą się wieczną więzią krwi jako nierozłączne rodzeństwo, bo tak
  • Frazer zamienia się w niańkę, momentami nawet pomagając Serenie się ubierać, bo tak

but-why

Dynamika tej relacji opiera się dokładnie na jednym założeniu: BO TAK. Nic tu nie ma przyczyny innej niż chęć autorki do takiej więzi pokazania.

4. Instant Mary Sue

Mam wrażenie, że autorka miała pomysł na fantastyczną historię o dorastaniu, ale naczytała się za dużo książek Sarah J. Maas i zmieniła koncept po paru stronach. Przede wszystkim skopiowała gros jej pomysłów, ale też nagle przepisała bohaterkę, zamieniając ją w… no właśnie, w co konkretnie?

Początkowo Serena była, jak wspominałam, bardzo twardo stąpającą po ziemi, ogarniętą dziewczyną z pomysłem na przeżycie. Błyskawicznie jednak ewoluuje do roli nieco pokracznej Mary Sue.

  • w tajemniczych okolicznościach znikają jej bystrość i zmysł praworządności
  • wszyscy ją lubią, o czym już pisałam
  • mimo opóźnienia, z jakim przybywa na bardzo trudny trening, po czym błyskawicznie wyrównuje różnice i pokonuje w walce swojego superprzystojnego fae-mentora z setkami lat doświadczenia
  • okazuje się wybranką
  • ba, okazuje się córką pary królewskiej fae
  • zamienioną magicznie w człowieka, żeby uciec przed złą wiedźmą
  • ale można ją odmienić, bo czemu nie, tylko trzeba wykonać bardzo trudną misję
  • w międzyczasie uzurpuje sobie prawo do wydawania definitywnych sądów moralnych, jednocześnie nie przykładając tej samej miarki do siebie
  • wszyscy ciągle muszą ją ratować, ciągle
unacceptable.gif
Buffy doskonale wie, że takich rzeczy się nie robi.

Najlepiej wszystko, co jest nie tak z naszą heroiną prezentuje jej relacja z Hunterem, łowcą niewolników z Dzikiego Gonu (swoją drogą mającego potencjał na najciekawszą postać w A Kingdom of Exiles, bo jako jedyny uwikłany jest w jakikolwiek realny konflikt).

Hunter porwał Serenę – ratując jej przy okazji życie. W czasie podróży do obozu poznajemy nieco jego historię: wiemy, że nie podoba mu się to, co robi, ale związany jest magią z Gonem i nie może go opuścić; można powiedzieć, że sam jest niewolnikiem. Mimo to zbliża się do Sereny, zaprzyjaźnia się z nią i ryzykuje dla niej wiele, często absurdalnie. Stara się tak lawirować między dostępnymi mu możliwościami, by Serena jak najlepiej wyszła na jego decyzjach. Dziewczyna początkowo ma problem, rozdarta gdzieś pomiędzy wdzięcznością i sympatią do Huntera a niezgodą na jego „zawód” i pogardą wobec porywania niewinnych, ale ostatecznie deklaruje zostanie jego przyjaciółką, co wywołuje u biednego wróżka nieomal euforię.

confusion-gif-8
Nie rób tego, Hunter!

Mija jednak niecały miesiąc w obozie i jej poglądy zmieniają się o 180 stopni. Ba, nawet sama narracja z dość ciepłej zmienia się na oschłą, prezentującą Huntera jako postać negatywną. Kiedy łowca pojawia się przed Sereną, dziewczyna odczuwa wobec niego niechęć, pogardę, złość; jednocześnie stara się całkowicie świadomie manipulować nim za pomocą emocji i jego glodu ciepłych uczuć, mimo że wróżek podkreśla niejednokrotnie, jakie jej życzenia mogą mieć dla niego konsekwencje.

Przykład? Serena chce, żeby uratował ją, jeśli nie przejdzie prób – chociaż wie, że z krainy elfów nie ma jak uciec, a Hunter zapłaci za to głową. Jego odmowa spotyka się z jej fochem. Gdy później nasz fae zabiera jedną z dziewcząt z obozu na targ niewolników – nie mogąc sprzeciwić się rozkazowi królowej pod groźbą śmierci i tortur – Serena obraża się na niego, uznając za niemoralnego i słabego.

Przy ich kolejnym spotkaniu, gdy Hunter decyduje się zaryzykować wszystko i uciec z Sereną za morze… dziewczyna generalnie nasyła na niego Frazera, okrada go i zostawia nieprzytomnego w lesie pełnym złych duchów, co kończy się dla wróżka tragicznie.

niekaczka

Dla porównania totalnie różne wnioski wyciąga wobec Wildera: wiedząc, że jej crush setki lat walczył po stronie złej królowej, co było jego świadomą decyzją, zabijał fae i ludzi na rozkaz, nadal dla niej pracuje, tylko w innej roli… Jednak na królową się obraził, więc teraz wszystko gra. Serena uznaje go za rozgrzeszonego i wartego jej afektów i sympatii. Logiczne.

Serena jest bohaterką, której po prostu nie da się lubić. Zachowuje się irracjonalnie, jej rozwój jest nielogiczny, charakter nieznośny, a decyzje – niewyjaśnialne.

5. Co to za polityka?

Nie tylko poziom charakterologiczny tutaj leży. Autorce nie udało się zbudować logicznego świata przedstawionego. Bogiem a prawdą nie budowała go wcale – zajumała cały od Sarah J. Maas. W skrócie: mamy krainę fae oddzieloną od ludzkiej magicznym murem, ale fae mogą porywać ludzi jako niewolników; na terenach wróżków toczy się wojna, na tronie zasiada zła wiedźma-królowa, która zabiła lub wygoniła prawowitych władców, do tego szykuje się wojna z siłami zza morza. No i główa heroina okazuje się wybranką, która w kolejnych tomach obali zapewne złą królową. Toćka w toćkę jak w serii Dworów.

I niespójne. Zła wiedźma gromadzi armię, ale robi to w sposób co najmniej dziwny. Są obozy szkoleniowe, do których z jakiegoś powodu sprowadza po równo ludzi i fae, szykując ich do walk w tych samych oddziałach, mimo różnic w sile i zdolnościach (chociażby skrzydła i regeneracja fae). Potrzebuje jak najszybciej jak najsilniejszej armii, więc logicznym jest, że szkoli żołnierzy 2 miesiące, aby potem zrobić im egzamin w trybie battle royale i każdy, kto odpadnie (połowa rekrutów) nie ma szans na „służbę zawodową” – fae wracają do domów, a ludzie trafiają na targ niewolników. To na pewno wzmocni siły królestwa. Brawo za pomysł.

giphy

Swoją drogą, Nova zgarnęła od Maas dużo więcej pomysłów, z fizjologią fae włącznie, ale już nie chce mi się tego wymieniać.

W tej książce jest tyle niespójności, nielogiczności i po prostu słabego tworzenia narracji, że Wiedźma świadkiem – moje jęki rozpaczy („ale postaci się tak nie opisuje!!111eleven”) słychać było aż u niej w Trójmieście. Brnięcie w tę lekturę argumentowałam sobie dwiema rzeczami: tym, że językowo książka jest naprawdę niezła (no wchodzi jak woda, wybaczcie nawiązanie do wnętrzności wyżej) i tym, że ciekawa byłam, ile jeszcze uda się autorce zepsuć w trakcie. Taki trochę syndrom sztokholmski.

I zanim zapytacie – pobrałam to cudo, gdy nie miałam nic do czytania w autobusie, na telefoniczną appkę Kindle’a; akurat była jakaś promocja i kosztowało mnie to to całe zero dolarów. Aktualnie e-book stoi za 6 z ogonkiem. Nawet nie zastanawiajacie się, czy warto wydać te pieniądze, bo mówię wprost: nie warto.

Godzilla-Nope-Response-Meme

 

 

Reklamy

7 uwag do wpisu “S.B. Nova „A Kingdom of Exiles”, czyli łot de fak [recenzja]

  1. Wow. Jest coś intrygującego w tym, że istnieją książki tak złe, że wewnętrzny masochistyczny potworek nakazuje nam je wymęczyć do końca zamiast rzucić na stos i z szaleńczą satysfakcją, patrzeć, jak zamieniają się w popiół. 😀
    Nigdy nie zrozumiem, jakim cudem ktoś wydaje takie gnioty.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s