Mirka Andolfo „Wbrew naturze”, czyli Orwell na wiele sposobów [recenzja]

Ha, dzisiaj komiks! Taki, który urzekł mnie piękną kreską i zanurzeniem w orwellowskich klasykach, a ostatecznie rozczarował spłyceniem i skrótowością. Włoska rysowniczka, Mirka Andolfo, zamknęła Wbrew naturze w trzech tomach – i to był błąd.

Komiks, który dostajemy do ręki, przebył dość okrężną drogę do Polski – Mirka Andolfo to włoska scenarzystka i rysowniczka, a jej Contronatura po raz pierwszy ukazało się we Włoszech właśnie, w 2016 roku. Stamtąd trafiło za ocean, wydane przez Image w 2018, a następnie do Polski. Ponieważ cała seria to zalewdie 3 tomy, cykl wydawniczy był szybciutki i polscy czytelnicy w ciągu roku dostali całość. Całkiem smacznie wyglądającą, należy nadmienić. Rysunki Andolfo są pełne ciepła i mają w sobie trudną do określenia miękkość, jakby lekko zatarte krawędzie, a przy tym emanują delikatnym erotyzmem. No, czasami nie tak delikatnym. Możecie sprawdzić wszystko na jej Deviancie albo Instagramie.

Ta sexy kreska daje we Wbrew naturze dość ciekawy fekt, bo… postaci to antromorficzne zwierzaki. Atrakcyjne antropomorficzne zwierzaki.

wbrew naturze andolfo.jpg

Główna bohaterka, którą widzicie powyżej, to świnka Leslie. Żyje w świecie, w którym rządząca partia wprowadziła restrykcyjny podział między zwierzętami: w pary można łączyć się wyłącznie w ramach jednego gatunku i tylko między płciami. Związki międzygatunkowe i homoseksualne uznawane są za wynaturzenie i surowo karane – więzieniem, sądem i ostracyzmem społecznym oraz pobytem w ośrodkach rehabilitacji. W życie wprowadzono też specjalny program reprodukcyjny, by walczyć ze spadającymi wskaźnikami demograficznymi – wszyscy obywatele po osiągnięciu odpowiedniego wieku trafiają do puli, z której algorytm wybiera im idealnego partnera, najlepszego na małżonka i rodzica przyszłych dzieci. Jak można się spodziewać, nieśmiała i zakompleksiona Leslie niezbyt jest przychylna takiej ingerencji w jej życie. Gdy trafia do programu, zaczynają się jej kłopoty.

To jednak niejedyny wątek – Andolfo dodała tu także elementy fantastyczne na innej płaszczyźnie. Otóż Leslie ma niepokojące sny o białym wilku – okrutnym bóstwie sprzed wieków – i o sobie jako jego oblubienicy. Okazuje się, że nasza świnka jest wcieleniem boskiej małżonki i przez nią bóg może się odrodzić, by siać zniszczenie i grozę. Polują więc na nią członkowie zakonu czekającego na ten właśnie moment.

wbrew naturze strona.jpg

Mamy więc prostą, chociaż ciekawą budowę świata, będącą niejako połączeniem Folwarku zwierzęcegoRoku 1984 Orwella z popularnymi motywami z młodzieżowych dystopii oraz magią. Niestety, został on zarysowany stosunkowo pobieżnie – najgłębiej w pierwszym albumie, gdzie bohaterowie oprowadzają nas po okrutnej i opresyjnej rzeczywistości; kolejne dwa tomy to już akcja, miejsca na worldbuilding autorka prawie nie zostawiła. Przez to mamy uczucie niedosytu – nie dowiemy się, jak powstała taka „polityka rodzinna”, czy obowiązuje na całym świecie, co dzieje się poza granicami kraju itp. Ba, gdy przewija się nasz biały wilk i jego kult, nie wiemy, jak dawno temu funkcjonowała ta wiara, co w międzyczasie stało się z ludem, który ją wyznawał ani jak powstał nowy zakon usiłujący wskrzesić bóstwo.

W albumach 2 i 3 autorka stawia na akcję – na kartach dzieje się bardzo dużo: porwania, walka z zakonem, opętania, nagonka władz, śmierć przyjaciół i wrogów. Pojawia się kolejny biały wilk, tym razem współpracujący z Leslie, by pokonać dawne bóstwo, grupa buntowników, dowiadujemy się o związkach mrocznego zakonu z rządem. Całość jednak jest tak dynamiczna i akcja toczy się tak szybko, że relacje między postaciami schodzą na dalszy plan – i stają się nierealistyczne. Wygląda to tak, jakby Andolfo dowiedziała się, że ma jeszcze najwyżej 2-3 zeszyty i więcej nie może narysować, więc wszystko musi się zmieścić w takiej objętości. Przez to zakończenie jest niesatosfakcjonujące, a ostateczna przyjaźń – czy związek – Leslie z „dobrym” białym wilkiem, mimo że całkowicie do przewidzenia, wydaje się być wrzucona w całość na siłę, bez pokazania chociażby odrobiny rozwoju tej relacji. Ot, instant friendship, jak królik z kapelusza. Całość sprawia wrażenie, jakby autorce zabrakło jednego tomu, by rozpisać historię w bardziej wiarygodny sposób.

Jednak mimo że fabularnie Wbrew naturze to taki totalnie średniak, dzięki rysunkom można podnieść tę ocenę o dwa oczka co najmniej. Są śliczne. Niektóre strony przegląda się jak artbook: miękka kreska Andolfo, przenikające się barwy, na wpół nierealny klimat i te przesycone seksualnością postaci tworzą bardzo atrakcyjny dla oka miks. Stylizowanie bohaterów zależnie od gatunku, do którego należą, również świetnie się sprawdza w tym przypadku.

wbrew naturze okładka alternatywna.jpg

Ogółem ten komiks dał mi sporo radości, zwłaszcza estetycznej, ale nie dorósł do oczekiwań. Nie jest zły, mógł być lepszy. Szkoda zwłaszcza zmarnowania potencjału wprowadzonych później postaci. Nadal nie żałuję zakupu, było fajnie. Aha, czujcie się ostrzeżeni – mimo sugestywnych artów i okładek, seksu tu nie uświadczycie, to w końcu tytuł raczej dla młodego czytelnika z wybujałą gospodarką hormonalną 😉

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Mirka Andolfo „Wbrew naturze”, czyli Orwell na wiele sposobów [recenzja]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s