Kiedy książki szkodzą [MYŚLI LUZEM]

Są takie momenty, gdy czytelnik mówi „Kurwa mać!” i nie wie, co zrobić z czytaną książką. Ale tytuł tej notki jest nieco przewrotny. Bo czy książka sama z siebie może zaszkodzić? Oczywiście pomijam momenty, gdy spadnie komuć na mały palec u stopy. 

Wyznaję pogląd, że książka – beletrystyczna – jako taka nie ma na nas większego wpływu. Głupiutkie lub podające nieprawdziwe informacje książki dla dzieci mogą zostać stosunkowo łatwo „odfiltrowane” przez rodziców, a starsi czytelnicy są już świadomi tego, że fikcja literacka rządzi się swoimi prawami i to, że ktoś coś opisał nie oznacza, że są to zasady rządzące rzeczywistością.

Dlatego przechodzę do porządku dziennego nad takimi książkami czy ich fragmentami, których wymowa do mnie nie przemawia, a nawet uznaję ją za niesmaczną. Każdy ma inne gusta i poglądy, może czytać, co mu się podoba, byle miał świadomość, co robi i co ma w rękach. Zdarzają się jednak sytuacje, w których brzydkie słowo wyrywa mi się niemal automatycznie. Zwykle dotyczy to książek stylizowanych na literaturę faktu (wszelkie Byłam żoną szejka itp.) lub wypowiedzi samych autorów.

Nie wiem, czy jesteście tego świadomi i świadome, ale ostatnim polskim bestsellerem jest powieść 365 dni pióra Blanki Lipińskiej. Reklamowana jako „polska odpowiedź na 50 twarzy Greya”. Od prawie dwóch tygodni widzę ją w topce Empiku (na pierwszym mijescu, słuchajcie), na grupach dyskusyjnych przewija się co jakiś czas, świeci mi po oczach z reklam zewsząd. Co to za przebój? Otóż to „ostry erotyk”, którego główną bohaterką jest Laura, ślicznotka, która wyjeżdża na wakacje na Sycylię ze swoim chłopakiem. Tam znienacka i z motywacji co najmniej zabawnej porywa ją Massimo, mroczny i przystojny szef mafii z magicznym penisem (tu jest magiczny, bo generalnie ciągle wyskakuje mu ze spodni). Po porwaniu, żeby nie było za mało, grozi śmiercią jej rodzinie, straszy bronią i uszkodzeniami ciała oraz doprowadza jej chłopaka do zdrady. Resztę możecie sobie dośpiewać bez problemu.

Znalezione obrazy dla zapytania 365 dni blanka lipińska

Gimnastyka ekstremalna

Co złego jest w tej książce, zapytacie, poza powielaniem ogranego pierdylion razy motywu z romansu? Ano dwie rzeczy.

Pierwsza, mniej tak naprawdę ważna, to to, jak napisana jest powieść i jak pisany jest tu seks. Przyznaję, że znam ją fragmentarycznie – koleżanka podrzucała co bardziej soczyste fragmenty, a w sieci w ramach promocji krąży pierwszy rozdział. I otóż, moi drodzy, nie jest to erotyka jak w Greyu, w którym Anastasia zgodziła się na ostre fikołki i gierki BDSM, a Christien respektował pewne granice czy słowa bezpieczeństwa. Tu już na drugiej stronie mamy scenę, w której stewardessa podaje Massimowi whisky i się uśmiecha, a ten stwierdza, że to idealny moment na seks. Łapie dziewcyznę, zamyka kabinę, każe pilotom odlatywać, a przerażona kobieta zmuszona zostaje do seksu oralnego. Są opisy jej strachu i reakcji pokrewnych. Potem oczywiście odmienia jej się o 180 stopni i z radością zadowala swojego pracodawcę, bo tego typu dominacja znienacka jest super. Ale dalej jest gorzej. Sceny seksu pojawiają się gęsto i przypominają powyższą: samiec alfa wybiera kobietę, zaczyna stosunek, a ta w trakcie najczęściej uznaje,że to w sumie przyjemne i bierz mnie mocniej. A jeśli kobieta już od początku jest chętna, to efekt na ogół przypomina miks zawodów sportowych i niemieckiego filmu porno na VHS. Nie sam seks w książce jest jednak problemem.

Znalezione obrazy dla zapytania facepalm

Osobiście niesmaczy mnie tak przedstawiony motyw gwałtu, ale podejrzewam, że są osoby, pewnie sporo, które w jakiś sposób to pobudza – poza tym to fikcja literacka, jak wyżej wspomniałam, możemy oddzielić ją od realiów życia społecznego. Są jednak dodatkowe motywy. Przykładowo nasz włoski kochanek uwielbia seks, za to nie znosi prezerwatyw, więc porwanej przez siebie Laurze (swoją drogą: porwanie jako wyraz miłości i postawienie ofierze ultimatum, że ma rok na pokochanie nowego „właściciela” to także kiepski motyw) potajemnie wszczepia implant antykoncepcyjny. Wybiera jej też ubrania i bieliznę. Bo wiecie, zostawienie kobiecie decyzji o czymkolwiek chyba uwłacza godności. Dodam, że nasza bohaterka oczywiście nie ma problemu z niczym, bo zakochuje się w porywaczu błyskawicznie i na zabój. Jest to najzwyczajniej w świecie obleśne.

Jak wspomniałam, tego typu narracje i sceny to tylko niewielka część problemu. W darmowej części Amazona na Kindle mamy całe gigabajty podobnych produkcji, chociaż na ogół o mniejszym natężeniu motywów tego typu. Moim zdaniem znacznie bardziej szkodliwe jest to, co dzieje się poza książką.

Znalezione obrazy dla zapytania brace yourselves

Ekstremalny facepalm

Wywiady z Blanką Lipińską pojawiły się w największych polskich protalach: pisała je Gazeta.pl, pisało WP.pl, mamy co poczytać w VIVIE! czy Dzienniku.pl, nie wspomnę już o licznych pomniejszych tytułach i blogach. I wyłania się z nich obraz, który dla większości znanych mi kobiet – ba, także dla tych mi obcych, bo przekopałam się przez komentarze pod tymi tekstami i na grupach – jest nieakceptowalny. Autorka 365 dni usiłuje wmówić czytelniczkom, że jej książka to taka uwspółcześnona Sztuka kochania, a wolność seksualna jest najważniejsza, jednocześnie jednak powielając naprawdę szkodliwe i nieprzyjemne stereotypy na temat płci – i nie oszczędza nikogo. Ale po kolei.

Blanka Lipińska przedstawia się tak:

Jestem menadżerem klubu, hipnotyzerem-terapeutą, pracuję dla KSW, jestem wizażystką, ale przede wszystkim jestem specjalistką od sprzedaży.

Po czym zaznacza, że całą serię książek napisała w 3 miesiące. No nie jest to na moje oko najlepsza rekomendacja, ale pamiętajmy, że Pilipiuk też potrafi pisać kilka książek rocznie, a Katarzyna Grochola pracowała jako pomocnik cukiernika i salowa.

Dalej autorka przedstawia swoje poglądy na literaturę, seks i stosunki międzyludzkie. A te są już naprawdę zabawne.

Moje pokolenie robi to na pralce, komodzie i w pełnym słońcu. Dlatego mimo poruszenia, jakie nastało, mam wrażenie, że moja książka wcale nie jest szokująca dla wielu kobiet w wieku 30-40 lat. One ze swoimi partnerami prawdopodobnie próbowały tego, co dzieje się w pierwszej scenie książki.

Oczywiście, że my, babki w tym wieku, wiemy, jak się uprawia seks i to nie tylko w łóżku. Jakkolwiek nie wydaje mi się, by którakolwiek z moich znajomych pozwoliła swojemu przełożonemu na wymuszanie seksu oralnego (mam nadzieję, że żadnej to też nie spotkało).

Znalezione obrazy dla zapytania raoe meme

Główny bohater uprawia seks oralny ze stewardessą, a właściwie ją do niego zmusza. Potem padają słowa : „Po jej policzkach popłynęły łzy, ale posłusznie wykonała moje polecenie”. Komentarzy pojawiających się w sieci, że to dosyć brutalny początek i zachęta do gwałtu jest już wiele.

Wszystko zależy od tego, co, dla kogo jest standardem. Dla mnie ta scena jest dobra, nie jest zbyt brutalna. Każdy ma inne poczucie moralności, smaku, estetyki seksualnej.


„Zerżnę cię w usta. Kobieta lekko zadrżała.”. Jest seks oralny, a potem opis: „Po jej policzkach popłynęły łzy, ale posłusznie wykonała moje polecenie”. Sporo w tej książce przemocy seksualnej.

Nie nazwałabym tego przemocą w seksie. Raczej dominacją. Powiem ci, czemu tak piszę. W dzisiejszych czasach wielu facetów nałożyło legginsy, a żeby w nie wcisnąć tyłki, musieli odczepić sobie jajka. Kobiety je znalazły i przyczepiły sobie. A mówiąc poważnie – wiele kobiet tęskni za silnymi mężczyznami. Są kobiety, które lubią ostry seks, ale boją się do tego przyznać.


Fakt, zaczyna się od mocnego uderzenia. Seks oralny ze stewardessą. Ktoś powiedziałby, że dość brutalny.
(…). Druga sprawa – nie czarujmy się – to książka o emocjach. Pokazujemy faceta, który jest silny, władczy, jest tyranem, który dostaje to, czego chce. Potem szybko dowiaduje się, że wszystkiego mieć nie może. Jego przemiana będzie później bardziej spektakularna, jeśli na początku czytelnik ma w głowie: „co za cham, jak on mógł ją tak dusić”. Ano mógł… (śmiech).

Cały czas mowa o gwałcie oralnym, przypominam (śmiech).

facepalm.gif

Niektóre kobiety chcą być tak traktowane i mają do tego prawo. Powiem więcej jest ich wiele. Zwłaszcza, że ukryłam w tym opisie wiele czułości, którą ktoś z otwartą głową od razu wychwyci.

Najwyraźniej ta czułość to moment, w którym bohater uznał, że przerażona, płacząca stewardessa jest śliczna, bo on lubi śliczne kobiety i takie zatrudnia.

Dlaczego akurat porwanie? Kobiety w dzisiejszych czasach przejęły rolę dominujących, zabrały mężczyznom siłę. A ja nie jestem za równouprawnieniem. Nie chcę mieć większych jaj niż mój partner. Nie chcę, żeby facet siedział w kuchni, nie chcę go utrzymywać. Mężczyzna ma być czułym barbarzyńcą, opiekunem i „oprawcą”; ma być światem. Gdy Laurze zostaje odebrana możliwość decydowania o sobie, polega na sile mężczyzny. Za tym, moim zdaniem, tęsknią kobiety. Przynajmniej ja za tym tęsknię. Za możliwością oddania kontroli, wiedząc, że facet to udźwignie. (…) Chcę, żeby książka była popularna. Żeby otworzyła drogę do tego, by rozmawiać na pewne tematy. Kiedyś Wisłocka powiedziała Polakom, że seks istnieje. Ja chciałabym im powiedzieć: wiecie już, że istnieje, to teraz mówcie o swoich potrzebach i się ich nie wstydźcie.

Tak. Dokładnie tak. Drogie czytelniczki, drodzy czytelnicy – możliwe, że to moja banieczka informacyjna, ale ani nie znam kobiet tęskniących za porywaczem-gwałcicielem, ani takich, którym przeszkadza, gdy partner zrobi obiad. O równouprawnieniu nie wspomnę. Nawet mój dziadek robił babci obiady i przewijał wnuki, a uwierzcie, że „typowy patriarchat” był w nim silny. Ten fragment wywiadu z WP spowodował już u mnie bardzo silną konsternację. Porównanie się do Wisłockiej przemilczę.

Znalezione obrazy dla zapytania welp seal

Druga sprawa jest taka, że kobiety pragną mężczyzn, a nie chłopców. Nie gości, którzy założyli legginsy, ubrali w nie swoje małe chude dupeczki w rozmiarze 34 i zostawili jajka w domu. Niestety moje pokolenie w dużej mierze tak zrobiło, a kobiety pragną i tęsknią za tymi „jaskiniowcami”. Jest w nas pierwotna potrzeba, żeby ktoś się nami zaopiekował, dał poczucie bezpieczeństwa, ale też rodzaj pewnej dominacji.

Akurat poczucie bezpieczeństwa to dość podstawowa potrzeba z piramidy Maslova. O deprecjonowaniu facetów, którzy nie wyglądają jak kafary i wolą pytać nas, pań, o zdanie, zanim przywiążą nas do łóżka, nie wspomnę.

Mężczyźni są prości, kiedy kobieta zaczyna głosić elaborat na jakikolwiek temat, wyłączają się po kilku pierwszych wyrazach. Mówmy do nich prosto. Ale żebyśmy my umiały mówić do nich prosto, musimy nauczyć się myśleć o tym prosto.

Panowie, przykro mi, najwyraźniej nawet dłuższa wypowiedź o seksie nie dotrze do waszych prostych móżdżków. Trzeba prostymi zdaniami i słowami maks. na trzy sylaby.

Znalezione obrazy dla zapytania poor guy meme

Ekstremalny żal

W każdym z wywiadów Blanka Lipińska przeplata ważne stweirdzenia – o konieczności zaprzestania wstydzenia się seksu i mówienia o nim – z seksistowskimi i szkodliwymi tekstami o równouprawnieniu, upadku męskości czy o tym, że kobiety lubią być dominowane niekoniecznie konsensualnie. Pamiętajmy, że pisarz, który wydał książkę na papierze, ma w Polsce sporą dozę szacunku i posłuchu – to jedna z przycyzn popularności wydawnictw vanity. Jako autorka bestsellera Lipińska ma niestety moc sprawczą: jej słowa są obecne nie tylko w książce, ale też w ogólnopolskich, szeroko dostępnych i poczytnych mediach. A przekazywanie bezrefleksyjnie szkodliwych idei na fali popularności słabej książki o seksie jest już co najmniej niepokojące. jak już powtarzałam, czytelnicy wiedzą, że książka to nie rzeczywstość. Ale gdy autor jest cytowany w mediach i powiela książkowe fakapy, łącząc je przy tym z dydaktyzmem, wtedy wpływ jego fantazji i teorii jest znacznie większy.

impressive

Dla porównania mamy np. K. N. Haner, także bardzo popularną autorkę „odważnych erotyków”. Słabych, zaznaczmy, bardzo słabych, poziomem przypominających ten powyżej. Jednak tu autorka w wypowiedziach publicznych i na swoim fanpage’u podkreśla,że nie chodzi o dominację i role społeczne, a o przyjemność, otwartość i rozmawianie o potrzebach, a przy tym o czystą rozrywkę. Zaznacza konieczność szacunku wobec partnera. Nie obraża żadnej z płci w żaden sposób. Może po prostu nie próbuje szokować na siłę? W tej sytuacji jej czasem brutalne opisy, pełne seksu w ten czy inny sposób wymuszanego, pozostają wyłącznie w sferze wyobrażeń.

Mam wrażenie, że Blanka Lipińska to jedna z najgorszych rzeczy, jaka się polskiej literaturze trafiła od dawna. Nie chodzi o poziom treści, ale o całą otoczkę marketingowo-ekspercko-szowinistyczną, którą wokół niej stworzyła, a która trafiła dzięki temu do tysięcy odciorców. To jest właśnie przykład książki, która szkodzi: takiej, która wykracza z wątpliwej jakości przesłaniem poza strefę fantazji. Oczywiście za kilka tygodni czy miesięcy gwiazdka Lipińskiej przygaśnie i nikt już nie będzie szukał jej tekstów w internecie – ale to nadal spora cegiełka, którą łatwo rzucić w szybkę, za którą drzemią hasła takie jak „feministki to nazistki” czy „baba bez bolca…”.

im-so-tired-gif-9.gif

Mam też nadzieję, że ktoś z mistrzów internetowego przesmiejstwa – może Niezatapialna Armada? – weźmie się za ten tytuł i go zanalizuje. Proszę. Internet tego potrzebuje.

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 😀

Reklamy

11 uwag do wpisu “Kiedy książki szkodzą [MYŚLI LUZEM]

  1. Ah! Ten moment, kiedy „50 twarzy” okazuje się wcale nie takie złe, bo choć ma od cholery wad, to przynajmniej nie traktuje przemocy seksualnej jako synonimu udanego stosunku. O samym wywiadzie nie wspominając, bo wypowiedzi o tzw. „pizdach w rurkach” i byciu przeciw równouprawnieniu, bo babochłopy, komentują się same (masą facepalmów).

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dopóki nie zobaczyłam okładki nie miałam pojęcia o czym piszesz: dopiero po zobaczeniu jej przypomniało mi się, że faktycznie widziałam ją już na Instagramie. Raczej takimi książkami się nie interesuje, więc właściwie… nic dziwnego, że o tym tytule nie słyszałam wcześniej nic więcej. Zwłaszcza, że wyszedł w lipcu, gdy moja aktywność była mocno ograniczona.
    W ogóle z samego pomysłu na fabułę moim zdaniem dałoby się coś zrobić. Zarówno jakąś analizę syndromu sztokholmskiego, jak i „słodki” romans osadzony w niezbyt przyjaznym otoczeniu. Problem polega na tym, że albo tacy autorzy nie mają umiejętności, albo piszą „od linijki”, bo „to się sprzeda”. Tu stawiałabym na to pierwsze, biorąc pod uwagę wypowiedzi autorki.
    No cóż, trzeba ją chyba „przeboleć”, licząc, że sprawa umilknie, pani znudzi się pisanie, a żaden z cudownych polskich reżyserów bardzo złych filmów nie uzna, że to dobry sposób na zarobek.

    Polubienie

  3. Aż mi słów zabrakło po tym wywiadzie. Książka sama w sobie wygląda na katastrofę, ale to, co ta pani wypisuje i pod czym się podpisuje… To są po prostu niebezpieczne kretynizmy.

    Na marginesie bardzo mocno się dziwię Gazecie Wyborczej, że pchnęła to na swojej stronie. Ale cóż… Sprzedać się trzeba. Rozbawiło mnie zaś, że prowadząca wywiad opisuje się jako „Pasjonatka psów, mądrych ludzi…”.

    Pozwolę sobie zacytować KULTowy kawałek adekwatny wielce:

    „Mój świat, powiadam, jest chory
    Władają nim potwory
    Jest coraz bardziej normalne
    Tylko to co jest bardziej nachalne
    Najlepsze jest to co się sprzeda
    Chujowe to co sprzedać się nie da
    Każdy to widzi, w środku miasta
    Statua z gówna wyrasta”

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pewnie się mega spóźniłam z komentarzem, ale Armada wypuściła już analizę tego czegoś.

    https://niezatapialna-armada.blogspot.com/2018/09/358-cae-zdanie-porywacza-czyli-to-jest.html?m=1

    Przeczytałam całą (analizę, książki nie tknę trzymetrowym kijem) i niesamowicie wku… denerwuje mnie zachowanie Massimo, który zachowuje się jak goryl w jakiejś rui, do tego ciągle musi pokazywać swoją mENskość ciągle obłapiając i obezwładniając Laurę, nie mówiąc już o pustych frazesach, że to on jest Samcem Alfa, ma zawsze ostatnie słowo i nie znosi sprzeciwu. Laura za to to alkoholiczka, pustak i blachara, do tego self-insert aŁtorki. Szkoda tylko Martina, byłego chłopaka, który był wzorowany na byłym pani Lipińskiej.

    Seksistowskie teksty i poglądy aŁtorki są tak rakogenne, że mam ochotę zrobić sobie oczu kąpiel. Boli mnie to, że po stu latach odkąd kobiety wywalczyły sobie prawa wyborcze pojawia się taka Lipińska i nie dość, że powiela szkodliwe stereotypy, to jeszcze wygłasza mundrości rodem z kwejka. Skoro nie jest za rownouprawnieniem, to niech zakłada chomąto i idzie orać pole, a nie wmawia innym, że jak kobieta mówi „nie” to mówi „tak” i że „każda kobieta marzy skrycie o czułym brutalu”. Aż mi z tego powodu niedobrze.

    A twój tekst jest świetny! Dziś wpadłam na twojego bloga, ale myślę, że zostanę na dłużej.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s