Każdy kiedyś zaczynał, czyli pierwsze lektury i wpis wspomnieniowy [MYŚLI LUZEM]

Czytanie nie bierze się znikąd. Żeby wciągnąć się w to hobby, trzeba paru rzeczy: czytelników w otoczeniu, dobrze dobranych książek i cierpliwości. Przy okazji ostatniej wizyty u rodziców przegrzebałam biblioteczki w poszukiwaniu ulubionych lektur dzieciństwa. Większość jeszcze jest 🙂

Miałam to szczęście, że w moim domu zawsze były książki. Ojciec i ciotki czytali dużo, więc u dziadków były pokłady bajek i powieści młodzieżowych. Jednym z pierwszy prezentów, które dostałam w życiu, był pakiet klasycznych dziecięcych bajek z pięknymi ilustracjami. Zamęczałam tym każdego dorosłego, aż w końcu sama nauczyłam się czytać.

bajki
Nie dość, że ładne, to trwałe – te książki przeżyły 27 lat i czworo dzieci.

A potem poszło. Tomiszczy przepięknych baśni do tej pory mam w domu wiele. Równie dużo jest albumów. Przejrzałam, wyczytałam i pomalowałam (no cóż, dzieci!) wszelkie dostepne w domu PRL-owskie encyklopedie gadów, płazów, ptaków, dokładnie przestudiowałam zakupione w latach 90. ilustrowane encyklopedie (czy leksykony) rybek akwariowych, kaktusów, roślin doniczkowych, ssaków, motyli i nie tylko. Ale najbardziej ukochałam albumy: o zabytkach, przyrodzie, historii. Kilka się uchowało 🙂

indianie

Ale oczywiście – powieści. Powieści krótkie i długie, dla dzieci i nie dla dzieci, w spadku po rodzicach i nowe. Przechodziłam przez nie etapami – najpierw czytając klasykę PRL. Były tam książki Nienackiego czy Bahdaja, Szklarskich i Domagalika – generalnie wszystkie te powieści z bohaterskimi dziesięciolatkami 😉

młodziezowy prl
To spadek jeszcze po mojej matce – wszystkie z lat 60./70.
klasyka-mlodziezowa
Te z kolei są po moim ojcu i ciotkach – tak zaczytane, że Dujawica rozpadła się na pół przy wyjmowaniu z półki. Niestety, nowszego wydania chyba nie ma na podmiankę.

Następnie zaczęli się Indianie i już zostali na długie lata, często w tle. Do dzisiaj żywię wyjątkowo ciepłe uczucia do Winnetou i całej twórczości Karola Maya, ale nie tylko. Curwood był moim guru przez jedne wakacje, gdy dorwałam na strychu u ciotki jego trylogię zaczynającą się Łowcami wilków. Bibliotekarka na babcinej wsi wygrzebała mi potem w jakichś magazynach cały szereg innych jego powieści, a z nim paczkę Londona i ukochaną przeze mnie trylogię Złoto Gór Czarnych małżeństwa Szklarskich.

old surehand
Za te książki przez dwa tygodnie zmywałam naczynia w domu.

Potem przeżywałam etap fascynacji II wojną światową. Przymanowskiego Czterej pancerni byli moją wielką miłością (dosłownie, ta cegła ma ponad 700 stron), ale zaczytywałam się głównie w książkach dla młodziezy. Poniższe trzymałam pod poduszką, podbierałam ojcu słynne „Tygrysy”, a w szkole skrobałam opowiadania o duchach powstańców w lesie. Etap martyrologiczny – zaliczony 😉

dziecięce patriotyczne

Książki przygodowe, nie tylko o Indianach, dostarczały mi wiele radości od zawsze. W domu miałam pewien ich zapas (nie był to ulubiony gatunek rodziców), ale to w bibliotece odkryłam prawdziwe skarby. Najlepiej zapamiętane? Wszystko od Arkady’ego Fiedlera!

verne
Verne, czyli wstęp do fantastyki.
przygody tomka
Mój pierwszy Indiana Jones 😉
fiedler
Cudowne 🙂

W gimnazjum przechodziłam też obowiązkowy etap fascynacji tanim romansem. Poniżej biblioteczka mojej matki 😀

harlequiny

No i last but not least – fantsatyka. Gatunkiem jako takim zainteresowałam się stosunkowo późno, bo na przełomie gimnazjum i liceum. Wcześniej sięgałam po nią rzadko, często na zasadzie mody (Harry Potter!), a pierwszą książką fantastyczną, którą przygarnęłam z pełną tego świadomości byli Ci z dziesiątego tysiącado których mam ogromny sentyment.

ci z dziesiątego tysiąca

harry potter

Potem przyszedł czas na kolejne książki. Wyciągnęłam z półek ojca Tolkiena (cudne wydanie z początku lat 80., ale zaczytane na śmierć), Le Guin i wszystko inne, co znalazłam. A potem biblioteka, Andre Norton… i poszło!

tolkien2

tolkien

Moją biblioteczkę przejął po mnie mój brat. Czytamy wspólnie – podobne książki i podobne wspomnienia z dzieciństwa. I kłócimy się o te książki 🙂

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 😀

Reklamy

13 uwag do wpisu “Każdy kiedyś zaczynał, czyli pierwsze lektury i wpis wspomnieniowy [MYŚLI LUZEM]

  1. Czytelników w otoczeniu wcale nie trzeba :p U mnie nikt nie czyta.
    Jak w gimnazjum robiłam spis książek to wyszło, że mam ponad 100 „encyklopedii” dla dzieci/uczniów: mama pracuje w przedszkolu i za grosze takie pozycje mogła czasem kupić. XD

    Polubione przez 1 osoba

      1. W sumie…nic. W czasie przeprowadzki w 2012 trafiły do kartonów. W czerwcu dopiero większość rozpakowalam, ale stawiam, że nie wszystko, bo trochę mało tego. A po prostu część rzeczy leży cały czas w pustej stodole w pudłach.

        Polubienie

          1. U mnie w okolicy jest mała biblioteka: gdy w LO tam chodziłam nawet „Solarisu” Lema nie mieli, więc przyjmują w sumie wszystko. A wiele z tych książek to praktycznie „nówki” – miałam kilka ulubionych, ale do większości zajrzałam raz i sobie leżały. Więc wyglądają naprawdę ładnie.
            Swego czasu zaniosłam tam jakieś książki po niemiecku, bo mama z pracy przyniosła i nam nie były po nic potrzebne. Pamiętam, że bibliotekarki ucieszyły się szczególnie z książki z piosenkami po niemiecku – w naszej okolicy jest mniejszość niemiecka i takich rzeczy po prosty brakuje. 😀

            Polubienie

  2. Jak ja nie cierpię Karola Maya to się we łbie nie mieści 😀 Cała moja rodzina próbowała mnie namówić do niego albo „Historii żółtej ciżemki”, bo wszyscy się nią zachwycali, a ja zasypiałam po pierwszej stronie 😀 Mam w rodzinie czytelników, ale moje wybory i gusta poszły w zupełnie inną stronę 😮

    „Tomki” przeczytałam wszystkie, choć zaczynałam od „Piramid”, czyli ostatniego tomu (miało się tę obsesję na punkcie starożytnego Egiptu, oh yeah). Przyznaję, że kochałam się w bosmanie ;P

    Polubienie

  3. Ja zakochałam się w książkach dopiero, wtedy kiedy wyszłam z domu. „Na stare lata” 🙂 U mnie niestety nikt w domu nie czytał książek i sama też nie czułam takiej potrzeby, choć miałam swoje ulubione baśnie w dzieciństwie. Dziś w salonie mam ogromny regał z książkami i w pokoju moich dzieci stoi podobny. Mam nadzieję, że moje dzieci będą mogły kiedyś pochwalić się takim samym wpisem i ilością przeczytanych książek co Ty/ co Pani. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ciekawe 🙂
    Jesteś na oko jakieś 10 lat młodsza, a przechodziłas podobną edukację książkową. Brakuje mi książek o piratach,
    najlepsze westerny pisał W. Wernic
    przygody Tomka czy Tomasza 🙂
    był i etap kupowania Tygryskow

    Pierwsza fantastyka to van Vogt i misja miedzyplanetarna /wakacje – i wtedy moja dusza była stracona.
    Miałem ja w domu Dwie wieże 🙂
    musiałem poczekać kilka lat żeby poznać całą opowieść 🙂

    Polubienie

  5. Też pamiętam tej bajki, ale „Władcę pierścieni” czytałem już w innym wydaniu, a Pottera od razu niemal po angielsku. U mnie czytanie samodzielne na poważnie zaczęło się dopiero w liceum – w pierwsze licealne wakacje dostałem od cioci i wujka poremontową stertę sensacji i fantastyki. Cussler i Card królowali.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s