Henry R. Haggard „Ayesha. Powrót Onej”, czyli powrót do przeszłości

 

 

Czytanie klasycznych powieści jeszcze zahaczających o epokę wiktoriańską jest dla mnie zawsze ciekawym przeżyciem estetycznym i kulturowym. Nie inaczej było w przypadku Ayeshy. Powrotu Onej – jednej z najważniejszych klasycznych książek fantastycznych.

A dokładniej drugiej jej części. Pierwsza, słynna Ona, ukazała się pierwotnie w latach 1886-1887 (jako odcinki w gazecie – popularna wtedy forma publikacji, w Polsce również). Nie była pierwszą powieścią Henry’ego Ridera Haggarda, pisarza, reformatora i podróżnika – wcześniej napisał słynne Kopalnie króla Salomona, później m.in. Córkę MontezumyKleopatrę czy Heu-Heu. Dość często wymienia się go jako jednego z ojców gatunku, który za dzieciaka uwielbiałam – powieści awanturniczych o zaginionych światach. Słowem wyjaśnienia – cykl o Ayeshy liczy sobie pięć powieści: OnaNada the Lily (według mojej wiedzy nie wydana w Polsce), Ayesha. Powrót OnejShe and Allan (też nie wydana) oraz Córka mądrości.

Znalezione obrazy dla zapytania haggard she

Oną czytałam kilka lat temu – wznowił ją Zysk i S-ka z całkiem ciekawym posłowiem Marka Wydmucha, kyrtyka literackiego specjalizującego się w fantastyce. Ayesha. Powrót Onej to bezpośrednia kontynuacja tamtej książki, jednak jej akcja osadzona jest niemal dwadzieścia lat po wydarzeniach, które miały miejsce w Afryce, gdzie główni bohaterowie trafili na nieśmiertelną królową Ayeshę – piękną białą kobietę, żyjącą już ponad dwa tysiąclecia. W Powrocie Onej Profesor Horacy Holly jest na łożu śmierci i w ostatniej chwili wysyła rękopis o swojej wędrówce zaufanemu wydawcy. Opisuje w nim, jak wraz ze swoim przybranym synem podróżowali przez szesnaście lat po świecie w poszukiwaniu Ayeshy – która w pierwszej książce mogła, ale nie musiała zginąć.

Znalezione obrazy dla zapytania haggard ayesha

Tym razem duża część akcji odbywa się w rejonach Azji Środkowej, zwłaszcza Tybetu. Trafiają w końcu do tajemniczego miasta Kaloon, rządzonego przez okrutnego Khana i Khanię, która deklaruje bycie potomkinią helleńskich generałów. Dowiadują się tam o istnieniu kultu bogini Hesy, którą szybko uznają za Ayeshę. Okazuje się, że mają rację – jednak niegdysiejsza bogini okazuje się być teraz paskudną starą wiedźmą (a kiedyś była przecież nieziemsko piękna) – mimo to Leo nadal ją kocha, więc poświęci się dla niej w walce o władzę między kapłankami. Jak to się skończy? Jak każda powieść wiktoriańska, że tak powiem.

Znalezione obrazy dla zapytania haggard ayesha

Haggard – wygadany starszy pan

Jak wspomniałam na początku, tego typu powieści to dla mnie zawsze przygoda historycznoliteracka. Tu ciekawa, chociaż moje wnioski będą zapewne niepopularne.

Z jednej strony Ayesha (podobnie w sumie jak Ona) nie zestarzała się najlepiej. Dobrym wstępem może być tu cytat ze wspomnianego wyżej posłowia do pierwszego tomu:

Haggard bywa naiwny i staroświecki — w tym w każdym razie stopniu, w
jakim naiwny i staroświecki wydawać się dziś musi pisarz, w którego
powieściach mężczyźni są szlachetni i odważni do szaleństwa, kobiety
oszałamiająco piękne, szarżujące słonie zawsze w odpowiedniki momencie
zostają powalone kulą w samo serce, przede wszystkim zaś — kontynent
poznany w XX wieku po ostatnią piędź ziemi i niemal po ostatnie złoże spoczywającego pod nią uranu — jawi się jeszcze jako „terra incognita”, rezerwat
tajemnic, przygód i niezwykłości.

Tego typu książki stały się popularne w drugiej połowie XIX wieku, gdy z jednej strony następowało coraz więcej fantastycznych odkryć geograficznych i kulturowych, z drugiej – w najlepsze trwał rozkwit imperiów białego człowieka. Pisarze złapali oba te motywy jak kaczka żabę i zaczęli opierać na nich całą masę powieści, które z kolei czytelnicy pochłaniali tonami. Ich bohaterowie – dzielni podróżnicy w korkowych hełmach – przemierzali dżungle Afryki, nieśli oświecenie tubylczej ludności, stawiali czoła groźnej przyrodzie w dziewiczych górach Azji czy odkrywali pradawne ruiny Ameryki Południowej. Często wzbogacano je o pierwiastek niesamowitości – w końcu te dzikie lądy i krainy były jeszcze niepoznane, tajemnicze i groźne, czemu więc nie dorzucić kultu nieśmiertelnej cudnej boginii gdzieś na pustyni?

haggard-ona-ayesha

Ona i kolejne jej części oparte są na podobnym motywie: podróży, odkrywaniu terra incognitapradawnych tajemnicach i mistycyzmie. Zdobyły niesamowitą wręcz popularność w tamtym okresie. To romantyczne historie o silnych, zdeterminowanych mężczyznach, wspaniałych przygodach, wielkiej miłości i magii. Ale teraz – ponad wiek później – straciły wiele ze swojego uroku.

Ayeshy, wydanej w 1905 roku, widać to jeszcze wyraźniej, niż w Onej. Haggard powtarza motywy, wrzucając je tylko w inne realia, co może już nieco nudzić czytelnika nawet w tamtym okresie, a co dopiero dzisiaj, kiedy wszystko to już widzieliśmy przemielone kilkanaście razy. Większym problemem jest jednak forma i wydźwięk powieści.

Znalezione obrazy dla zapytania ayesha haggard

Przerzucanie ciężaru opowiadania na fikcyjnego narratora w powieści auktorialnej dzisiaj występuje bardzo rzadko, a w takiej formie jak u Haggarda – prawie nigdy. Fani Lovecrafta wiedzą, o czym mówię: bezimienny wydawca/redaktor/dziennikarz/przyjaciel otrzymuje znienacka dziennik/pamiętnik/list/zapis niezwykłej podróży/innego wydarzenia, które postanawia przekazać potomności, często mimo niekompletności rękopisu. Osobiście męczy mnie ta forma – owszem, nadaje wydarzeniom kronikarskiego sznytu, pozwala na komentarze odautorskie i pewne nieścisłości, ale po prostu już mnie znudziła. Dodając do tego trącący myszką styl, przy tym nierówny (momentami aż kipi od szczegółów i ozdobników, w innych miejscach jest uproszczony do bólu) – wielu dzisiejszych czytelników może się od Ayeshy odbić.

Druga sprawa to kwestia stereotypów. I nie, to nie jest „lewacki przytyk o poprawności politycznej”. Wizerunek buddystów, Tybetańczyków i innych ludów Azji w książce Haggarda jest – z dzisiejszej perspektywy – równie adekwatny jak ten w filmie Złote dziecko  z Eddiem Murphym: romantyczny i wizualnie atrakcyjny, ale śmieszny w swojej stereotypowości i przerysowaniu.

Takie przedstawienie realnie istniejących państw dzisiaj, gdy mamy na ich temat całkiem sporo informacji dostępnych pod ręką, budzi w czytelniku po prostu rozbawienie. Jednocześnie przeszkadza w lekturze: nierealistyczny element zaburza odbiór (przynajmniej w moim przypadku) i trudno już wrócić do czytania na poważnie. Kłuje też w oczy to, jak prezentowani są bohaterowie „zagraniczni”, najczęściej kolorowi, w odniesieniu do białych: często w pozycji niższości, niemal zawsze jako usłużny gospodarz wielkiego gościa, pokorny uczeń mądrego podróżnika itp. Epoka była kolonialna – trudno się więc dziwić – ale dzisiaj trochę to mierzi. Z punktu widzenia historyka literatury jest z kolei fascynujące i można wyciągnąć tu wiele informacji kulturowych na temat tamtego okresu.

Mam ten sam problem z wieloma starszymi powieściami: Zaginionym światem (chociaż ten ratują dinozaury), Podróżą do wnętrza ZiemiLądem zapomnianym przez czas, a nawet naszymi klasykami, jak W pustyni i w puszczy czy Tomkiem na Czarnym Lądzie i w innych Dziwnych Miejscach. 100 lat temu te powieści mogły być przygodą – dzisiaj są nierealistyczną bajką, która jednak realizm udaje. To sytuacja zupełnie inna niż w przypadku fantastyki jako takiej: budując fantastyczny świat pisarz nie zostanie tak łatwo oskarżony o nierealność, bo to w końcu magiczne królestwo elfów, a nie Warszawa anno domini 2010; sięgając po zabiegi futurologiczne podobnie: opiera założenia na dzisiejszym stanie wiedzy i ogólnikowo lub szczegółowo tworzy obraz technologii/społeczeństwa za lat X. A tu? Niestety – przedawniło się.

Znalezione obrazy dla zapytania ayesha haggard

Dlatego Ayeshę po prostu zmęczyłam. Nie miała tego uroku nowości co Ona, Haggard też zdawał się iść nieco na łatwiznę, tworząc skomplikowaną fabułę, ale szukając łatwego rozwiązania wątków. Mogę powiedzieć, że generalnie warto było po nią sięgnąć – zawsze warto poznawać klasykę i znajdować punkty odniesienia do współczesnych książek, zaspokoić ciekawość – ale nie podobała mi się. Cóż poradzę? 🙂

PS – jeśli masz ochotę kupić jakąś książkę i jednocześnie wesprzeć mojego bloga, proponuję kliknięcie w te linki:

Kupując tędy, pomagasz Matce Przełożonej! 😀 

Reklamy

7 uwag do wpisu “Henry R. Haggard „Ayesha. Powrót Onej”, czyli powrót do przeszłości

  1. mimo wszystko – Haggard to lektura dzieciństwa.
    Wiadomo że to (czyli klasyczne opowieści przygodowe) mocno posunęły się w latach. Choć jest to wynik samoświadomości(wiedzy) czytelnika, niż faktycznego wieku. W latach ’80 czytałem wszystkie pozycje z wypiekami i nie przeszkadzały mi niepoprawne wątki.

    Dziwny dobór lektury – w sumie jakbym chciał wrócić do Haggarda to najprędzej sięgnąłbym do Eryka Promiennokiego.

    ps. a z takich książek w klimacie podobnym, ostatnio przeczytałem Przepaść (M.Paver) – powiedziałbym że nieco podobna to Tomka na tropach Yeti :).

    Polubienie

    1. Haggard to przede wszystkim powieści podróżniczo-przygodowe z pewnymi nad naturalnymi wątkami (Kopalnie Króla Salomona kojarzysz ?)

      Eryk Promiennooki to już klasyczna pre-fantasy – i jak już po coś sięgać …

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s