Walter Tevis “Przedrzeźniacz” – smutna książka o robocie i śmierci [recenzja]

Wizja cywilizacji, która umiera, bo ludzie chcieli być szczęśliwi, jest przytłaczająca.

Przedrzeźniacz Waltera Tevisa to jeden z nowszych tytułów w Artefaktach wydawnictwa MAG – napisany w 1980. Przedstawia niepokojącą wizję przyszłości świata, tym smutniejszą, że opisaną już po długiej przerwie od twórczości, którą Tevis musiał wziąć na czas alkoholizmu i depresji. To dojrzała, przytłaczająca książka zmuszająca do przemyśleń.

Spofforth to robot Marki Dziewięć – największe osiągnięcie ludzkości. Ma mózg będący odbiciem ludzkiego, ciało, które jest ciepłe i krwawi. I jest przerażająco samotny. Nie może umrzeć, póki istnieje ludzkość. Pozostałe M9 już miały szansę się zabić. Po Nowym Jorku krąży ostatnie pokolenie ludzi. Tak przynajmniej wierzył Spofforth, póki nie wprawił w ruch szeregu przedziwnych zdarzeń, począwszy od zatrudnienia na uniwersytecie jedynego na Ziemi człowieka, który umie czytać, Bentleya. To tym bardziej zdumiewające, że czytanie… jest zakazane. Prowadziło do utraty spokoju.

Ludzie wymierają, otumanieni tabletkami dającymi spokój i szczęście, selekcjonowani przy urodzeniu tak, by nie przepuścić dalej zbyt inteligentnych. A system regulujący płodność i wydający ludziom narkotyki i psychotropy też się rozregulował i nie ma kto go naprawić.

books-1644060_1280.jpg

Powolny upadek ludzkości

Tevis w Przedrzeźniaczu skupił się raczej na sportretowaniu społeczeństwa przyszłości niż na akcji. Konstrukcja świata przedstawionego to najsilniejsza strona Przedrzeźniacza. Podczas lektury miałam nieustanne skojarzenia z o 50 lat starszym Nowym wspaniałym światem: tabletki, goniące za szczęściem społeczeństwo, warunkowanie psychologiczne od dziecka, mamy nawet rezerwat dla nieprzystosowanych, chociaż zaledwie wspomniany. Zupełnie jakby Tevis pokazywał huxleyowską utopię, której „nie wyszło” w trakcie powstawania. Przy tym autorowi udało się odmalować ponurą wizję w bardzo jasnych barwach – brak tu dystopicznych tropów, opresji, poczucia zaszczucia. Ludzie spokojnie odchodzą w zapomnienie.

Ciekawe jest przywiązanie ogromnej wagi do książek – tych papierowych. W całym Przedrzeźniaczu mamy tylko trzy media: holograficzną telewizję z dziwacznymi, abstrakcyjnymi programami, nagrania głosowe oraz niepotrzebne, przeznaczone do utylizacji stare książki z papieru. Z jednej strony autor zdaje się wskazywać, że to właśnie nośnik umożliwił przetrwanie języka pisanego, a to sprawiło, że Bentley zupełnym przypadkiem nauczył się czytać i wprawił w ruch całe domino kolejnych zdarzeń: zaczął się uczyć i rozumieć, co się wokół niego dzieje, w końcu spotkał Mary Lou – niezwykłą kobietę, tak samo jak on inną od reszty ludzkości. Z drugiej – trochę czuć to brakiem wiedzy lub niechęcią do technologicznych nowinek.

Przedrzezniacz front popr

To niesamowicie smutne

Wizja ludzkości w Przedrzeźniaczu była ponura. Jednocześnie większość mojej sympatii była z najlepiej napisanym z bohaterów, Spofforthem – przerażająco samotnym robotem zdolnym do gniewu i miłości, jedyną w pełni świadomą istotą na Ziemi, zmuszoną żyć wiecznie, póki jego ogłupiali twórcy chodzą po świecie. Nie może się zabić – nie może też zasnąć. Jest aktywny 23 godziny na dobę i to prowadzi go powoli do szaleństwa – na ile robot może oszaleć. To kreacja karkołomna, ale Tevis dobrze sobie z nią poradził jako autor. Trzeba tu też wskazać, że na tle Spoffortha słabiej wypada pozostała dwójka bohaterów: Bentley i Mary Lou.

Ta historia nie trąci tanim moralizatorstwem – czytelnik wiele się domyśla, ale nic nie jest mu podawane wprost i nachalnie. Jednocześnie w pewien sposób piętnuje społeczne dążenia do ułatwiania sobie życia i pławienia się w przyjemności – pokazuje, jak działają używki i do czego prowadzą (a kto lepiej niż wieloletni alkoholik o tym wie?) i że aby naprawdę dorosnąć, potrzebne są edukacja, inteligencja emocjonalna, praca.  

Zdecydowanie polecam – Przedrzeźniacz jest naprawdę świetną lekturą, dobrze napisaną i niosącą ważne treści. I, co ważne, nie trąci myszką, jak wydane wcześniej w tej serii Drugie odkrycie ludzkości  Smitha.

  • Walter Tevis Przedrzeźniacz
  • wyd. Mag
  • 240 stron
  • lipiec 2015

10

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Walter Tevis “Przedrzeźniacz” – smutna książka o robocie i śmierci [recenzja]

  1. Naprawdę dobra, skłaniająca do refleksji książka (największe wrażenie zrobił na mnie chyba wątek Spoffortha). Niebawem będę zabierał się do „Człowieka, który spadł na ziemię” tego autora, mam nadzieję, że utrzyma poziom „Przedrzeźniacza”. 🙂

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s