Sarah J. Maas – „Dwór mgieł i furii”, czyli recenzja mniej entuzjastyczna

Może pamiętacie, jakiś czas temu recenzowałam niezwykle popularną powieść YA opartą na retellingu znanych baśni, osadzoną w świecie fae: Dwór cierni i róż. Książka przypadła mi do gustu, z ciekawością czekałam na tom drugi – i srodze się zawiodłam.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest napisana gorzej: nadal jest wciągająca, świetnie się czyta i jest całkiem ciekawa. Jednak czuję się przez autorkę oszukana. Spodziewałam się, że w świetle zapowiadanych wydarzeń otrzymam w Dworze mgieł i furii opisy nauki używania mocy, treningi walk, politykę Dworów, przygotowania do wojny, generalnie – trochę mięsa. Co dostałam? Na 768 stronach książki jakieś 600 to czyste romansidło.

johf6JqTNeY

Dwór mgieł i furii miał być mroczny

Feyrę, bohaterkę cyklu, zostawiliśmy po przerażającej bitwie, którą rozegrała pod Górą z Amaranthą, skrzywioną i złą władczynią wysłaną przez króla Hybernii, wielkiego królestwa fae, na Prythian. Dziewczyna została przywołana z martwych, zyskała ciało fae wysokiego rodu i mogła na zawsze połączyć się z ukochanym Tamlinem. Happy end? Nie do końca. W tomie kolejnym przenosimy się kilka miesięcy do przodu: Feyra cierpi od czegoś podobnego do PTSD, podobnie Tamlin. Nic się nie układa mimo planowanego ślubu. Dziewczyna jest coraz bardziej przytłoczona i zduszona tym, czego się od niej oczekuje oraz zabraną jej wolnością – bo Tamlin przerażony jest wizją ponownej jej utraty – więc marnieje w oczach. I w dniu ślubu pojawia się nieproszony gość, Rhysand, książę Dworu Nocy, przypominając o umowie zawartej z Wyzwolicielką fae. A nad całą krainą wisi widmo przerażającej wojny z bezdusznym królem Hybernii.

yes_dwormgielifurii.gif

Można powiedzieć, że materiał do stworzenia dobrego fantasy był mocny. Sarah J. Maas postawiła jednak na całkiem prosty romans. Nie potrzeba było geniusza, żeby domyślić się, że Feyra skieruje swoje uczucia w stronę mrocznego bohatera romantycznego, Rhysanda, a wszelkie perypetie po drodze nie będą specjalną przeszkodą – raczej posłużą wyeksponowaniu ich flirtów, zachwytów nad fragmentami ciała czy rozmyślań bohaterki o swoich uczuciach.

Za dużo tych uczuć we mgle

A tych jest masa. Aż za wiele. Początkowo kleiło się to nawet dobrze: straumatyzowana Feyra, równie rozbity Tamlin, uwolniony ze szponów Amaranthy Rhys mieli do zaleczenia wiele ran, więc nic dziwnego, że skupiliśmy się na ich psychice. Ale im dalej, tym gorzej. Maas zaczęła wpadać w tendencję powtarzania co kilkanaście-kilkadziesiąt stron tych samych informacji (jak biedny był Rhys, jaka przytłoczona była Feyra itp.). To może znudzić – spowalnianie akcji jest ok, jeśli robi się to z głową, a nie jakby płacono nam od liczby słów. Swoją drogą – w wielu recenzjach przewija się stwierdzenie, że ich autorki nie znoszą tu Tamlina. Cóż, ja mam dla niego ogrom współczucia i zrozumienia – to całkiem tragiczna postać, mimo tego, jak powierzchownie odmalowana.

dwor mgiel i furii 2.jpg

Konstrukcja Dworu mgieł nieco ssie

Także rozwiązania typu deus ex machina pojawiające się trochę znienacka są denerwujące (chociaż od literatury YA nie wymagajmy za wiele w tej kwestii). Bohaterowie i wrogowie pojawiają się w najbardziej oczywistych miejscach z oczywistymi misjami, a niektóre z motywów zostały przygotowane tylko po to, żeby móc rozwinąć kolejne wątki romansowe w tomie trzecim (np. odnalezienie przez Luciena znienacka swojej towarzyszki – partnerki na całe życie). Drażniła mnie też pewna niespójność świata, której w poprzednim tomie po prostu nie było. Fae są nieśmiertelni, żyją setki lat. Wszelka logika podpowiada, że ich dzieci powinny rosnąć i dojrzewać wolniej niż u ludzi… otóż nie. Okazuje się, że duża część naszych bohaterów została skrzywdzona jako młodzież i dzieci – siedemnastolatkę na przykład usiłowano wydać za mąż wbrew jej woli. To jest nielogiczne i strasznie przeszkadzało.

Ale podsumowując – jest przyjemnie. Czytałam szybko i bezproblemowo, “wchodzi” gładko i po przyspieszeniu akcji (tej “mięsnej”) pod koniec można mieć nadzieję, że kolejny tom, bodajże tłumaczony jako Dwór skrzydeł i ruiny, będzie już lepszy – bo tak, na pewno go kupię 🙂

dwor-mgiel-i-furii-rhysand

  • Sarah J. Maas Dwór mgieł i furii
  • wyd. Uroboros
  • 768 stron
  • styczeń 2017

5

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Sarah J. Maas – „Dwór mgieł i furii”, czyli recenzja mniej entuzjastyczna

  1. Mnie Sarah J. Maas odstraszyła już pierwszą powieścią wydaną w Polsce, tj. „Szklanym tronem”. Faktycznie czyta się nieźle, ale należy do książek przypominających szpitalny kleik: łatwo wchodzi, nie jest niesmaczny, ale smaczny też nie. Ot takie nic nie wnoszące czytadełko, na które szkoda mi czasu. A i tak, na szczęście, wątku romantycznego prawie nie było 😉 „Dworu mgieł i furii” pewnie bym nie przeżyła 😛

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s