Pierce Brown “Red Rising. Złota krew” – rebelia o wielu twarzach. Recenzja

Polecały mi tę serię koleżanki, polecali recenzenci. Hollywood interesuje się ekranizacją, a w Polsce pojawiły się aż dwa wydania. No to w końcu sięgnęłam po Red Rising. Powiem wam, że pierwszy tom jest bardzo obiecujący.

Kilka faktów: to młodzieżówka. Jak większość ostatnio wydawanych – osadzona w dystopijnym świecie przyszłości. W tym wypadku Pierce Brown sięgnął po fantastykę dalekiego zasięgu, w której ludzkość zasiedliła Marsa, Układ Słoneczny i kilka planet poza nim. Społeczeństwo podzielone jest na kasty, oznaczone kolejnymi kolorami, w których nie ma możliwości awansu. Czerwoni, do których należy główny bohater, Darrow, to górnicy, którzy wierzą w swoją misję: przygotowanie Marsa do zamieszkania, pionierski wysiłek dla dobra ludzkości. Tak naprawdę są niewolnikami wyższych kast. Gdy Darrow w okrutny sposób dowiaduje się prawdy, dostaje szansę na zemstę i uwolnienie swojego ludu. Skomplikowane operacje i treningi mogą zrobić z niego Złotego – władcę świata.

20d09f777e59e2bf37e4e63c87046c27627b5cb1a1888570e894395f5d06212b

Złota krew – płynie nierówno

Pierwsza część książki, w której poznajemy życie Czerwonych w podziemnych kopalniach Marsa, jest, mówiąc wprost, naiwna i przewidywalna. Mamy typowe uciśnione społeczeństwo, typowych złych arystokratów i typowe dla podobnych powieści młodzieżowych bezsensowne okrucieństwo władzy. Potem zaczyna się ciekawsza część powieści.

Darrow, oficjalnie martwy, dostaje propozycję nie do odrzucenia: może przeobrazić się w Złotego, zinfiltrować szeregi kasty panów i rozsadzić ją od środka. Poddaje się bolesnym, długotrwałym procesom (które jednocześnie wzbudzają w czytelniku podziw w kwestii postępów medycyny), uczy się i w końcu trafia do Instytutu – placówki szkoleniowej najwyższych stopniem wśród Złotych. W tym przedziwnym miejscu setki nastolatków zostają poddane testowi, który bardziej przypomina przepuszczenie ich przez maszynkę do mięsa (nieomal dosłownie).

Ostatecznie dostaliśmy połączenie typowej dystopii, szekspirowskiej opowieści o zemście i motywu battle royale.

51.jpg
Swoją drogą, to Battle Royale to dobra manga jest.

Zachęcające? Owszem

Wbrew użyciu wyeksploatowanych motywów, Złotą krew czyta się naprawdę świetnie. Brown ma talent do słowa – nawet z prostej, powtarzalnej treści tworzy interesujące, wciągające sekwencje. W książce jest ogrom akcji, która niespecjalnie pozwala się oderwać: pełne przemocy, ale napisane bez epatowania krwią sceny przewijają się nieomal non stop. Ta narracja ma w sobie coś naturalistycznego, jak powieści francuskich pozytywistów, a autor stara się pokazać, że nie wszystko jest tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać.

Złota krew bywa płaska

Słabiej wypadają postaci. Darrow, nasz szesnastoletni główny bohater, jest dość prostą konstrukcją: najpierw działa dla dobra swoich ludzi (i aby się popisać), potem napędza go chęć zemsty. Nawet gdy docieramy do momentu, gdy nachodzą go wątpliwości i zaczyna próbować prowadzić moralne dywagacje co do swoich czynów, szybko porzuca je na rzecz działania (najczęściej brutalnego). Jego rozwój jest wyraźny, ale dość łatwy do przewidzenia. Pozostałe postaci są także dość jednowymiarowe, chociaż bardzo sympatyczne i zapadające w pamięć.

złota-krew

Nadal jednak nie można nie zauważyć naiwnych, często nielogicznych wyborów bohaterów i samego autora. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że Złota krew skupia się na pełnym akcji battle royale, pomijając ciągle aspekt społeczny (na którym miała się opierać), a bohaterowie – chociaż genialni – dokonują najczęściej nieprzemyślanych wyborów. Psuło to trochę lekturę i drażniło, zwłaszcza na początku powieści. Łatwo jednak przymknąć na to oko.

Drażni też dość luźne podejście do nauki. Nie zdradzę wiele, gdy powiem, że Darrow przeszedł totalną fizyczną przemianę – włącznie z tym, że dostał nowe kości i zęby, rozbudowano mu mózg, dodano mięśnie itp. Jednocześnie autor cały czas wskazuje, że jego odruchy są takie same jak poprzednio (ale jak to?), inteligencja również, funkcjonowanie fizycznie różni się tylko siłą i szybkością, ale ponoć na to też wpływ ma siła i szybkość sprzed przemiany…? Cóż. Nie trzyma się to kupy, ale przynajmniej dobrze się czyta.

coy-dunno.gif

Nie ukrywam, że bardzo mi się podobało mimo wad. Złota krew zakończyła się efektownym cliffhangerem, który każe z niecierpliwością czekać na kolejny tom. To bardzo przyjemna, chociaż nie tak odkrywcza jakby chciała udawać, książka. Starsi czytelnicy mogą po nią spokojnie sięgnąć (młodszym nie polecam ze względu na poziom brutalności).

  • Pierce Brown Red Rising #1. Złota krew
  • wyd. Drageus
  • 432 strony
  • listopad 2015

6

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Pierce Brown “Red Rising. Złota krew” – rebelia o wielu twarzach. Recenzja

  1. Rodzi się pytanie, czy potrzebne nam kolejne klony tej samej opowieści: Battle Royale, Igrzyska Śmierci, Niezgodna i cała masa tych, które przyszły później. Czy wystarczy zmiana miejsca akcji, ale zachowanie poziomu naukowości oraz wrażliwości społecznej?…. Saaaa.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s