Sally Green „Zła krew”, czyli czytelnik wypluty

Kiedy zamknęłam ostatnią stronę Prawdziwej krwi, byłam wściekła. Jeszcze żaden autor mnie tak emocjonalnie nie sponiewierał, jak Sally Green.

Lubię młodzieżówki – nie ukrywam tego. Większość czytelników podchodzi do nich ze sporą dozą nieufności – nic dziwnego, jakieś 90 proc. literatury YA to sztampowe romansidła w pseudofantatsycznej otoczce. Czasami jednak w morzu tych często infantylnych, przewidywalnych powieści trafi się taka, która ponad poziomy wylatuje, wali prosto w wątrobę i powoduje niesamowitego moralniaka.

A zaczęło się niepozornie: Zła krew, tom pierwszy trylogii, opisem przywołuje z automatu skojarzenie z Harrym Potterem. Oto Wielka Brytania, w której – w ukryciu przed “amagami”, ludźmi niemagicznymi – mieszkają czarodzieje. Podzieleni są niejako na dwie frakcje: dominujący liczebnie biali czarodzieje, „ci dobrzy”, którzy stworzyli system zarządzania społecznością, siły porządkowe i prawa, oraz czarni czarownicy, „ci źli”, ze swej natury wnoszący w otoczenie chaos, brutalni i raczej nieliczni, tępieni przez czarodziejów. W tym bałaganie tkwi Natan – wyrzutek i mieszaniec: jego matka była czarodziejką, ojciec – najpotężniejszym czarownikiem, poszukiwanym mordercą.

giphy.gif

Natan to dziwny bohater. Z racji swojej bardzo wątpliwej pozycji społecznej jest od niemowlęctwa szykanowany – tak przez czarodziejów, jak i rząd magicznej społeczności; życzliwości doświadcza tylko ze strony części najbliższej rodziny. Znosi agresję i ostracyzm, czasem też tortury, ciągłą inwigilację i traktowanie jak zakładnika służącego do wywabienia jego ściganego ojca z ukrycia. Jego życie zmienia się na jeszcze gorsze, gdy zbliża się do magicznego wieku 17 lat, gdy każdy młody adept magii musi przejść rytuał dorastania – inaczej umrze. A Natan… ląduje w klatce, trenowany przez całe lata przez byłą członkinię oddziałów specjalnych; ma być bronią w walce z własnym ojcem. Działania rządu prowadzą dość szybko do eskalacji konfliktu biali-czarni i wprowadzenia w Wielkiej Brytanii zasad typowych dla władzy totalitarnej. Natan w całym zamieszaniu ucieka na kontynent, a świat magii ogarnia coraz większa ksenofobia i panika.

Już ten setting sprawia, że trudno odnosić się do Złej krwi jako typowej młodzieżówki. Do tego główny bohater, Natan, jest wyjątkowy na tle znanych mi powieści YA: wycofany, zaszczuty, nastawiony negatywnie i nieufnie – i to w realistycznie pod względem psychologicznym oddany sposób, a nie znany nam z innych YA “jestem socjopatą, ale przyjaźń mnie wyleczy”. Obojętność na otoczenie, oznaki problemów ze spektrum autyzmu (np. nie może nauczyć się czytać; generalnie ma problemy z nauką w ogóle), marazm wywołany złym traktowaniem – to dopełnia tego obrazu. Co ważne, Sally Green w trakcie rozwijania akcji świetnie zaprezentowała ewolucję Natana – którą najwyraźniej widać chyba w tomie drugim, Dzika krew; napotykane postaci, brutalne wydarzenia, rozwój emocjonalny napiętnowany jednak tragicznym dzieciństwem, skomplikowane uczucia do ojca, świadomość bycia przyczyną śmierci wielu bliskich osób – to wszystko ma ciągły, nie do przecenienia wpływ na bohatera.

2191_efc8_480

Jednocześnie, mimo poświęcenia ogromu uwagi zawirowaniom w życiu głównego bohatera, Green nie zapomina o tle politycznym. Konflikt czarodziejów i czarowników eskaluje, przenosi się na nowe tereny (trafiamy nawet do Polski) i zbiera coraz więcej ofiar. Podział na “białych” i “czarnych” staje się coraz mniej wyraźny, aż do momentu, w którym chodzi już tylko o walkę o przetrwanie magów jako różnorodnej, funkcjonującej społeczności.Tło powieści jest więc dopracowane i odpowiednie do tego, co dzieje się z Natanem.

Dodajmy do tego, że Green w żaden sposób nie oszczędza postaci, które powołuje do życia. Śmierć, nastoletnie ciąże, tortury, rasizm, szykany w najgorszym wydaniu – wszystko tu znajdziemy. Najgorzej obrywa się oczywiście Natanowi – nawet dając mu możliwość rozwoju i uwolnienia się od części demonów, które go ścigają, autorka łamie go raz za razem. Spoilerów nie będzie, ale zaręczam, że nie raz podczas lektury odkładałam czytnik i szłam odetchnąć na balkonie, dla uspokojenia. Czytając, czułam się sponiewierana emocjonalnie: mimo ogromnej antypatii, jaką przynajmniej początkowo wzbudza Natan jako osoba, trudno było mu nie kibicować. Zakończenie zaś po prostu złamało mi serce – pierwszy raz widziałam, żeby jakiś autor tak postąpił z protagonistą.

Supernatural-Dean.gif

Po zakończeniu trylogii długo przeżywałam to, co stało się z jej bohaterami, Wiedźma mi świadkiem. Autorzy YA mają zwykle tendencję do brutalizowania wydarzeń i “podkręcania” agresji w książkach, by zszokować i zainteresować żądnego wrażeń czytelnika – jednak Sally Green zrobiła to w inteligentny sposób, pokazując realistyczne mechanizmy rządzące ruchami społecznymi, wpływ wydarzeń na rozwój psychiki dziecka/nastolatka czy też rozwój związku między dwiema osobami. Tym trudniej było patrzeć na to, co zrobiła z Natanem – po kilku miesiącach od lektury nadal czuję po prostu złość.

Serię polecam, bez wahania.

  • Sally Green Zła krew, Dzika krew, Prawdziwa krew
  • wyd. Uroboros
  • 430 + 430 + 336 stron
  • wyd. październik 2014 – wrzesień 2016

8

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Sally Green „Zła krew”, czyli czytelnik wypluty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s