Ebook to nie książka! [MYŚLI LUZEM]

Dzisiaj raczej żartobliwie, bo w sumie tu można się tylko uśmiechać: o tym, że ebooki to nie książki, czytanie ebookow to nie czytelnictwo i że forma przerasta treść.

Internet to cudowny wynalazek, dający dostęp nie tylko do ogromu wiedzy i usług, ale też podsuwający pomysły i opinie, na które sami nigdy byśmy nie wpadli. Na przykład takie, że książka jest książką tylko wtedy, gdy jest na papierze, zamknięta w okładkach. Ebook, mimo nazwy, książką nie jest, bo nie pachnie i nie szeleści. Dodatkowymi argumentami, wymienianymi tuż za tymi dwoma flagowymi, są: niemożność postawienia ebooka na półce, brak dotyku papieru oraz niemożność sprzedania po przeczytaniu.

Muzyka czy wideo zawsze były dla mnie dobrami niematerialnymi: czy oglądam je na monitorze laptopa, czy na ekranie telewizora, czy w streamingu, czy z satelity, efekt jest identyczny, wrażenia także. Podobnie muzyka: póki nie mam kosztującego miliony monet sprzętu, to płyta, kaseta, mp3 czy FLAC są mi bez różnicy, liczy się, że słyszę. Ale książka to inne medium: dotąd dostępne tylko w formie materialnej, w ręku, jako zadrukowane karty. Zmiana nie tylko sposobu kupienia i dostarczenia książki, ale także nośnika i sposobu odbioru tekstu była dla mnie dość bolesna. Jestem z tego dziwnego pokolenia z małych miast: komputer w domu pojawił się w moim domu, gdy byłam w pierwszej klasie liceum, ale internet miałam dopiero na drugim roku studiów, pięć lat później; komórkę (Simmensa z antenką!) dostałam dopiero w klasie drugiej. Mój pierwszy odtwarzacz mp3 miał 512 MB pojemności, co wtedy było całkiem zacnym wynikiem, kosztował mnie 369 zł. Brzmi jak podręcznik do historii, nie? Książka więc całe życie była dla mnie przedmiotem bardzo materialnym.

whaaaaat

Historia pewnego oswajania

Dostałam PocketBooka na urodziny, znienacka. Byłam nieco skonsternowana, ale ok, uznałam, weźmiemy byka za rogi. Poklikałam, nie spodobało mi się, oddałam mężowi w użytkowanie. Przez pół roku wpychał mi urządzenie w ręce przy każdej okazji, tłumacząc obsługę. Poczytałam o działaniu ebooków, o tym, czym się różni z naukowego punktu widzenia ebook od papieru, jak mózg reaguje na dane medium, co jest bezpieczne dla oczu, odkryłam księgarnie, w których były ciągle cudowne promocje na wyciągnięcie ręki. I w końcu pewnego dnia popatrzyłam na wylewające się z biblioteczki książki: w podwójnych rzędach, dodatkowo poukładane poziomo na stojących pionowo, plus stosy leżące na ściennych półkach, plus stos na szafce obok, plus karton na szafie, plus zastawiona półka w łazience, plus… STOP – powiedziałam sobie. Co tu się dzieje?

books-768426_640
Tyle książek, matko i córko…Fot. Pixlr

Popatrzyłam na czytnik, czytnik popatrzył na mnie. Dotarło do mnie, że – uwaga – książka to treść. Całe studia polonistyczne czytałam biblioteczne zszywki i kserówki, PDFy od wykładowców i zdjęcia stron (!) udostępnione przez kolegów z roku – i nie pomniejszyło to w żaden sposób mojej wiedzy, a ułatwiło życie. Dlaczego więc zwykłe książki w wersji cyfrowej miałyby być gorsze?

Czym jest ebook?

Ebook jest książką. Dokładnie – jej wersją cyfrową. Tekstem zapisanym, jak tłumaczył nam profesor Markowski na wykładach, stojącym obok tekstu pisanego, czyli papierowego. Ebook Neuromancera to ta sama treść i ten sam zapis, co w wydrukowanej wersji Neuromancera, ale odczytujemy go nie za pomocą urządzenia analogowego (książki papierowej), ale cyfrowego (czytnik, tablet itp.). To jak w przypadku muzyki: fizyczna płyta CD odtworzona w wieży hi-fi daje możliwość odsłuchania muzyki. Plik mp3 odtworzony na telefonie czy komputerze daje dokładnie to samo – efekt jest identyczny.

annawitten
Krążące po social mediach zdjęcie prawdopodobnie autorstwa Anny Witten

Są oczywiście różnice kosmetyczne. Książka papierowa jest ładna. Uwielbiam to, jak książka wygląda. Nadal mam pełną biblioteczkę papierową, co jakiś czas ją także uzupełniam i zmieniam jej zawartość. Zachowałam swoje ulubione tomy, bo patrzenie na nie daje mi radość. Podręczniki i książki naukowe też wolę w papierze, bo łatwiej szybko porównywać fragmenty testu. Jednak resztę pracowicie przebrałam, odsiałam, po czym sprzedałam, wywiozłam, rozdałam, przekazałam bibliotece lub na kiermasze WOŚPu. W domu zrobiło się więcej miejsca, przybyło też komiksów, które w końcu mam gdzie ustawiać. A pod ręką zawsze leży czytnik, na nim zaś jakieś 200 książek.

Tyle że internet szybko mi uświadomił, że moje podejście dla niektórych jest abominacją…

Ebook to nie książka!

Na forach dyskusyjnych, na Facebooku, w komentarzach pod artykułami często pojawia się zagorzały obrońca papieru. Ale nie taki „zwykły”, który uważa, że książki są wygodniejsze i ładniejsze, więc po ebook nie sięgnie, lub który wysuwa logiczne i jak najbardziej zasadne argumenty: ceny urządzeń, słabego wzroku, bólu oczu, chęci zostawienia dzieciom literackiego spadku. To są osoby, z którymi dyskusja jest często przyjemna, dochodzimy do ciekawych wniosków.

Papierowi  krzyżowcy dzielą się na dwa, powiedzmy, zakony: tych, którzy gardzą ebookami w ogóle oraz tych, którzy uważają, że nie powinno się za nie płacić, bo są cyfrowe. W obu przypadkach głównym hasłem jest „ebook to nie książka”. Z nimi dyskusji najczęściej nie ma.

yesitis.gif

Ci pierwsi często wysuwają argumenty, z których lekko nabijam się na początku tekstu. Ebook nie pachnie. Nie można czuć papieru pod palcami. Nie można patrzeć, jak stoi na półce, nie można powąchać. Ba, nie można strzelić sobie z nim selfie. „Dla mnie książka to świątynia” – to pojawia się dość często. Książka to „prawdziwa magia słowa”, ebook to tylko imitacja i sztuczny twór. Ebooki to „wirtualne śmieci”, a prawdziwa książka jest drukowana. „Nic nie jest w stanie zastąpić fizycznego kontaktu z książką, a ebooki to marna imitacja”, brak im „struktury, zapachu, ciepła”. To wszystko cytaty.

lcebookniezapewnilizaniekobietyprzezszybemarnaimitacjamasturbacjaprawdziwasiazka

Widać tu jedną, bardzo ciekawą rzecz: kult książki papierowej jako przedmiotu. Rozumiem go – jak już wspomniałam, sama papier straszliwie lubię – ale nie toleruję. To trochę jak „lubię psy, ale tylko rasowe, bo kundel to nie pies”. Bez sensu? Owszem. Gdyby książkę definiowała forma, to równie dobrze moglibyśmy kupować ryzy papieru, drukować dowolne pierdoły z internetu, choćby przemówienia Bieruta, i oprawiać w skórę. Ale przecież książki kupujemy, żeby czytać, prawda? A ebooka możemy przeczytać tak samo, jak papier. Argumentacja wydaje się logiczna, jednak ciekawostka: nigdy nie trafiła do zacietrzewionego rozmówcy.

Druga grupa krzyżowców jest, tak naprawdę, gorsza i bardziej szkodliwa. Oni nie tylko powielają argumenty powyżej – o zapachu, kartkach itp. Oni nie uważają ebooka za książkę, ale hipokryzja kryje się w tym, że nadal z nich korzystają, lecz tylko z nielegalnych źródeł, chwaląc się tym nawet. Bo, jak przeczytałam w pewnej, już usuniętej dyskusji, nikt normalny nie zapłaci za plik mający 1MB. Argument o wartości treści książki odpierano już m.in. prośbą o wydrukowanie zdjęcia kanapki i zjedzenie go zamiast śniadania. Dyskusja po prostu nie jest możliwa – każdy logiczny argument zostaje zbity wyśmianiem lub definitywnym „nikogo na to nie stać”. I tyle.

reaction-gifs-bullshit

Ostatecznie wiadomo, że nie przekonamy nieprzekonanych. To jak z kreacjonistami: mimo faktów podtykanych im pod nos, są święcie przekonani, że Ziemia ma 6 tysięcy lat i kropka. Nam pozostaje się uśmiechnąć 🙂

Główne zdjęcie – Flickr, Tina Franklin
Reklamy

5 uwag do wpisu “Ebook to nie książka! [MYŚLI LUZEM]

  1. Ciekawy tekst. Gdyby ci „konserwatywni” mogli mieć realny wpływ na rozwój formy, na której człowiek uwiecznia słowo pisane, to albo nadal czytalibyśmy z glinianych tabliczek (jakie one przyjemnie chropowate i takie trójwymiarowe), albo z pergaminu (ten zapach skóry…), rolowalibyśmy zwoje wyśmiewając zwolenników kodeksu, a Gutenberga spalono by na stosie (tylko kaligrafia jest prawdziwa!) Także eBook i już!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s