Kompulsywne kupowanie książek – bibliomania i bibliofilia

Każdy fan czytania zna to uczucie: nowa książka, która woła do ciebie z półki księgarni, z tą śliczną okładką, na pewno cudowna i opis taki świetny, no musisz ją kupić! I wpadłeś: wyciągasz portfel i zamawiasz/kupujesz kolejną pozycję. Nie szkodzi, że na półkach i w czytniku czeka jakieś 40 nieprzeczytanych, ale też wołających. A że przy tym skończyła się gotówka na nowe buty… cóż. Ma to swoją naukową nazwę: bibliomania lub bibliofilia.

Nie jest to zjawisko nowe. Pierwszy raz użyto terminu “bibliomania” w drugiej połowie XVIII wieku w Wielkiej Brytanii, “bibliofilia” – w wieku XIX. Różnią się, dość znacząco – jedno należy leczyć, drugiego nie.

Czym jest bibliomania?

Bibliomania to zaburzenie obsesyjne, często połączone z uzależnieniem. Oznacza zbieranie książek, kompulsywne ich kupowanie, często wykraczające poza ramy zdrowego rozsądku: zbieranie wielu wydań jednego tytułu albo wielu egzemplarzy danego wydania, kolekcjonowanie książek zaburzające życie społeczne i rodzinne, często przeradzające się w syllogomanię (popularny termin to angielskie “hoarding” – zbieractwo). Czasami nie przybiera aż tak spektakularnych rozmiarów: to zwyczajna niemożność niekupienia albo sprzedania książki. Masz ich w domu całe ściany, starych i nowych, wyczytanych i zniszczonych albo nieczytanych w ogóle, ale kupujesz kolejne? A może ktoś proponował ci oddanie części zbiorów potrzebującym, bibliotekom, może sprzedaż, a wtedy adrenalina zapulsowała ci w żyłach i serce przyspieszyło z nerwów? Próbowałeś czy próbowałaś nie kupić książki na tej super promocji w supermarkecie, bo w domu czeka na ciebie jeszcze pięć (piętnaście?), ale i tak wynosisz w torbie jakieś trzy malutkie… i jedną większą? Cóż, lepiej zastanów się, dlaczego.

Japończycy mają w ogóle bardzo ładne słowo: tsundoku (積ん読). Oznacza to kupowanie lub zdobywanie w inny sposób książek i magazynów, a potem zbieranie ich bez czytania czy wręcz gdy przeczytanie ich jest niemożliwe.

z

Przy czym uwaga: bibliomania to nie uzależnienie, a jeden z objawów zaburzeń kompulsywno-obsesyjnych. OCD i uzależnienia to dwa różne problemy psychologiczne i psychiczne.

Dlaczego to robimy?

W obu powyższych przypadkach mechanizm jest całkiem prosty: nie tyle nawet czytanie, co obecność książek powodują pobudzenie ośrodka przyjemności w mózgu, prowadząc czasami wręcz do stanu euforii. Brak książek analogicznie równa się stresowi. Z tego powodu, podobnie jak często w zachowaniach obsesyjno-kompulsywnych (OCD), osoba podświadomie czuje wręcz przymus kupienia/wzięcia danego przedmiotu, bo przynosi jej to ulgę. Często sam akt kupowania książki, nieważne, jakiej, ma znaczenie: to on uspokaja, jak rytuał.

Mechanizm działania takich zaburzeń warto sprawdzić chociażby w Wikipedii

W skrócie: zakup może być:

  • wynikiem silnej reakcji emocjonalnej,
  • efektem nagłego spontanicznego impulsu,
  • działaniem o charakterze hedonistycznym (najczęściej zakupy monotematyczne, np. ubrania, buty, książki) lub
  • wynikiem kompulsji (w celu redukcji patologicznego napięcia i niepokoju).

Uzależnienie lub kompulsywne kupowanie nie musi wyglądać spektakularnie. Generalnie rzadko jest to wykupowanie połowy księgarni po wypłacie. To najczęściej kupowanie raczej mało, ale regularnie i często – a to na chwilę wstępujemy do kiosku z książkami, a to do antykwariacie po pracy, bo jest po drodze, tu znajdziemy tego cudownego Sienkiewicza, tam przecenioną Grocholę – i tak się zbiera…

h

To groźne

Mimo tego, co może nam się wydawać, kupowanie książek w ten sposób nie jest dobrą rzeczą. Stosy, stosiki, góry całe, które leżą nieprzeczytane, w pewnym momencie z uroczego ekscentryzmu zamieniają się w problem.

Na grupach książkowych, do których należę lub należałam, często przewijają się zbliżone tematy. “Poszłam do Biedronki po masło, kupiłam 5 książek!”, “W zeszłym roku wydałam na książki, których nie przeczytałem, 2500 zł”, “Właśnie znowu kupiłam 14 kilogramów szczęścia”, “Skończyło mi się miejsce na regałach i pod łóżkiem, teraz wyrzucam z pokoju szafę i wstawię nowe półki” – kto z nas tego nie widział? Najczęściej to po prostu kreowanie wizerunku “superczytelnika” lub snobizm nakręcany dodatkowo akcjami takimi jak “52 książki”, “nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, wyzwania czytelnicze; ale czasem przybiera rozmiary sugerujące problem. Wtedy należy się temu przyjrzeć.

nieczytane

W ograniczonym zakresie kupowanie i zbieranie czegokolwiek nie jest najmniejszym odstępstwem od normy. Termin “bibliofilia” określa właśnie miłość do książek: chęć ich czytania, docenianie, czerpanie przyjemności. Zbieranie ulubionych wydawnictw, wypożyczanie, korzystanie z księgozbiorów, chęć dyskusji, znawstwo tematu. Tylko pozornie przypomina bibliomanię – bibliofil “z prawdziwego zdarzenia” zna umiar, nie kupi książki tylko dlatego, że jest ładna albo na promocji, dobiera elementy swojej kolekcji, wyszukuje kolekcjonerki, dba o księgozbiór, naprawia, odnawia, wymienia się, sprzedaje. Cierpiący na bibliomanię lub uzależnieni kupują wszystko, co wpadnie w oko, często się zadłużając lub nadszarupując kondycję finansową, kosztem wyrzeczeń (Obiad? Po co to komu!), a książki latami przyrastają i przyrastają, zbierane w kartonach, na strychach, pod łóżkiem, piętrzące się pod sufit, nawet stare, zniszczone i nadgryzione grzybem. Granica wydaje się cienka.

Jak sobie radzić?

Powiedzmy sobie szczerze: ja też święta nie jestem, chociaż bibliomania jakoś mi nie grozi. Odkąd mam czytnik, powstrzymanie się przed kupowaniem książek jest bardzo trudne. Książki się zbierają, zbierają… a nie zajmują miejsca. W listopadzie widać to było wyraźnie: promocje plus Czarny Piątek – i wpadłam. Ale postanowiłam coś z tym zrobić. W grę weszły postanowienia noworoczne: skoro udało mi się schudnąć kilkanaście kilo, to i powstrzymam się przed kupowaniem dużej liczby książek.

aaaa

W styczniu kupiłam zaledwie trzy pozycje, z czego dwie od dawna na liście, czekałam tylko na promocje. Zapisałam się też do biblioteki. Wcześniej także sprzedałam część księgozbioru, partiami. “Mam co czytać, więc nie kupuję”, postanowiłam. “Nie potrzebuję aż tylu książek”. “Nie muszę mieć kolejnych książek, przecież mam dużo nieczytanych”. “Wydanie kilkuset złotych miesięcznie na książki, których nie czytam, nie jest normalne”. Polecam powtarzać sobie takie zdania, pomagają.

Są też inne rady, bardziej profesjonalne, polecane m.in. w “The Guardian” czy NYT:

  • kupuj tylko jedną książkę na raz
  • stwórz listę pozycji, które chcesz przeczytać, ale kupuj tylko jedną na raz – kolejna dopiero, gdy skończysz poprzednią
  • nie sięgaj po książki spoza listy
  • pamiętaj: promocja i oszczędzanie jest naprawdę wtedy, gdy kupisz jedną książkę za 10 zł, a nie osiem za łącznie 80 zł
  • nie subskrybuj newsletterów księgarni i sklepów, w których znajdziesz książki
  • słuchaj uwag rodziny i znajomych – powiedzą ci, gdy przesadzasz i gdy się niepokoją
  • nie noś przy sobie na co dzień większych pieniędzy (karty też nie)
  • w razie potrzeby, gdy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli – poszukaj pomocy specjalisty

Warto się nad tym zastanowić. Ja powoli wdrażam 🙂

Główne zdjęcie pochodzi z Pixabay.
Advertisements

2 uwagi do wpisu “Kompulsywne kupowanie książek – bibliomania i bibliofilia

  1. Czy „bibliomanię” się leczy?:-D ja próbuje sobie z nią radzić w ten sposób, że nie kupuje kolejnej książki dopóki nie przeczytam poprzedniej 😀 jak na razie udaje mi się przy tym wytrwać 😀 ale ku mojemu zaskoczeniu, zaczynam czytać coraz szybciej 😀 pozdrawiam 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s