Liza Marklund „Zamachowiec” – recenzja

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po kryminał, zwłaszcza nie do końca typowy, gdzie głównym bohaterem nie jest zgorzkniały detektyw, oficer, śledczy, a raczej kobieta, najchętniej spoza komendy. Po nawet udanym spotkaniu z Lone Theilis postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę z dziennikarką w roli głównej. Tym razem przywitałam się z Lizą Marklund i samym początkiem jej serii o redaktor Annice Bengtzon – Zamachowcem.

W sumie nie nazwałabym tej książki kryminałem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Owszem, Annika angażuje się, jako dziennikarka, w rozwiązanie spektakularnej zagadki kryminalnej: niewiele przed igrzyskami w Sztokholmie na stadionie wybucha bomba. Okazuje się, że zginęła jedna z głównych organizatorek. Policja bardzo skąpo wydziela informacje, a konkurencja w prasie jest ogromna – Annika zaczyna więc sama coraz bardziej rozgrzebywać sprawę.

Akcja toczy się dość nietypowo: policji praktycznie tu nie uświadczymy. Śledztwo dziennikarskie toczy się innym niż policyjne torem, jest też z konieczności bardziej błądzeniem po omacku. Jednak Marklund udało się je opisać na tyle ciekawie, że nie mam jej tego za złe: czytało mi się fajnie. Zwłaszcza w takim towarzystwie:

16780487_1782884845070958_1114231527_n

Jednak sama kwestia dążenia ambitnej pani redaktor do sedna wydarzeń na stadionie jest może nie tyle drugorzędna, co równoległa do wątku obyczajowego. Ogrom miejsca zajmuje w Zamachowcu kwestia życia prywatnego i zawodowego Bengtzon. Scysje z mężem, wynikające z wymagającej, dziennikarskiej pracy, często zmuszającej Annikę do spędzania w redakcji całego weekendu. Godzenie pracy z macierzyństwem. Kłopoty zawodowe – niedawno awansowana na szefową działu bohaterka musi znosić złośliwości ze strony niezadowolonych podwładnych i ciągle udowadniać swoje kompetencje. Naprawdę świetnie się to czyta – jak ta kobieta próbuje sobie ze wszystkim radzić i także jak nie zawsze jej się to udaje.

Ciekawy jest także inny aspekt. Zamachowiec to druga powieść Marklund, napisana w 1998 roku. Wcześniej autorka pracowała jako dziennikarka, także w tabloidzie, więc doskonale wyszło jej oddanie atmosfery redakcji prasowej. Jednocześnie ze względu na czasy, w jakich osadzono tę powieść, mamy tu do czynienia z zupełnie innym modelem dziennika, niż dzisiaj, w dobie internetu. Naprawdę niesamowicie ciekawe są fragmenty opisujące pracę redakcji papierowej: przygotowywanie dwóch wydań, kompetencje analityka wydania, spotkania z działem marketingu, wysyłanie nakładu samolotem w odległe zakątki kraju, deadline’y, kolegia redakcyjne czy też „odprawy”, jak je tu nazwano, tempo prac. Dla mnie było to tym ciekawsze, że ostatnie kilka lat pracowałam w redakcji internetowej jednego z największych dzienników w Polsce – to zupełnie inny od opisywanego świat.

marklun_zamachowiec

Spotkanie z Lizą Marklund uważam za udane. W kolejce już czeka drugi tom cyklu o Annice Bengtzon. Jeśli książka będzie równie sprawnie napisana, z całkiem ciekawą zagadką, świetnym wątkiem, powiedzmy, medialnym i fajnie nakreślonymi relacjami między postaciami – na pewno wpiszę sobie tę autorkę na listę chętnie czytanych. Polecam gorąco!

  • Liza Marklund Zamachowiec
  • wyd. Czarna Owca
  • 472 strony
  • 2010

7

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Liza Marklund „Zamachowiec” – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s