Elle Kennedy „Błąd” – recenzja

Bibliotekarka, gdy przyszłam po odbiór zamówionych książek, zdradziła mi konspiracyjnym szeptem, że mam szczęście – na Elle Kennedy jest teraz niesamowity boom i rozchodzi się na pniu i to, że dostałam jej książkę, to fuks nad fuksy. Zaciekawiła mnie, przyznam. Czyżby w końcu romansidło, które operuje jakimiś nowymi motywami, środkami wyrazu? A może po prostu świetnie napisane? Otóż: nic z tych rzeczy.

Elle Kennedy to wyjątkowo popularna autorka powieści z nurtu new adult i romansu. Gdy przejrzałam jej dorobek na Good Reads, moja brew uniosła się całkiem wysoko ze zdziwienia – ta młoda babeczka (sądząc po zdjęciach jest stanowczo przed czterdziestką) ma na koncie kilkadziesiąt tytułów. I to tak znacznie bliżej setki niż dziesiątki. „Kasia Michalak!” – pomyślałam. – „Ona też wydaje 5 książek rocznie!”. Przygotowałam się więc na bardzo kiepską lekturę, w której romans niezamierzenie zamienia się w komedię (także omyłek). Na szczęście nie było źle.

Błąd to romans studencki. Ona na pierwszym roku, szara myszka, dobra dziewczyna, na dodatek dziewica. On – starszy od niej, sportowiec, ze skomplikowaną sytuacją w domu, znany playboy. Spotykają się zupełnie przypadkiem, podobnie przypadkiem wychodzi, że się ze sobą nie przespali. Zaczyna się między nimi tworzyć nić sympatii, co dla Johna jest całkowitą nowością. Grace powoli się angażuje, wbrew wszystkim sygnałom ostrzegawczym. I w końcu: stało się. Wyrzuciła go za drzwi, gdy palnął niesamowitą głupotę. I teraz John musi się nieźle namęczyć, żeby chociaż na niego spojrzała.

blad

Czyli: typowy romans. Nieźle napisany, bo mamy tu kilka zwrotów akcji, ciekawych bohaterów, których cechy charakteru wychodzą stanowczo poza kalkę „młoda dziewica” i „sportowiec podrywacz”. Chwała autorce za to! Widać też ewolucję postaci – John podejmuje decyzje, które zaważą na całym jego życiu i nie przychodzi mu to łatwo, z kolei Grace musi wyjść ze swojego kokonu, by z zahukanej dziewczynki zamienić się w kobietę.

Jednocześnie nie ma specjalnie co wychwalać. Mimo zalet nie da się ukryć, że linia fabularna jest koniec końców identyczna z typowym harlekinem (spotykamy bohaterów w kiepskim momencie ich życia – bohaterowie się poznają – pierwsze schadzki – dramat – naprawa krzywd – happy end). Nie mamy ani przez chwilę wątpliwości, jak to się skończy. Czytamy dla czytania, bo miło napisane, bo w końcu akcja nie jest pretekstem dla durnowatych scen erotycznych, bo bohaterowie sympatyczni. Ale mamy jeszcze jedno ziarnko pieprzu do zgryzienia: tłumaczenie i redakcja. Widać sporo stylistycznych potknięć, trochę niezręczności, jakby tak tłumaczka, jak redaktor spieszyli się bardzo i nie mieli czasu sprawdzać swojej pracy. Ale tym, co mnie dobiło, była… buzia. W wielu momentach, gdy bohaterowi opada szczęka albo ma ślinotok (ano ma), czytamy „musiałem przypomnieć sobie, żeby zamknąć buzię”, „poczułem, jak ślina napływa mi do buzi”. Przepraszam – czy ja na pewno czytam o 23/24-letnim, wielkim facecie? Czy może o pięciolatku? Naprawdę nie dało się tego w żaden sposób obejść, szanowna redakcjo?

fejspalm

Cóż. Ostatecznie książka miła, przyjemna i lekka, ale nic poza tym. Jeśli ktoś szuka tego typu lektury, to Błąd jest jak znalazł.

  • Elle Kennedy Błąd
  • wyd. Znak
  • 376 stron
  • lipiec 2016

5

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Elle Kennedy „Błąd” – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s