Czytelnicze FOMO, czyli ile książek czytasz na raz [MYŚLI LUZEM]

Wielokrotnie spotkałam się z dość… gwałtowną reakcją na moje czytanie kilku książek w jednym momencie. Część znajomych robiła „wow, to tak się da?”, inni byli zniesmaczeni takim systemem, twierdząc, że w ten sposób nie ma mowy o skupieniu na lekturze i „prawdziwym czytaniu”. A ja na raz potrafię przerabiać i pięć książek, każdą z innej bajki.

Zaczęłam drążyć temat, jak to z tym czytaniem jest. W końcu nie ważne, jak, ważne, ze się czyta, prawda? Z informacji znalezionych w całkiem porządnych źródłach (kłania się chociażby Business Insider) wynika, że sprawa nie jest tak prosta, jak początkowo mi się wydawało.

FOMO – bo muszę to wiedzieć

Rozwój technologii sprawił, że zmienił się odbiór treści. Internet, telewizja i radio zalewają nas informacjami, często zupełnie nieprzydatnymi, nieważnymi i nieinteresującymi. Całość jednak sprawiła, że mamy wrażenie, że musimy – ale to koniecznie musimy – wiedzieć WSZYSTKO. Jednocześnie niemal każdy z nas jest non-stop podłączony do internetu, co ułatwia, czy raczej – kusi, żeby być ciągle online. Składa się to na tzw. FOMO – fear of missing out, czyli obawę, że nie będziemy na bieżąco. Wiadomości są często krótkie (bo muszą się wygodnie czytać na małych ekranach i na monitorach w ogóle), jest w nich dużo zdjęć, multimediów, linków itp., co zachęca do zagłębiania się w gąszcz treści, ale utrudnia ich przyswajanie.

przechwytywanie

Jednocześnie ma to jeszcze głębszy poziom, biologiczny. Chris Knight, językoznawca, antropolog, badacz rozwoju i pochodzenia języka (a przy okazji fan Noama Chomsky’ego), zajął się swego czasu tym tematem. Wskazał, że kompulsywny lęk przed byciem niedoinformowanym oraz masa rozpraszaczy towarzyszącym tekstom internetowym (ale także po części informacji telewizyjnej i radiowej), czyli reklamy, pop-upy, gify, powiadomienia, prowadzą do… zmian w mózgu.

Biologii nie oszukasz

Jak zbadano, mózgi czytających zaczęły dostosowywać się do nowej formy przyjmowania treści. Działa to nieco jak odruch psa Pawłowa – gdy bierzemy do ręki czytnik albo właczamy komputer, nasz mózg „przestawia się” w tryb skanowania tekstu (nie czytania), bo wie, że będziemy skakać do różnych treści oraz że się nie skupimy. Jest to mózgowy sprint, duży wysiłek. Jednocześnie jeśli sięgniemy po papier, mózg przełącza się w tryb „powolny”, skupiamy się na treściach i nie jesteśmy cały czas w gotowości do zmiany tematu. To jak czytanie w różnych językach: po polsku nie mamy problemu, ale gdy sięgamy po angielski, potrzebujemy chwili, żeby mózg nam się dostosował do nowego trybu.

Skakanie, czytanie wielu rzeczy na raz sprawia, że mózgowi jest po prostu trudniej skupić się i zapamiętywać informacje.

chaos-485502_640

Książki także

Powyższa teoria przykładana jest raczej do tekstów informacyjnych, ale ma też zastosowanie w lekturze książek. Bo chcemy czytać TERAZ, WSZYSTKO, OD RAZU. Przez tego typu podejście – wyniesione z internetu wraz z problemem skupienia uwagi – czytamy wiele powieści na raz. Naprzemiennie, po rozdziale-dwóch.

Robiłam tak w papierze, robię tak na czytniku. Papierowe książki walają się u mnie po całym mieszkaniu: przy łóżku, kanapie, na półkach, w przedpokoju, w łazience. Czytam tę, która jest pod ręką. Z czytnikiem jeszcze gorzej: mam w jednym miejscu 100 książek, wystarczy kliknąć. Może to owocować mieszaniem wątków, zapominaniem, o czym się czytało, niezrozumieniem intencji autora.

Da się z tym żyć

Wypracowałam sobie jeszcze w czasach papierowych kilka sposobów na to, żeby nie rozbabrywać się w książkach.

  • nie więcej niż 5 na raz – gdy zacznę piątą książkę, nie dotykam kolejnych, póki nie skończę chociaż jednej z aktualnej „puli”
  • rozstrzał tematyczny – staram się, żeby książki były dość różne (np. kryminał, fantasy, reportaż), żeby uniknąć mylenia wątków i zaplątania fabuły
  • książki na różne okazje – każda książka ma swoją porę: jedna jest do autobusu, druga przed snem, trzecia do posiedzenia na kanapie itp. pilnując takiego podziału (mniej więcej) trudniej się zamotać
  • notatki, notatki… – zapisuję, co czytam, w starym, dobrym pliku Excela. Jestem więc na bieżąco z tym, co mam pozaczynane, zakolejkowane itp.

Nie jestem w stanie czytać jednej książki przez kilka dni – i nie przerywać lektury innymi. Dwie książki to takie minimum. Jednocześnie wiem, że dzięki temu czytam szybciej – to mierzalne, widzę efekty.

przechwytywanie

Nie będę polecać „czytelniczej przeplatanki”, bo to nie dla każdego. Ale zachęcam do spojrzenia łaskawszym okiem na nas, książkowych fomowców 🙂

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Czytelnicze FOMO, czyli ile książek czytasz na raz [MYŚLI LUZEM]

  1. Potwierdzam, da się czytać kilka książek równolegle. Wprawdzie miałem z tym do pewnego momentu duże problemy (to znaczy bardziej były to opory przed rozpoczynaniem kolejnych lektur, nie kończąc tych rozpoczętych), niemniej dało się je przełamać. Obecnie zwykle miewam około 3-4 książek „na warsztacie” (na ogół jedna lub dwie dla przyjemności, reszta jako risercz niezbędny przy pisaniu własnych tekstów). Nawiasem mówiąc, bardzo ciekawy temat w tym wpisie Pani poruszyła 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s