Susan Dennard „Prawdodziejka”

Jeśli chodzi o fantastykę, ostatnio mam raczej pecha. Trafiają mi się książki średnie lub wręcz słabe. Tym razem dałam się skusić „Prawdodziejce” – fantasy młodzieżowemu. Z jednej strony okładka jest po prostu śliczna, z drugiej – zarys fabuły wydawał się w porządku, z trzeciej – do SQN raczej mam zaufanie. I przejechałam się jak kulawy na lodowisku.

Rozczarowanie jest tym większe, że nie miałam tak naprawdę specjalnych wymagań co do tej książki – akurat szukałam lekkiego przerywnika w rodzaju „Na psa urok”, żeby mozg odpoczął miedzy pracą a świętami. I nawet tak niewygórowane oczekiwania okazały się zbyt duże. Ale po kolei: o czym w ogóle powieść Susan Dennard jest?

blbl

W fantastycznej krainie dwie przyjaciółki połączone więziami jak siostry pakują się w tarapaty. Jedna z nich, Iseult, to więziodziejka (ma moc widzenia i splatania więzi innych ludzi, także ich uczuć), dziewczyna z plemienia nomadów, którzy żyją na marginesie społeczeństwa (a la nasi Cyganie w okolicy wieku XIX). Druga to Safiya, ukrywająca swoją moc prawdodziejka (rozpoznaje kłamstwa i prawdę u rozmówcy, także w jego intencjach, ale jej moc jest bardzo cenna, gdzieniegdzie traktowana jako… herezja i może spowodować nawet jej śmierć z rąk władców królestw), potomkini szlachetnego, zubożałego rodu, wysłana przez wuja na nauki. Dziewczyny chcą uciekać z miasta po nieudanym napadzie na powóz kupca, jednak splot wydarzeń ściąga im na głowy najemnika-krwiodzieja, który może wytropić je na końcu świata; fatum rozdziela je, łączy, Safi zostaje zaciągnięta na imperialny bal, Iseult trafia do rodzinnej wioski, potem znowu spotykają się na statku księcia pewnego głodującego królestwa… Czego tam nie ma i co się tam nie dzieje!

Czyli akcji jest tu dużo. Ba, ogrom. Niby nie jest to problem, ale… już na tym etapie widać, że coś się nie klei. O co chodzi? Co się dzieje? Autorka nie do końca zapanowała nad fabułą i można się po prostu pogubić. Całość wygląda jak kilka w miarę przemyślanych scen połączonych niezbyt już przemyślanymi zapychaczami. I brak w tym logiki.

prawdodziejka_front_1000px

Czytając co chwila zgrzytałam zębami, złorzecząc na koleżankę, która podpuściła mnie do obietnicy przebrnięcia przez całość. Od którego problemu zacząć? Sama nie wiem.

Może od wątku romantycznego, który udaje, że nie jest romantyczny, a autorka co chwila sugeruje wprost, że w sumie to przecież może być nienawiść a nie miłość, a to że bohaterowie mają się ku sobie to tylko taka podpucha? Mogę tu też dopisać na marginesie tzw. queerbaiting, czyli sprawianie wrażenia, że ku sobie mają się też Iseult i Safiya, chociaż w sumie to nie mają.

A może brak logiki w działaniu mocy prawdodziejki, która już na samym początku zostaje okłamana w przydrożnej karczmie, potem okazuje się, że pewien mężczyzna okłamywał ją całe życie – a ona nie zauważyła? I jednocześnie nadal ufa bezgranicznie swojej magii? A także, że ta magia czasami sprawia wrażenie, jakby mogła swojej „nosicielce”… przepowiadać przyszłość?

A może sam fakt, że w sumie cholera wie, czemu moc prawdodziejki jest tak potężna, mroczna, zakazana i uznawana za herezję, a jednocześnie poszukiwana, skoro po całym świecie przedstawionym krążą masy stanowczo przydatniejszych magów?

reaction-gifs-Bullshit.gif

Diabeł tkwi też w szczegółach. Co chwila potykamy się o nielogiczności i niespójności, za których pozostawienie redaktor powinien oddać honorarium i posypać głowę popiołem. Dwie kobiety przygotowujące od lat ucieczkę z zamkniętego sioła, oczywiście doskonale to ukrywające mimo konieczności wyjazdów konno przez strzeżone bramy, a jako zapasy na niebezpieczną drogę odkładające… świeże jabłka? Czemu nie. Bohater wypowiadający do siebie kwestię, że „tę walkę przeżyli tylko oni dwoje” – podczas gdy w rzeczonej walce nie dość, że chwilę wcześniej dwójka bohaterów odleciała na wietrze, jeszcze wcześniej cztery postaci zwiały w podskokach, a w ogóle to nikt nie zginął? Ano jest. Albo cytaty tego pokroju:  „Wymagał, aby Safi hartowała stopy. (…) Przynajmniej raz w miesiącu Safi i Iseult chodziły przez cały dzień boso. Skutkiem tego miały wystarczająco dużo odcisków, żeby móc przejść po rozżarzonych węglach… albo po bardzo gorącym palenisku” – czy tu potrzebny jest komentarz?

whaaaaat

Nie rozumiem, dlaczego „Prawdodziejka” zbiera tyle entuzjastycznych recenzji. Owszem, w książce dzieje się dużo, świat powieści jest zbudowany naprawdę ciekawie, system magii (chociaż w żaden sposób niewyjaśniony – kolejny minus) także prezentuje się interesująco. Jednak masa tu niespójności, logicznych potknięć, redaktorskich niedoróbek, a sami bohaterowie są po prostu do bólu standardowi i trudno chociażby czuć do nich sympatię. Definitywnie nie polecam – książka może się spodobać gimnazjalistom, względnie czytelnikom we wczesnym liceum, ale inni będą bardzo zawiedzeni.

  • Susan Demmard „Witchlands. Prawdodziejka”
  • Wyd. SQN Imaginatio
  • Październik 2016
  • 400 stron

3

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Susan Dennard „Prawdodziejka”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s