Kevin Hearne „Na psa urok”

Jeśli szukacie książkowego odpowiednika serialu akcji i fantasy dla nastolatków – oto oficjalnie został znaleziony. Tom pierwszy „Kronik Żelaznego Druida” to leciusieńskie (także intelektualnie) czytadło naszpikowane humorem czasami poziomem równającym się z męską szatnią. Ale o dziwo przyjemne w odbiorze.

„Na psa urok” to wprowadzenie w sytuację Atticusa O’Sullivana, ostatniego żyjącego druida, kryjącego się gdzieś na pustyni pośrodku Arizony. Mimo wyglądu świeżo upieczonego absolwenta college’u, Atticus liczy sobie już z górką 2100 lat (tak, to nie literówka: dwa tysiące sto) i ma pod ręką całkiem przyjemny arsenał mocy. Jak szybko się dowiadujemy, po tej ziemi chodzi nie tylko on – są też stada wilkołaków, wampiry, boginie i bogowie, fae, sidhe, duchy, demony… Co tylko sobie zamarzymy. A Atticus podpadł naczelnemu przywódcy „swojego” panteonu, bogowi miłości Aenghuswi Ógowi. Ten ściga naszego druida już od ponad dwóch milleniów, jak widać – nieskutecznie. Jednak sprawy przyjmują zły obrót dla naszego bohatera – w stylu „kupa złego na jednego”.

15503041_1667284953297615_718498700_o

Jak widać – fabuła jest całkiem przewidywalna. Dzielny Atticus w niepowtarzalnym stylu stawi czoła odwiecznemu wrogowi, by ocalić skórę. Nic odkrywczego. Jednocześnie autor chyba uznał, że grupą docelową jego książki będą chłopcy w wieku od 15 do dwudziestu kilku lat – i do nich dostosował tak język, jak i stylistykę „Kronik”. Z jednej strony mamy tu dużo ponętnych bogiń i boginek, wiedźm i barmanek, często występujących nago, zaś Atticus nie omieszka nigdy skomentować ani ich wdzięków, ani swojego podniecenia, a w przypadku bliższego kontaktu w okolicach łóżka – także swojej i partnerki sprawności w erotycznych akrobacjach. Do tego narracja, prowadzona pierwszoosobowo, co i rusz podsuwa nam sarkastyczne, ironiczne lub po prostu złośliwe komentarze bohatera a propos rzeczywistości, jak wspomniałam na początku – humorem dorównujące temu z męskiej szatni szkolnej drużyny koszykówki. Jeśli kogoś z miejsca to nie odrzuci, to idzie się przyzwyczaić i może być nawet sympatyczną odskocznią od poważniejszej lektury (tym bardziej, że ostatecznie bohatera przewodniego po prostu nie da się nie lubić).

82116-na-psa-urok-kevin-hearne-1.jpg

No i tłumaczenie. Tu jestem rozdarta. Z jednej strony sporo było w „Na psa urok” gier słów (także po angielsku) i irlandzkich nazw czy nawiązań – tu ogólnie pani Maria Smulewska spisała się nieźle. Ale widać też nieco potknięć, z których najbardziej bolesne to przetłumaczenie na polski nazwy serialu (i zarazem nazwy własnej krążownika kosmicznego) „Battlestar Galactica”. W książce przełożono to oczywiście jako „Gwiazda bojowa Galaktyka”. Ała. Ałć. Nie. Mam nadzieję, że w dalszych tomach nikt już tego nie zrobił, ale kwiatek nadawałby się do dodania do tego wpisu.

„Na psa urok” to męski odpowiednik romansidła – książka, która od czytelnika wymaga głównie umiejętności czytania, niekoniecznie już wyższych kompetencji kulturowych i komunikacyjnych. Przeczytać, zamknąć, zapomnieć – ten typ lektury. Jednak dała mi chwilę odpoczynku i zabawy, więc nie powiem, że jest zła. Ot, czytadło. Do serii pewnie nie wrócę, ale miło było spotkać.

  • Kevine Hearne „Kroniki Żelaznego Druida #1. Na psa urok”
  • Wyd. Rebis
  • Czerwiec 2011
  • 296 stron

5

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kevin Hearne „Na psa urok”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s