„Nowy początek”, czyli bardzo luźna adaptacja

Przyznaję bez bicia: nie wiem, czego spodziewałam się po „Nowym początku”. Recenzje w dużej części były ekstatyczne, ale nie miałam pomysłu, jak filmowcy mogliby przenieść na ekran ważną dla całej opowieści warstwę językoznawczą.

Świeżo po seansie mogę powiedzieć, że film jako taki jest niezły: świeży, całkiem mocny, ładny (serio) i niestandardowy. Warstwa estetyczna przykuła mnie tu najbardziej: całość utrzymano w szarych, ponurych barwach, ciągle albo pada, albo niebo wygląda, jakby miało zapaść się w sobie. Cieplejsze tony wchodzą tylko w sekwencjach wspomnień bohaterki. Miałam też nieodparte, chociaż zapewne nie do końca właściwe skojarzenia z „Odyseją kosmiczną” Kubricka. Kadry czy wykorzystanie barw i kontrastów naprawdę bywały po prostu fascynujące. Fabularnie również poradzono sobie nieźle, mimo podkręcenia kosmitów i dodania wątku chińskiego generała/globalnego konfliktu – uniknięto jednak typowego kina SF z pierwszym kontaktem, gdzie obcy przybywają po to, by nas, cóż, zeżreć lub wytępić, a dzielni bohaterowie walczą o los planety. Nie mogę jednak nie wspomnieć, że sporo widzów może się na „Nowym początku” wynudzić.

przechwytywanie

Jednocześnie wydaje mi się, że sporo twórcom umknęło. W oryginalnym opowiadaniu Chianga ujęło mnie, jak ogromną wagę do języka przyłożył autor. Procesy językowe i językoznawcze były osią całej fabuły, to one to nakręcały i wprowadziły plot twist. W filmie co prawda językoznawcy pracują nad siedmionogim B, czyli pisanym językiem kosmitów, jednak potraktowano proces po macoszemu, raczej jako środek prowadzący do celu niż element spajający całość w zwarty, sensowny byt. Miałam wręcz wrażenie, że kompensując to (bo w sumie niełatwo byłoby dobrze pokazać ten zabieg) twórcy wprowadzili elementy mistyki i jasnowidztwa zupełnie bez sensu. Ciekawe, jak odebrały to osoby, które „Historii twojego życia” nie czytały…?

thumbnail_24812

No i same siedmionogi. Kosmici w książce nie byli, cóż, monumentalnymi ośmiornicami. Ich obcość została oddana cudownie, ale też udało się sprawić, że byli całkiem sympatyczni – a nie przerażający i gigantyczni.

A, jeszcze jedna wada – kreacja aktorska Amy Adams. Denerwująca, roztrzęsiona i miejscami nijaka. Nie polecam.

Ogólnie trudno mi wręcz porównywać „Historię twojego życia” i „Nowy początek”. To dwie zupełnie różne historie o podobnych założeniach, opisane kompletnie różnymi środkami wyrazu. Jedno i drugie polecam, najlepiej w pakiecie, ale i z podejściem pełnym ostrożności.

6

Advertisements

2 uwagi do wpisu “„Nowy początek”, czyli bardzo luźna adaptacja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s