Czytnik czy książka papierowa? Ocena subiektywna

Spór „e-book czy papier” toczy się od lat i każda z jego stron ma silne argumenty za swoim stanowiskiem. Sama długo stałam po stronie „papierowych”, zerkając z uczuciem na swoją biblioteczkę. Teraz jednak moja perspektywa się nieco zmieniła. 

5-590

Trzy lata temu odkupiłam od koleżanki jej starego Kindle’a – model Keyboard 3G z klawiaturą, taki jeszcze bez dotykowego ekranu i podświetlenia. Skusiła mnie niska cena (w końcu używany), a także perspektywa otrzymania zgromadzonej na nim biblioteczki. Swoje trzy grosze dołożyła również niedawna przeprowadzka i morze diablo ciężkich kartonów z książkami. Ten czytnik zepsuł mi mąż, uszkadzając ekran. Rok temu jako zadośćuczynienie dostałam od niego drugi – PocketBook Touch Lux 3. Po takim okresie użytkowania czytnika (a nawet dwóch!) mogę spokojnie zabrać głos w dyskusji o „za” i „przeciw”.

Książki papierowe

– Dostępność. Nie musisz ich ładować, ani posiadać specjalnego urządzenia do ich odczytania (no chyba, że okulary), w razie zapomnienia czytadła – kupisz inne w każdym kiosku, supermarkecie, księgarni.

– Zdrowie. Okuliści zgadzają się, że czytanie książek papierowych dla oczu jest znacznie zdrowsze niż czytanie z ekranu – nawet czytnika ze specjalną technologią e-atramentu.

– Prezencja. Nie ma co ukrywać – widok pełnej biblioteczki to coś, co napełnia serce dumą. Nowa, pięknie wydana książka – jak na przykład cykl Artefakty z MAGa czy książki Tolkiena i Le Guin z Prószyńskiego – to uczta dla oczu. Biblioteczka pokazuje, co cię interesuje, na pierwszy rzut oka widać, jak spędzasz czas, o czym można z tobą porozmawiać. Nie ukrywajmy – to też jest ważne!

11-500
Librestock.com

– Ilustracje. Tylko papierowa książka daje możliwość zamieszczania dużych map, rozkładówek, kolorowych zdjęć w wysokiej rozdzielczości itp. W e-bookach na razie nie ma takiej możliwości.

– Trwałość. Książkę dość trudno zgubić, raczej mało kto ukradnie ją z plecaka czy torebki. Postawiona na półce „zniknie” najwyżej z powodu pożaru lub zalania, o co przecież nie tak łatwo. Ewentualnie ktoś pożyczy na „wieczne nieoddanie”.

Ale jednocześnie książki papierowe to też kilka problemów, z którymi chyba każdy się spotkał.

– Objętość. Przeciętna pojedyncza biblioteczka (mebel) to około 200–250 książek, na ścisk i ekwilibrystycznie. Pół biedy, jeśli macie własne mieszkanie/dom, względnie posiadłość rodziców w pobliżu – możecie papierowe skarby przechowywać bez większych problemów i tylko dokupować nowe półki/szafki/kartony. Gorzej, gdy jesteście najemcami.

7-550

8 książek kontra 1 czytnik – a na nim 120 legalnie zakupionych tytułów.

W każdej chwili może się okazać, że za miesiąc zmieniacie mieszkanie, albo że jednak umowy na kolejny rok nie przedłużycie. Przeprowadzka z 200 książkami to już problem (w moim przypadku tym większy, że samochodu też nie mamy). Z 400 – to tragedia. Wynajem bagażówki, znalezienie pomocy silnych kolegów do noszenia, zabezpieczenie książek przed zniszczeniem i pozaginaniem to są i koszty, i ogrom pracy. Ba, jeśli wyjeżdża się do innego miasta/kraju, nadanie tego kurierem jest często jedną z większych inwestycji w całej przeprowadzce (waga, waga, waga…).

Problem ten daje o sobie znać także w podróży – zabranie 5 książek na wczasy, gdy nie ma się samochodu, potrafi zmienić się w wyczyn godny strongmena.

– Zagięte rogi. Pozacierane brzegi. Porozrywane kartki. To koszmar każdego bibliofila. Książkę ciężko zniszczyć doszczętnie, ale te drobne i większe uszkodzenia, wynikające często ze zwykłego użytkowania, potrafią urosnąć do rangi narodowej tragedii, przynajmniej dla mnie. Wrzucenie książki do plecaka/torby często „mechaci” rogi i brzegi, powoduje otarcia na okładce. Grrr!

1-550

Ta książka ma 22 lata i mimo najszczerszych chęci – jest zaczytana na śmierć.

Można okładać książki gazetami, kupić specjalne etui czy okładki na podręczniki szkolne. Jednak powiedzmy sobie szczerze – nie zawsze wiemy, co będziemy mieli ochotę poczytać w momencie wychodzenia z domu. Jadąc do pracy, sięgam o 6:15 do stosiku książek „do przeczytania”, wybieram jedną i lecę. Mogłabym obłożyć wcześniej wszystkie, potem zdejmować okładki i nakładać na kolejne tomy – jest to jednak na dłuższą metę zwyczajnie upierdliwe (chociaż warto to robić).

– Cena. Książka w księgarni kosztuje średnio – licząc z promocjami – 30-35 zł, często więcej, około 40 zł, wydana porządnie jest jeszcze droższa. Używane książki są tańsze, a staruszki można kupić już za piątaka – ale są one w różnym stanie.

Książki elektroniczne

– Kompaktowość. Czytniki są niewielkie i leciutkie. Mój PocketBook waży według producenta 208 gram, do tego skórzane etui około 116 gram. Kindle był jeszcze lżejszy. W ręku go prawie nie czuć, tym bardziej nie ciąży w plecaku czy torebce.

6-550

Sorry, panie Smith, chętnie poczytałabym cię w poczekalni, ale…

– Liczba książek. Nie ukrywajmy, że na czytniku zmieści się stanowczo więcej tomów niż w naszych domowych biblioteczkach. Na wycieczkę można zabrać spokojnie wszystko, co się nam zamarzy, a nosić będziemy tylko 324 gramy – że nie wspomnę o niewielkiej przestrzeni zajmowanej w rzeczonych torbach.

– Koszty. Samo urządzenie jest dość drogie – ceny lepszych modeli wahają się od 500 do 700 zł, zależnie od tego, czego oczekujemy od urządzenia. Taki średni, rozsądny technicznie to jakieś 250–300 zł. Najprostsze, często wolniej działające można znaleźć za 150–200 zł. Do tego gorąco polecam etui ochronne – zwykle 30–80 zł (można je też samemu wydziergać bądź uszyć). Ale pomyślmy: to koszt ok. 10–20 książek papierowych. E-booki są od papieru zwyczajnie tańsze.

Idąc dalej – w wolnym dostępie mam do dyspozycji ogromną bazę lektur – właściwie całą klasykę literatury. Często dostajemy pakiet kilkudziesięciu-kilkuset takich książek przy zakupie czytnika. Do tego dochodzą strony takie jak Wolne Lektury. Do tego często w internetowych księgarniach e-booków można dostać darmowe magazyny, opowiadania, teksty. No i promocje… Wiele e-booków po obniżce kupimy za 10–20 zł, również bestsellerów i nowości. Przykładem niech będzie Cienioryt Krzysztofa Piskorskiego, którego wersję elektroniczną kupiłam w dniu pisania tego tekstu za 14,95 zł. Cena okładkowa to 39,90 zł, a ceny w księgarniach po przecenach wahają się od 25 do 34 zł.

Jeśli kupujemy sporo książek, koszt czytnika zwraca się naprawdę szybko.

9-500
Ponownie Librestock.com

– Internet. Nowsze urządzenia są w standardzie wyposażone w wi-fi. Oznacza to, że nie dość, że możemy kupione e-booki wysłać z księgarni lub komputera prosto na czytnik (w większości wypadków), to jeszcze możemy zaopatrzyć się w książki będąc poza domem, ale w zasięgu internetu. Bywa to wyjątkowo przydatne. Oznacza to także, że możemy bez problemu kupować książki zagraniczne.

– Prędkość czytania. To moje bardzo osobiste odczucie, ale na czytniku czytam szybciej i więcej. Wielka w tym zasługa numeracji stron na zasadzie pokazania, ile zostało do końca (np. 100 z 254), co mnie po prostu dopinguje, oraz pokazywania w procentach postępów w książce. Oczywiście nie każdy czytnik ma takie opcje. Regulowanie wielkości czcionki czy odstępu między wierszami też pomaga – przy zmęczonych oczach większy krój liter działa cuda.

– Czcionki. Można je dostosować: powiększyć, pomniejszyć, zmienić krój. Świetne dla słabiej widzących – można się nawet pozbyć okularów w niektórych przypadkach.

– Podświetlenie. Polecam.

No ale czytnik to nie same zalety.

– Zmęczenie oczu. Nie ukrywajmy – ekran (zwłaszcza z podświetleniem) nie jest najzdrowszy dla wzroku, szczególnie używany non-stop.

– Formaty plików. Niektóre czytniki mają problemy z odczytami części formatów. Na przykład Kindle nie radzi sobie do końca z PDF-ami, ma też format dedykowany tylko na niego, nie do odczytania na większości innych urządzeń. W większości księgarni książki i magazyny dostępne są w formatach mobi, ePub i PDF.

– Uszkodzenia. Uszkodzony czytnik po gwarancji nie zawsze da się naprawić. Wymiana rozbitego lub rozlanego ekranu jest dość droga, zalanie wyłącza urządzenie z użytkowania (ponownie – polecam etui!). Należy na nie uważać, jak na tablety czy smartfony.

4-400
No i nie da się czytać

– Ładowanie. Jeśli jesteśmy zapominalscy i czytnika nie naładujemy przed wyjazdem – może być problem. Bateria wystarczy zwykle na długo (na swoim spokojnie czytam nawet dwa tygodnie, jeśli nie przesadzam z podświetleniem i wi-fi), ale jak padnie, to kaplica, szukamy prądu albo kiosku z książkami.

– Indeksy, spisy, przypisy. W przypadku literatury fachowej czy naukowej są to istotne elementy, które na czytnikach owszem, są często w formie hiperłączy przenoszących od przypisu/hasła do odpowiedniej strony, jednak jak dla mnie – korzystanie z nich nie jest wygodne. kartkowanie jest po prostu szybsze, można też porównywać kilka stron książki na raz. Czytnik na to nie pozwala. Trzeba ręcznie nawigować lub wpisywać w opcjach przeniesienie do stron z wyżej wymienionymi. W wersji papierowej jest to po prostu łatwiejsze i bardziej przejrzyste.

– Komiksy. Wybaczcie, ale na czytniki w większości przypadków ni dy rydy, a w Polsce rynek e-komiksów (na przykład na tablety) po prostu nie istnieje. Przy okazji: tu znajdziesz kilka słów o e-mangach, wprowadzonych kilka dni temu przez Waneko.

– Wydatki. Tu znowu bardzo subiektywnie: odkąd mam czytnik, kupuję dużo więcej książek, bo po prostu nie muszę kombinować, gdzie je postawić. No i te ceny… Ostatecznie wydaję tyle, ile wydawałam, ale czytam więcej.

– Efekt WOW„. Czyli wspomniana przeze mnie już „prezencja”. Biblioteczka wygląda imponująco i bywa ucztą dla oczu naszych i gości. Czytnik na półce to raczej skromna ozdoba pokoju. No nie mówcie, że nie zależy wam na czymś takim 😉

Porównanie z e-bookami i czytnikami wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Dość długo przekonywałam się do tego formatu, potem przechodziłam okres przyzwyczajania się, zapału do korzystania, odzwyczajenia. Aktualnie znalazłam rozwiązanie dla siebie: większość książek trzymam w wersji elektronicznej. Jest to tańsze i wygodniejsze. Jednak pewną część chcę mieć w papierze. Są to wydania, do których jestem przywiązana, mam ochotę się nimi pochwalić („Patrz, co mam, no patrz, jakie super!!!”), książki, których nie ma w wersji czytnikowej, książki naukowe. Może to rozwiązanie też dla Was? Zastanówcie się.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Czytnik czy książka papierowa? Ocena subiektywna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s